Jest środa, 8 września 2010

Imieniny:
Marii, Radosława, Adrianny

Nie ma już innej edukacji niż ustawiczna

Fot.Archiwum

Z Marcinem Polakiem, twórcą i redaktorem naczelnym portalu edukacyjnego edunews.pl rozmawia Adam Kowalski


ADAM KOWALSKI: W internecie działa sporo portali edukacyjnych, Pan jednak zdecydował się na budowę następnego. Skąd taka decyzja i – jak Pan sądzi – dlaczego środowiska oświatowe w coraz większym stopniu szukają wiadomości, komentarzy, raportów, opracowań pod adresem: www.edunews.pl?
MARCIN POLAK: Tworząc Edunews.pl chcieliśmy pokazać, że można stworzyć ciekawy portal o edukacji nie szufladkowanej jedynie do kategorii “wieści z systemu oświaty”. Edukacja jako proces to przecież coś znacznie szerszego i wychodzącego poza granice Polski. Ma charakter uniwersalny – pewne procesy w edukacji, na przykład pod wpływem nowych technologii, będą oddziaływały globalnie na sposób kształcenia i uczenia się na całym świecie. Warto o tym pisać, ponieważ na naszych oczach zmienia się sposób, w jaki nauczamy i uczymy się. Do momentu pojawienia się Edunews.pl nie było takiego portalu edukacyjnego, który zajmowałby się edukacją w wymiarze globalnym, przybliżał polskim odbiorcom, mającym przecież często kłopoty ze znajomością języków, tematy, które mogą być za chwilę ważne także dla polskich szkół, nauczycieli i uczniów.
Działamy ponad dwa lata, od lutego 2008 roku. Postanowiliśmy tworzyć portal o nowoczesnej edukacji, co zobowiązuje do ciągłych poszukiwań: innowacji, nowych wyników badań, doświadczeń. Myślę, że proponowana przez nas formuła – ukazywanie edukacji w skali globalnej, badań, trendów, doświadczeń, rozwiązań, ale również pokazywanie, jak działania podejmowane w Polsce (a mamy czym się chwalić na świecie!) wpisują się w trendy globalne, przyciągają coraz to nowych użytkowników. Mamy po prostu bardzo dużo unikalnych i ciekawych treści, które mogą wytłumaczyć, co tak naprawdę się w tej edukacji dzieje i w jaką zmierzamy stronę. To nas wyróżnia! W 2009 r. w przeglądzie portali edukacyjnych opublikowanym na łamach czasopisma e-Mentor, zostaliśmy wymienieni jako jeden z dwóch najbardziej wartościowych serwisów edukacyjnych w polskim internecie. Obok Scholarisa, na który Ministerstwo Edukacji Narodowej wydało przecież miliony złotych... Cieszymy się, że środowisko oświatowe docenia nas i możemy tylko obiecać, że nadal będziemy dostarczać dobrą jakość.
AK: Czego ten sukces od Pana wymagał? Pytam o tworzenie koncepcji portalu, jego prowadzenie, poszukiwanie wiarygodnych źródeł informacji, zdobywanie pieniędzy na działalność, itp.
MP: Najważniejszy jest pomysł. Od niego do realizacji wcale nie ma dalekiej drogi. Mamy dziś olbrzymie możliwości tworzenia wartościowych zasobów w internecie. Opracowanie własnego portalu nie wymaga wielkich nakładów finansowych, gdyż tak naprawdę przyzwoite serwisy można stworzyć korzystając z narzędzi open source (np. Joomla, Google websites). Prawdziwe kłopoty zaczynają się, gdy już serwis powstanie. Jak przejrzymy edukacyjne strony internetowe, natrafimy na setki portali i stron, które powstały, ale potem zamarły.
Prowadzenie ambitnego portalu wymaga bardzo dużo własnej pracy i samozaparcia lub dużo środków finansowych, aby zbudować solidną redakcję. Edunews.pl jest małą inicjatywą prywatną i powstał w całości za prywatne pieniądze. Wpływy z reklam finansują tylko część wydatków związanych z jego prowadzeniem. O sukcesie portalu decydują przede wszystkim: konsekwencja w realizacji pomysłu przez naszą mikro-redakcję oraz zewnętrzna pomoc dobrych duchów edukacji, czyli osób, które widzą wartość tego serwisu i chcą na jego łamach dzielić się z innymi swoimi przemyśleniami. Autorów, którzy tworzą społeczność Edunews.pl jest bardzo dużo, ale chciałbym tu wymienić przede wszystkim dwie osoby, które bardzo dużo wniosły: Małgorzatę Taraszkiewicz i Juliana Piotra Sawińskiego. Skorzystam z okazji i bardzo serdecznie im podziękuję za aktywność i wsparcie.
Chciałbym, aby takich autorów było więcej, ale w Polsce, mam takie wrażenie, mamy problem odwagi zabierania głosu na tematy oświatowe. Zwłaszcza nauczyciele powinni się jak najczęściej wypowiadać, ale tego nie robią. Są zastraszeni przez swoich dyrektorów? Boją się prezentacji własnych poglądów? Debata edukacyjna w Polsce jest bardzo uboga, jeśli w ogóle możemy mówić o jakiejś debacie.
Nie ma za to najmniejszych problemów z wiarygodnymi źródłami informacji. W Edunews.pl czerpiemy wiedzę o procesach edukacyjnych z serwisów i mediów z całego świata - na przykład z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Korei, Singapuru, Australii i Nowej Zelandii, krajów skandynawskich, no i oczywiście z wielu polskich, świetnych zasobów tworzonych przez organizacje pozarządowe (CEO), media (PAP Nauka w Polsce), edukatorów (tu wymienię przynajmniej dwa: blog Witka Kołodziejczyka “Edukacja przyszłości” i serwisy Leszka Hojnackiego).
AK: Kto korzysta z zasobów portalu? Czy dostają Państwo od swoich odbiorców ich opinie, sugestie, postulaty?
MP: Serwis jest skierowany do wszystkich, którzy są zainteresowani przemianami w edukacji. Najwięcej mamy użytkowników ze szkół i uczelni, ale także z instytucji okołoszkolnych. Odwiedzają nas często dyrektorzy szkół i nauczyciele, którzy poszukują w naszych publikacjach inspiracji do zmiany, rozwoju, poprawy jakości czy komunikacji, ale także opinii na temat przydatności w edukacji cyfrowych narzędzi edukacyjnych. Chętnie czytają nas pracownicy wydawnictw edukacyjnych, którzy otwarcie przyznają w rozmowach, że jesteśmy dla nich prawdziwą kopalnią informacji przydatnej w ich codziennej pracy. Pomagamy również promować wartościowe inicjatywy edukacyjne organizacji pozarządowych i utrzymujemy z nimi bliską współpracę. Wiele ciekawego dzieje się wokół szkoły, zwłaszcza w tych obszarach, w których szkoła nie ma miejsca na nowe zajęcia. Warto to pokazywać i stąd organizacje pozarządowe i ich pracownicy często goszczą na naszych łamach. Mamy bardzo dużo informacji zwrotnej dotyczącej naszej działalności. Zbieramy opinie na temat serwisu i staramy się odpowiadać na zapotrzebowanie.
AK: Jak portal będzie się rozwijał w najbliższym czasie, tzn. jakie akcenty merytoryczne będą wprowadzone albo dowartościowane?
MP: Naszym celem jest przybliżanie polskim odbiorcom zmieniającego się krajobrazu edukacji. Tu jesteśmy konsekwentni od samego początku. Zamierzamy więcej miejsca poświęcać doświadczeniom instytucji edukacyjnych z wprowadzania innowacyjnych rozwiązań w edukacji szkolnej i akademickiej, publikować ciekawe wyniki badań dotyczących edukacji i realizowanych w ośrodkach badawczych na całym świecie, sporo miejsca będziemy poświęcać technologiom edukacyjnym do wykorzystania przez nauczycieli. W tym ostatnim przypadku nie jest naszym celem pokazywanie i zachwycanie się kolejnymi nowinkami technologicznymi, lecz uważne przyglądanie się tym, które mogą być lepiej i szerzej wykorzystane z pożytkiem dla uczących się w szkołach i na uczelniach oraz dla rozwoju kompetencji nauczycieli.
Bardzo nam zależy na pobudzaniu oddolnej debaty na tematy edukacyjne. Nie możemy rozmawiać o edukacji tylko wówczas, gdy do działań informacyjnych mobilizuje się ministerstwo edukacji lub związki zawodowe. Nie bójmy się chwalić i proponować rozwiązania, które mogą przynieść wiele dobrego polskiej szkole i uczelni. Zapraszamy wszystkich, którym zależy na rozwoju edukacji do przesyłania swoich opinii i komentarzy. A jeśli ktoś się boi publikować pod swoim nazwiskiem – można przecież pod pseudonimem.
AK: Porozmawiajmy o samej edukacji. Czy po licznych reformach i zmianach ma ona szanse dać przydatne wykształcenie młodym Polakom?
MP: To zależy o jakiej edukacji mówimy. Jeśli o formalnej, systemie oświaty, to szczerze wątpię. Jakby nie patrzeć, to nowa podstawa programowa jest nadal przeładowana teorią, a praktycznej edukacji w niej jak na lekarstwo. Dotychczas zmian w kierunku praktycznej edukacji było zdecydowanie za mało. Nawet najbardziej przydatny życiowo przedmiot, jakim powinna być nauka przedsiębiorczości, stał się zbiorem ogólnych teorii i informacji, które nijak są potrzebne młodym ludziom do szczęścia. Gdzie jest to kształtowanie przedsiębiorczych postaw? Albo spójrzmy głębiej – mamy jeden z najwyższych w UE wskaźników bezrobocia młodych ludzi w wieku 18-24 lat. Według danych GUS, bezrobocie w tej grupie utrzymuje się wysoko i rośnie. To dowód na to, że wieloletnie reformy, korekty i zmiany w systemie oświaty nic jeszcze młodym Polakom nie dały – nadal nie potrafią sobie oni poradzić na rynku pracy.
Co innego jeśli spojrzymy na edukację nieformalną. W dużej mierze ciężar praktycznej edukacji spoczywa dziś na organizacjach pozarządowych, które starają się realizować w szkołach programy wyposażające młodych ludzi w podstawowe kompetencje przydatne w dorosłym życiu. Podstawą rozwoju młodzieży są projekty – uczestnicząc w nich i przygotowując najróżniejsze inicjatywy uczniowie zdobywają o wiele cenniejsze umiejętności niż przesiadując godzinami w ławkach. Kto nauczy się pracy metodą projektu w szkole, będzie w stanie dobrze komunikować się z członkami zespołu w swojej pracy, nie będzie się bał podejmowania decyzji – poradzi sobie potem w dorosłym życiu.
Coś ważnego się zmieniło we współczesnym świecie. Edukacja przestała być procesem zamkniętym, ograniczonym do wieku czy miejsc. To jest ciągły i zmienny proces, w którym trzeba uczyć się przez całe życie. I dlatego nie można uznać, że już zreformowaliśmy system oświaty i teraz będzie dobrze. Nie, wprowadziliśmy zmiany wczoraj, ale jutro musimy wprowadzić kolejne, bo tak szybko zmienia się świat pod wpływem procesów globalizacji i rozwoju technologicznego. Bardzo trafnie Leszek Hojnacki na łamach Edunews.pl zauważył, że “nowa podstawa programowa”, gdy skończymy ją wprowadzać w 2014 r., będzie już przestarzała. Reforma edukacji, tak jak proces edukacji, powinna być kategorią ustawiczną, powszednią. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Ci co narzekają na reformy, nie rozumieją, że zmienił się świat i że edukacja ma dziś znacznie większe znaczenie dla każdego człowieka niż 20 lat temu.
AK: Jakie elementy dzisiejszej oświaty powinny ulec istotnym przekształceniom? Co Pana zdaniem osłabia ten system, nie pasuje do niego?
MP: Większość raportów wskazuje, że jakość edukacji zależy bezpośrednio od kwalifikacji, entuzjazmu i kreatywności nauczycieli. W krajach skandynawskich nauczycielami zostają tylko najlepsi z najlepszych absolwentów uczelni pedagogicznych. U nas nauczycielem może zostać każdy, a często zostaje się, aby się “zaczepić” na rynku pracy. Bardzo mało młodych nauczycieli wytrzymuje próbę szkoły. Wykańczają ich nie tylko beznadziejnie niskie zarobki, ale także nieprzygotowanie do zawodu. Z drugiej strony są oni potencjalnie lepiej przygotowani do nauczania niż starsze pokolenie, ponieważ lepiej rozumieją młodzież i znają się na narzędziach, którymi posługują się biegle młodzi ludzie. Potrzebny jest system wspierania rozwoju młodych nauczycieli w szkołach – może trzeba pomyśleć o dodatkach do wynagrodzenia, ale tylko wówczas, jeśli taki młody nauczyciel zobowiązuje się do pozostania w systemie oświaty np. przez kolejne 5-10 lat i do ustawicznego pogłębiania kwalifikacji (specjalny, nowoczesny program szkoleń, jakiego niestety obecnie system oświaty nie oferuje nauczycielom). Niech młodym pedagogom chce się rozwijać i zostawać w szkole! Niech widzą w tym sens!
Skoro o szkoleniach mówimy, to tu moim zdaniem przydałaby się zmiana filozofii szkolenia nauczycieli. Nie chodzi o to, aby posługiwali się podstawowymi narzędziami epoki cyfrowej – komputerem, edytorem tekstu, programem do prezentacji, itp. To za mało! Chodzi o to, żeby byli twórcami narzędzi dydaktycznych z wykorzystaniem najnowszych urządzeń, oprogramowania i narzędzi internetowych. Nauczyciele nie mogą oczekiwać, że wydawcy czy instytucje edukacyjne będą zawsze podawać pomoce naukowe i dydaktyczne na talerzu. System szkolenia nauczycieli musi być nastawiony na podnoszenie umiejętności posługiwania się (w celach edukacyjnych) tymi samymi narzędziami, których używa młodzież. Kolejna kompetencja, która wymaga rozwoju to komunikowanie się i współpraca w środowisku wirtualnym. Nauczyciel, który chce skutecznie uczyć, musi potrafić stworzyć i funkcjonować w społeczności osób uczących się. To jest najprostsza droga do podniesienia jakości nauczania.
Za mało praktycznej edukacji i nadal zbyt obszerny program nauczania. Twórcom reformy programowej albo zabrakło odwagi, albo nie wzięli pod uwagę opinii tych, którzy najbardziej są zainteresowani treściami nauczania: uczniów. Pytamy dziś profesorów, jak ma wyglądać program nauczania, a nie pytamy uczniów? Może czas na zmianę? Dzisiaj nie ma potrzeby wiedzieć wszystko z danego przedmiotu! Moja wiedza jest także poza moją głową! Jeśli nie wiem, mam wyszukiwarkę i jestem w stanie się dowiedzieć w kilka minut. Czy nie sensowniej byłoby podzielić materiał na to, co musi wytłumaczyć nauczyciel i na to, co może wytłumaczyć komputer? Dlaczego nie rozwijamy elearningu na poziomie szkolnym? Przecież duża część zagadnień może być studiowana przez uczniów metodą kursów elearning, choćby w ramach pracy domowej. E-learning to przyszłość edukacji, także szkolnej. Badania naukowców uniwersytetów Stanforda i Harvardu wskazują, że za dekadę połowa zajęć w amerykańskich szkołach średnich będzie realizowana online. To trend, który dotrze również do Polski i, co więcej, jest to sensowne rozwiązanie dla przeładowanego programu nauczania w klasie (nie mówiąc o oszczędnościach dla budżetu).
Na koniec – metoda projektowa na każdym przedmiocie w gimnazjum i szkołach ponadgimnazjalnych. W szkole nie możemy przekazywać tylko wiedzy. To jest miejsca na kształcenie umiejętności poruszania się w świecie ludzi dorosłych i odpowiedzialnych. Temu właśnie służą projekty. Uczą współpracy w zespole, odpowiedzialności, planowania, rozwijają techniki komunikowania się, zarządzania procesami, czasem, a nawet zasobami finansowymi. Nic tak nie przygotowuje młodych ludzi do funkcjonowania na rynku pracy jak aktywny udział w projektach. Tego nie da się nauczyć na zajęciach prowadzonych tradycyjną metodą, a przecież projekty może prowadzić na polskim, matematyce, biologii, podstawach przedsiębiorczości – w ramach każdego przedmiotu!
AK: Jaka jest Pana opinia o talentach, umiejętnościach pedagogicznych i zaangażowaniu obecnych i przyszłych nauczycieli?
MP: Trochę już o tym powiedziałem. Spotkałem się z wieloma opiniami absolwentów uczelni pedagogicznych, którzy trafiając do placówek edukacyjnych stwierdzili, że jest to świat, do jakiego studia ich w ogóle nie przygotowały. Uważam, że kluczem do sukcesu szkół jest kształcenie pedagogów XXI wieku, a zatem osób, które potrafią świetnie posłużyć się nowymi technologiami w celach edukacyjnych, którzy rozumieją cyfrową rzeczywistość, którzy potrafią komunikować się z “cyfrowymi tubylcami”, czyli uczniami, którzy dorastali otoczeni przez cyfrowe technologie. Wydaje mi się, że systemy edukacji nie nadążają za zmianami w świecie i zwłaszcza w obszarze kształcenia pedagogów pozostają jeszcze w XX wieku. Nie jest to tylko moja opinia, gdyż takie twierdzenia pojawiają się w różnych serwisach: brytyjskich, amerykańskich, australijskich, itp.
AK: W ogólnym sukcesie bądź porażce liczą się także postawy rodziców, ich chęć oraz jakość współpracy z nauczycielami.
MP: Ależ oczywiście. Zaangażowanie rodziców jest bardzo ważne, ale zbyt często szkoła “używa” ich instrumentalnie. Rola rodziców nie powinna polegać tylko na wspieraniu finansowym szkoły w jej działalności nadobowiązkowej. Szkoła musi podjąć wysiłek organizacji i moderowania kontaktów z rodzicami poza tzw. wywiadówkami i pracami Rady Rodziców. I tu znowu pojawiają się dobre rozwiązania dzięki nowym technologiom. Jak się okazuje, wprowadzenie elektronicznego dziennika zamiast papierowego, prowadzi do intensyfikacji kontaktów rodziców ze szkołą i lepszej komunikacji na linii rodzic-nauczyciel. Wykorzystajmy to narzędzie jako formę platformy komunikacyjnej, poprzez którą rodzice będą dowiadywać się więcej na temat szkoły, do której uczęszczają ich dzieci.
AK: To – proszę powiedzieć – jaka jest ta polska szkoła? Zacofana i zapóźniona, jak chcę niektórzy czy coraz bardziej nowoczesna, otwarta na zmiany, jak twierdzi większość specjalistów?
MP: Trudno o wspólny mianownik. Są różne szkoły – słabe i zacofane, jeśli patrzeć od strony otwartości na innowacje i nowoczesne narzędzia dydaktyczne, ale i wspaniałe, dynamiczne szkoły-wyspy, które świetnie przygotowują do życia i których absolwenci swobodnie konkurują na rynku pracy polskim i zagranicznym. Myślę, że świadomość potrzeby przebudowy szkoły na bardziej otwartą i nowoczesną powoli dociera do dyrektorów i kadry nauczycielskiej. Jest to jednak proces, który nie trwa rok czy dwa, ale latami.
Uważam, że podstawowy problem nie tkwi w infrastrukturze technologicznej szkoły, ale w głowach nauczycieli. Trudno jest, co zrozumiałe, nauczycielom zaakceptować zmianę, jaka dokonała się pod wpływem rozwoju technologicznego i rozwoju internetu. Uczeń wie i potrafi dziś niekiedy o wiele więcej niż osoba, która ma go uczyć. Potrafi się sprawniej poruszać w sieci, swobodnie używa komputerów i innych urządzeń cyfrowych, zaś szkole stawia wysokie wymagania: że nauka dostarczy mu podobnych funkcjonalności jak środowisko wirtualne, w którym najchętniej przebywa; że będzie mógł uczyć się nie tylko w klasie, ale także “w drodze”; że będzie miał możliwość twórczej ekspresji poprzez narzędzia, które nosi w swojej kieszeni; że przekaz edukacyjny będzie spersonalizowany i dopasowany do jego poziomu i talentów, wreszcie, że będzie mógł się uczyć w grupie z rówieśnikami, w klasie i poza nią. To jest inny uczeń niż 20 lat temu. On wymaga innej szkoły i innego podejścia. Polecam zobaczyć dwie prezentacje dostępne na stronie głównej Edunews.pl – “Zwróć uwagę” oraz “Czym jest pedagogika XXI wieku”. Trzeba zrozumieć, że zmiana nastąpiła.
AK: Dla życia i rozwoju społeczeństwa ważna jest również edukacja ustawiczna. Co Pan sądzi o jej roli?
MP: W ogóle nie ma już chyba innej edukacji niż ustawiczna i to powinniśmy sobie wszyscy uświadomić, jeśli zależy nam na odnoszeniu sukcesów w życiu. Teraz mamy edukację od przedszkola (a może i żłobka?) do seniora. Na etapie szkoły i uczelni napełniamy się jakąś wiedzą, czasem też trochę przydatną w życiu. Ale najwięcej uczymy się w działaniu: w pracy i podczas różnych aktywności społecznych. Edunews.pl od samego początku istnienia zwraca uwagę na edukację przez całe życie i często piszemy o projektach rozwijających praktyczne umiejętności potrzebne w życiu osobistym czy zawodowym. Tymczasem Polacy zbyt rzadko doszkalają się i pogłębiają swoje kompetencje zawodowe, co przy szybko zmieniającym się rynku pracy może wkrótce przynieść wiele negatywnych konsekwencji. Jeśli przeczytamy raport “Polska 2030” w części dotyczącej rynku pracy i edukacji, nie możemy mieć żadnych wątpliwości, że społeczeństwo musi szybko dojrzeć do edukacji ustawicznej, albo szybko pojawią się poważne problemy społeczne. To wyzwanie dla wielu instytucji związanych z sektorem edukacji i przydałby się jakiś szerszy narodowy plan promujący edukację przez całe życie. Nie możemy siedzieć z założonymi rękami i liczyć na to, że coś się zmieni...
AK: Dziękuję za rozmowę.
 

Share/Save/Bookmark

Zestawy obiadowe