Jest środa, 8 września 2010

Imieniny:
Marii, Radosława, Adrianny

Wszechwładne oko kamery

Fot.Archiwum

Co powoduje, że ludzie decydują się wystąpić w programie typu reality show i na pewien czas oddać swoją prywatność? Czy wabikiem są pieniądze oferowane przez producentów, chęć zdobycia sławy i popularności, wybicia się ponad szarą codzienność?

Nie na darmo mówi się, że to popyt nakręca podaż. Jak długo zatem istnieć będą ludzie, którzy pragną oglądać tego typu programy, dotąd będą one produkowane. Skąd jednak biorą się amatorzy podobnych widowisk i co nimi kieruje? Wstydliwie ukrywana chęć podglądania bliźnich? Przyjemność utożsamienia się z bohaterami ulubionego show, którzy najczęściej nie są ani zbyt mądrzy, ani zbyt piękni, ani zbyt bogaci, a jednak udało im się „osiągnąć sukces” i stanąć przed kamerami? Jeszcze inną kwestią jest to, czy ci „naturszczycy” istotnie kamerze prezentują samych siebie, są autentyczni i przemawiają własnymi słowami...

W „Reality Show”, nowej powieści Emmy Mc Laughlin i Nicoli Kraus, autorek bestselleru „Niania w Nowym Jorku”, poznajemy niejako „od kuchni” rzeczywistość rządzącą światem telewizyjnych produkcji. Oto do prestiżowej szkoły średniej Hampton High przybywa pewnego dnia ekipa modnej młodzieżowej stacji telewizyjnej. Poszukuje grupki młodych ludzi, którzy wezmą udział w dokumentalnym programie przedstawiającym codzienne życie amerykańskich nastolatków. Jak zapewniają filmowcy, zależy im na autentycznym życiu i szczerych emocjach bohaterów, bowiem wyświetlane do tej pory programy krytykowane były przez widzów za ukazywanie plastikowego i zbyt wykreowanego obrazu, który powstawał w wyobraźni scenarzystów. „To nie są prawdziwe nastolatki rozmawiające o prawdziwych problemach. To banda starych pierdzieli, która siedzi w pokoju i wymyśla, co chce, żeby wcisnąć wam to jako wasze życie. No i w XTV doszliśmy do wniosku, że byłoby super stworzyć reality show o życiu prawdziwych licealistów z Nowego Jorku, którzy mają prawdziwe problemy w prawdziwym świecie” – takimi słowami zachęca uczniów dyrektor programowy stacji, Fletch.

Po usłyszeniu takiej zachęty któż nie chciałby wystąpić w podobnym programie? Przed młodymi ludźmi otwiera się szansa na zaistnienie, popularność, karierę. Propozycji towarzyszą też argumenty nie do pogardzenia, czyli honorarium umożliwiające sfinansowanie wyższych studiów. Nie wszystkim uczniom oczywiście, tylko szóstce szczęśliwców, których najbardziej pokocha kamera... Aby znaleźć się w gronie tych wybrańców, uczniowie – a zwłaszcza uczennice – starają się zaprezentować od jak najlepszej strony. „Druga wchodzi Melanie. Wygląda jak stuprocentowa gospodyni domowa, bo ma na sobie coś dla pań w średnim wieku, z bufkami i w cętki. Źle, źle, źle, ale i tak lepiej niż to, co wchodzi za nią.
– Zbliża się premiera Miłości w rytmie rocka? – pyta Caitlyn, przechylając głowę i mrużąc oczy, żeby lepiej widzieć wpychającą się na początek kolejki Trishę w całej, niemal nagiej okazałości i na platformach.”.

Gdy już kamera wybierze swoich ulubieńców, wśród których znajdą się także Jesse i Drew, młodzi ludzie o nieco trudniejszej od pozostałej czwórki sytuacji materialnej, okazuje się, że zadanie nie jest wcale takie proste, jak im się to z początku wydawało. Spoczywa na nich przecież ogromna odpowiedzialność. Ta za dobre samopoczucie widza. Cała szóstka stanie się oto bowiem dla milionów zgromadzonych przed telewizorami rodaków idealnym obrazem amerykańskiego nastolatka, takim, z którym każdy rówieśnik chciałby się utożsamić. A co, jeśli między obrazem prawdziwym i idealnym pojawią się jakieś dysproporcje? Oczywiście zostaną one natychmiast zatarte. Na korzyść ideału. Nastolatka, na którą patrzą miliony, nie może sprzedawać ciastek w podrzędnej cukierni ani nosić sweterków z tanich sieciówek. Lepiej, żeby nosiła ekskluzywną odzież z logo sponsora programu. Podobna prawidłowość występuje, gdy młodzi aktorzy zapragną posilić się batonikiem. Są tu bowiem słodycze mile i niemile widziane. Nazwa tych pierwszych powinna padać z ekranu wystarczająco często, żeby zadowolić sponsora. I oto pojawia się druga odpowiedzialność – za słupki sprzedaży. Nikt bowiem nie nagrywa takich programów mając na względzie wyłącznie troskę o samopoczucie widza. Na sprzedaż są ubrania, batoniki, kosmetyki, usługi, a w ich sprzedaży pomagają przeżycia i emocje bohaterów programu – tak samo kolorowych i wystylizowanych, tak samo będących towarem, choć oni sami nie zdają sobie jeszcze z tego sprawy.

Gdy już padły słowa „towar na sprzedaż”, zastanówmy się, co jeszcze dobrze się sprzedaje. Przyjaźń? Oczywiste jest, że szóstka, którą wybrała kamera, powinna być ze sobą zaprzyjaźniona i spędzać czas wyłącznie w swoim towarzystwie. Inne przyjaźnie, nawet te najważniejsze, należy na czas kręcenia show zawiesić. Nie ma to znaczenia, że ktoś może cierpieć. Lojalność odłóżmy na lepsze czasy. Ważniejsza jest wizja producenta. Zgodnie z nią bohaterowie programu są młodzi, piękni, bogaci i szczęśliwi, a czas upływa im na odwiedzaniu modnych restauracji, sklepów i salonów. Przecież każda dziewczyna chciałaby spędzić rozkoszne popołudnie w SPA tak jak Nico, Melanie i Jesse. Nic to, że popołudnie nie jest popołudniem, tylko środkiem nocy, cud-maseczka nakładana na twarze dziewczyn jest miętową pastą do zębów, bo tylko ona okazuje się mieć odpowiedni kolor w sztucznym oświetleniu, a wszystkie trzy bohaterki nie mogą już nawet patrzeć na siebie nawzajem po kilku godzinach nagrań. Scena, uśmiech, cięcie. Zaklepane, sprzedane. Za jakiś czas wzrośnie zainteresowanie usługami kosmetycznymi. A tymczasem podsuniemy nastoletnim widzom pomysł na walentynkową kolację. Jeśli ma być własnoręcznie przygotowana, to tylko z produktów sponsora. Popatrzcie, jak smakuje to naszym bohaterom. Oni są przecież tacy jak wy. Kupcie, a miłe chwile macie zapewnione.

Co jeszcze się sprzedaje? Oczywiście uczucia. Młody widz po prostu kocha miłosne wątki, rośnie oglądalność, puchną konta producentów. Czy lepiej jednak sprzedaje się miłość czy romans? A może zdrada? Przeżyjmy więc narodziny uczucia, romantyczne randki, podsuńmy znienacka rywalkę, podsłuchajmy, co kryją w sercach nasi bohaterowie, a ponieważ ogląda nas młodzież starsza, to i jakiś pikantny szczególik może się uda wpleść w fabułę. Bo prawdą nie jest to, co nią jest, tylko to, co widzisz na ekranie. A skoro miliony widzów chcą oglądać właśnie to, ich życzenia muszą być spełnione. Business is business. I kręcimy następne ujęcie.

Co pozostanie po tej przygodzie? Jaką cenę trzeba zapłacić za popularność, a przede wszystkim, za naiwność? Co w życiu jest ważne, co można poświęcić i w imię czego, a o co należałoby jednak walczyć? Młodzi bohaterowie show dowiedzą się tego po fakcie. W jaki sposób wykorzystają to specyficzne życiowe doświadczenie? Ta pozornie lekka opowieść, którą czyta się jednym tchem, może jednak skłonić czytelnika do niejednej refleksji.

AGNIESZKA MĄCZYŃSKA-DILIS
Emma Mc Laughlin, Nicola Kraus, Reality Show,. Wydawnictwo Znak, Kraków 2010
 

Share/Save/Bookmark

Zestawy obiadowe