Gdy trzeba stanąć przed koniecznością rozmowy z dzieckiem na temat śmierci, słów brakuje nawet najodważniejszym. I choć tak naprawdę często to właśnie dziecko wykazuje się dojrzałością i wolą zrozumienia, czym jest umieranie i dlaczego wszyscy musimy kiedyś odejść, dorosły nie zawsze radzi sobie z tym zadaniem.
Czym jest dla nas śmierć? Czy lepiej próbować oswoić ten temat, czy też udawać, że on nie istnieje? Niedawne tragiczne wydarzenia wywołały lawinę dyskusji na forach internetowych. Nie zabrakło też pytań, w jaki sposób i czy w ogóle należy rozmawiać o śmierci z dziećmi? I jak ten temat w rozsądny sposób poruszyć, jeśli ukrywanie go przed nimi okazuje się działaniem na krótką metę? Katastrofa, relacje z miejsca tragedii, uroczystości pogrzebowe transmitowane we wszystkich mediach, żałoba narodowa celebrowana także w szkołach i przedszkolach, w wielu przypadkach sprawiły, że najmłodsi zaczęli wypytywać rodziców i nauczycieli, jak to jest z tą śmiercią, dlaczego umieramy? I czy wszyscy musimy umrzeć? Jeśli wszyscy, to i ja także? I – co się wtedy dzieje?
Co się wtedy dzieje, to pytanie, które zadaje sobie także bohater powieści “Tomek i nieskończoność” Michela Deon. Ta dość niezwykła książka porusza zagadnienie jeszcze trudniejsze – jak objaśnić dziecku śmierć, ale nie tę, która może zabrać mu kogoś bliskiego, ale tę, która być może przychodzi zabrać jego samego.
“– Zaraz, zaraz, a co ty właściwie o niej wiesz?
– Pewnego razu zdechł mój pies... I już się nie ruszał... Tata pochował go w ogródku...”
“Tomek i nieskończoność” to opowieść wbrew poruszanemu tematowi utrzymana w tonie spokojnym, a nawet pogodnym. I nie może być inaczej, bo jej celem jest właśnie oswojenie młodego czytelnika z tematem śmierci, ułatwienie mu pokonania lęku. To baśń, która pomaga uporządkować i zrozumieć otaczający świat.
Oto mamy chłopca, który zmaga się z nieuleczalną chorobą. Jako że całość utrzymana jest w klimacie baśni, oszczędzono czytelnikowi opisu choroby, jej rozbiórki na czynniki pierwsze. Gdzieś za górami, za lasami, był sobie chory chłopiec. Po co wiedzieć coś więcej? Szczegóły są nieważne. Cierpienie opisane jest w sposób łagodny, miękki, gorączka jest czymś, co pozwala odciąć się od rzeczywistego świata, przenieść w kojącą krainę fantazji. Jeśli ból, to nie ten przez wielkie “B” – tego, jak się domyślamy, chłopcu nie zabrakło. To też nieważne. To już prawdopodobnie dało się złagodzić. Pozostały małe codzienne niewygody. Nie tak straszne, choć oczywiście uciążliwe.
“Bardziej niż rosnąca gorączka dokuczały mu rozpalone pięty. Bólu nie ukoiło ani posypywanie ich talkiem ani nacieranie wodą kolońską. Kiedy o tym mówił, nie przejmowano się zwykle taką drobnostką, choć przecież była tak dotkliwa, że aby o niej zapomnieć, udawał za dnia, że drzemie i przypominał sobie chwile, gdy na bosaka brodził w rwącym i chłodnym górskim potoku (...). Te wspomnienia przynosiły mu ulgę(...).
Gdyby nie to krępujące i głupie cierpienie, tak niezrozumiałe dla dorosłych, którzy uparcie nie przywiązywali do niego wagi, Tomek byłby prawie polubił swoją gorączkę. To jej bowiem zawdzięczał troskliwą opiekę otoczenia”.
Chciałoby się w pewnych momentach lektury odnieść błogie wrażenie, że bohater książki nie zdaje sobie w pełni sprawy z powagi sytuacji. Ból i cierpienie rodziców, patrzących na jego powolne odchodzenie, to coś, co dzieje się poza zasięgiem jego wzroku. A przynajmniej tak wydaje się dorosłym. Bo nawet najbardziej perfekcyjne próby ukrycia zapłakanych oczu czy drżącego głosu nie zawsze się dorosłym udają. Choć oczywiście w kontakcie z dzieckiem zachowują oni pozorną wesołość i zasypują małego pacjenta mnóstwem zabawek, książek i gier. Pozornie spokojne przeżywanie choroby chyba w pewnym momencie stało się gładkim wejściem w konkretne role. Rodzice nie chcą martwić dziecka, dziecko nie chce martwić rodziców. Dlatego potrzebna jest ucieczka. Nocami Tomek ucieka w wymyślony świat, w którym nie ma bólu, świeci słońce, a chłodny strumień jest w stanie ukoić rozpalone od gorączki stopy. To też jednak rozwiązanie tymczasowe. Kiedyś trzeba będzie zmierzyć się z rzeczywistością. A tej nikt nie chce lub najpewniej nie umie objaśnić. Tymczasem dziecko chce wiedzieć. Jeśli już ma się coś stać, lepiej wiedzieć, co się wydarzy. Bardzo proste pytanie – “czy umrę?”, budzi lęk przede wszystkim dlatego, że nie wiadomo, co to tak naprawdę oznacza? Co się stanie potem? Dokąd pójdę? Co mnie tam czeka? Czym jest nieskończoność?
Czym jest nieskończoność? – pyta kilkakrotnie Tomek. Czy to, co czeka na mnie po drugiej stronie, to właśnie ona? Kto mi to wytłumaczy? Być może nie umrę, ale jeśli umrę, to... co mnie tam spotka? Czy będę w stanie to zrozumieć? I choć nie zadaje sobie pytania “czy zdążę?”, można się domyślić, że pośpiech jest wskazany, jeśli ma być czas na zrozumienie. Gdy czasu jest mało, a wkrótce może będzie go coraz mniej, przydają się bezsenne noce. Gdy cały dom śpi, Tomek ma chwilę dla siebie. Może puścić wodze fantazji, przyglądać się nocnemu pejzażowi za oknem, słuchać szumu wiatru, a przede wszystkim może nie odczuwać, choćby najlepiej ukrywanego, napięcia i zmartwienia najbliższych. Trawiąca ciało gorączka staje się przepustką do innego, milszego świata, tak rozkosznego, że aby go odwiedzić, najlepiej nie połykać obniżających temperaturę tabletek
W tym świecie jest miejsce na śmiech, swobodę, ulubione owoce, chętne do zabawy zwierzęta... znajdzie się tam też ktoś jeszcze. Ktoś, kto być może odpowie na trudne pytania, pomoże przejść drogę, której nie można uniknąć, a którą lepiej przebyć spokojnie, bez strachu i na tyle świadomie, na ile jest to możliwe. Maurycy, który pojawia się na wyspie, jest prawdopodobnie duchem, istotą zawieszoną między jednym a drugim światem. Chimeryczny, drażliwy, ma jednak kilka ważnych cech. Po pierwsze – jest. Nawet jeśli to istnienie mieści się tylko w wyobraźni chłopca. Po drugie, choć wcale nie bywa chętny do rozmowy ani łatwy w kontakcie, nie ucieka przed pytaniami. Ponadto nie pociesza, nie łudzi i co najważniejsze – nie sprawia wrażenia, jakby Tomka choroba była dla niego tak przerażającym nieszczęściem, jakim z pewnością jest dla rodziców. A to ułatwia wiele rzeczy.
“– Czy ja umrę?
– Powiedziałem ci już, że nie należy zadawać mi pytań.
– Dobrze już, dobrze. Niech pan się nie gniewa, ale muszę przyznać, że trudno jest rozmawiać, jeśli nie można o nic zapytać.
– Zgadzam się z tobą. (...) Są jednak rzeczy, o które możesz mnie pytać. Tylko tobie na to pozwalam.”.
Książka “Tomek i nieskończoność”, choć na francuskim rynku zaistniała już w latach 70., dopiero teraz znalazła się w naszych księgarniach. Oby pomogła tym, którym pomóc może. Dla innych niech będzie po prostu skłaniającą do refleksji piękną i mądrą opowieścią.
AGNIESZKA MĄCZYŃSKA-DILIS
Michel Deon, Tomek i nieskończoność (Thomas et l’infini), przełożyła Milena Kusztelska, Oficyna Wydawnicza G&P, Poznań 2010




