Żyjemy w społeczeństwie wielokulturowym. Nauczyciele dokładają starań, aby wychowywać dzieci i młodzież w duchu tolerancji dla odmienności. Aby jednak młodzi ludzie uznali przekazywane przez szkołę wartości za wiarygodne i wyrazili gotowość ich przyjęcia, wychowawca sam musi je wyznawać. Tymczasem nie zawsze wygląda to tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Konstytucja gwarantuje nam swobodę wyrażania własnych poglądów. Sytuacja komplikuje się w momencie, kiedy osoba o kontrowersyjnych przekonaniach, ma możliwość docierania z nimi do dzieci i młodzieży, a jeszcze gorzej, gdy stara się im je narzucić.
To, co wypowiedziane głośno w klasie, niekoniecznie pozostaje wśród czterech ścian. Wieści szybko się rozchodzą, ponieważ młodzież szkolna opowiada między sobą o tym, co się dzieje w czasie lekcji, a każde nietypowe i niepokojące zdanie padające z ust nauczyciela, niebawem dociera do rodziców, którzy w razie potrzeby mogą odpowiednio zareagować.
Co innego, gdy uczniowie stykają się z kontrowersyjnymi treściami w podręcznikach i pomocach naukowych. Słowo pisane trafia do większej liczby osób, wzbudza większy respekt, a uczniowie z przyzwyczajenia skłonni są uznawać je za prawdę obiektywną.
Powielanie stereotypów
Podczas gdy na lekcjach języka polskiego czy historii nauczyciele trudzą się nad wpojeniem dzieciom zasad tolerancji, zamęt sieją matematycy. Oto treść jednego z zadań międzynarodowego konkursu “Kangur matematyczny”: “Na pokładzie przechylonego sztormem statku, który w każdej chwili może zatonąć, przebywa piętnastu chrześcijan i piętnastu Turków. Aby uratować łódź, trzeba sprawić, by była lżejsza, dlatego połowa ludzi musi być wyrzucona za burtę. Jeden z chrześcijan zaproponował, aby wszyscy ustawili się w koło i za burtę wyskakiwała każda co dziewiąta osoba. Jak powinni ustawić się chrześcijanie, aby zginęli sami Turcy?”
Kto redaguje, a następnie dopuszcza do publikacji tego typu zadania, które trafiają później do uczniów szkół podstawowych? Z pewnością nauczyciel, który być może uznał, że dotychczas neutralne treści zadań matematycznych można wykorzystać do przemycania swoich ksenofobicznych przekonań, bądź też najzwyczajniej w świecie zakpił sobie nie tyle z dzieci, co z innych dorosłych osób. – Trudno mi się oprzeć wrażeniu, że przytoczone zadanie nie jest skutkiem niezręczności lub niedbalstwa, ale celowym “uatrakcyjnieniem” matematyki – twierdzi dr hab. Paweł Łuków z Instytutu Filozofii UW, redaktor naczelny czasopisma “Etyka”. – Równie dobrze w roli chrześcijanina z zadania można by obsadzić selekcjonera z obozu koncentracyjnego. To nie jest tylko stereotyp, który się autorowi zadania “wymknął”, ale rozmyślne szerzenie niechęci do narodu – dodaje.
Przykład zadania matematycznego skłania nas do głębszej refleksji nad problematyką stereotypów narodowych, a także naszych wspólnych, zakorzenionych w tradycji niechęci do niektórych nacji. Pojęcia takie jak sarmatyzm czy ksenofobia uczniowie poznają dopiero w szkole ponadgimnazjalnej, najczęściej na lekcjach języka polskiego, podczas omawiania barokowej literatury. “Transakcja wojny chocimskiej” Wacława Potockiego czy “Pamiętniki” Paska służą bardziej zapoznaniu się z charakterystyczną dla Polski XVII wieku kulturą sarmacką niż kultywowaniu wartości zawartych w niniejszych dziełach. Dziś niekoniecznie jesteśmy z nich dumni, a jednak wciąż o tego typu literaturze mówimy, przez wzgląd na polską historię i nie oznacza to wcale, że lektury te należy wycofać. Ważne, aby przy okazji ich omawiania, żywo dyskutować na wszelkie budzące wątpliwości tematy. Wskazanie uczniom drogi do odpowiedniej interpretacji tego typu tekstów to zadanie dla mądrego nauczyciela.
Nie wyręczać w myśleniu
Obalanie utartych schematów myślowych powinno dotyczyć przede wszystkim spraw bieżących, tak aby uczniowie sukcesywnie poznawali złożoność rzeczywistości i aby do jej interpretacji nie wybierać zawsze tej najprostszej drogi. Stereotypy przemycane w treściach nauczania mają to do siebie, że przedostają się do chłonnych, dziecięcych umysłów niezwykle łatwo i szybko. A przecież źródłem wszelkich niechęci do tego, co inne czy obce, jest właśnie bezkrytyczne podejście do stereotypów. Młody, nieukształtowany człowiek powtarza schematy myślowe dorosłych, wyrabia sobie na ich podstawie własny światopogląd, niekoniecznie obiektywny i niekoniecznie słuszny. – Stereotyp to narzędzie mentalnego radzenia sobie ze złożonym światem społecznym. Nie wymaga on myślenia, uwagi i uczenia się, bo “przecież wiadomo, że wszyscy... są...”. A ponieważ jest bezpodstawnym uogólnieniem na temat określonej grupy ludzi (“Każdy... jest...”), to zawsze jest krzywdzący przynajmniej dla niektórych członków tej grupy – tłumaczy dr hab. Paweł Łuków.
Istota stereotypów tkwi w ich prostocie. Opierają się one zwykle na niepełnej, a wręcz fałszywej wiedzy o świecie. Najczęściej mają one wydźwięk negatywny i wynikają z własnych obserwacji bądź schematów myślowych czerpanych od innych osób. Mają one także ogromny wpływ na wzrost uprzedzeń i niechęci, szczególnie do osób innych narodowości. Dzieci przejmują te schematy bezrefleksyjnie, z uwagi na swoją naiwność i uproszczony sposób postrzegania rzeczywistości. Dlatego niezwykle łatwo jest nimi manipulować i narzucić swoje własne zdanie.
Treści, takie jak ta, która pojawiła się w zadaniu konkursu matematycznego nie powinny trafiać do uczniów. Nie oznacza to jednak, że o tego typu drażliwych kwestiach nie należy rozmawiać wcale.
– Zwalczanie stereotypów narodowościowych w podręcznikach szkolnych służy zapobieganiu nie tylko niesprawiedliwym opiniom o ofiarach stereotypowego myślenia, ale też zwalczaniu lenistwa umysłowego. To ostatnie wymaga jednak dyskusji o stereotypach i o tym, na czym polega ich zło, a nie tylko unikania przemycania ich w podręcznikach – podkreśla dr Łuków.
Odpowiednim momentem do rozważań na temat innych narodowości będzie lekcja wychowawcza lub języka polskiego. Trudniejsze zadanie czeka nauczycieli historii, którzy powinni ukazywać nieraz bardzo drażliwe i bolesne karty naszej historii, tak, aby nie rozprzestrzeniać niechęci i uprzedzeń wobec innych narodów. Nie sztuką jest bowiem wyręczanie młodych ludzi w myśleniu, ale sprowokowanie ich do samodzielnego wyciągania odpowiednich wniosków.
MARIA CICHY





