<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<!-- generator="FeedCreator 1.8.0-dev (info@mypapit.net)" -->
<rss version="2.0"  xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
    <channel>
        <title></title>
        <description><![CDATA[ ]]></description>
        <link>http://www.oszkole.pl/</link>
        <lastBuildDate>Sun, 05 Sep 2010 18:25:45 GMT</lastBuildDate>
        <generator>FeedCreator 1.8.0-dev (info@mypapit.net)</generator>
		<atom:link href="http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_ninjarsssyndicator&amp;feed_id=4&amp;format=raw" rel="self" type="application/rss+xml" />        <item>
            <title>Dla higieny psychicznej czasem lepiej nie wiedzieć</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=625:dla-higieny-psychicznej-czasem-lepiej-nie-wiedzie&amp;catid=83:felietony&amp;Itemid=460</link>
            <description><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><span style="color: rgb(0, 128, 128);"><span style="font-size: 11px;"><strong><em>Moje trzy grosze<br />
</em></strong></span></span><span style="color: rgb(0, 128, 128);"><span style="font-size: 11px;"><strong><em><img width="100" height="100" align="left" class="caption" title="obserwator" src="http://www.oszkole.pl//images/z pozycji obserwatora.jpg" alt="" /></em></strong></span></span>Kiedy nastolatka – dodam, że bardzo dobra, wyróżniająca się uczennica – napisała na swoim blogu kilka nieprzyjemnych epitetów na temat swoich nauczycieli, ci postanowili zgłosić do prokuratury fakt zniesławienia funkcjonariusza publicznego. Rzeczywiście, czysto formalnie takie wydarzenie można określić zniesławieniem. Można się oburzyć i żądać od ucznia należnego nauczycielowi szacunku. Uznać, że ze słowami, zwłaszcza wypowiadanymi publicznie (a blog nie jest pamiętnikiem zamykanym na kluczyk i trzymanym na dnie szafy), trzeba się liczyć. Można krzyczeć, że wolność słowa, owszem, ale w pewnych granicach.&#160; Stwierdzić, że nie wolno nazywać nauczycielki wiedźmą ani komentować tego, co mówi na lekcji, choćby mówiła o tipsach i batonikach.</p>
<p>
</p>
<p style="text-align: justify;"><br />
Oczywiście, obraźliwe słowa na swój temat bolą, zwłaszcza wtedy, gdy tkwi w nich ziarenko prawdy, którą wolelibyśmy skrzętnie ukryć. Dzieci są wszak doskonałymi obserwatorami. Ich komentarze, nawet te złośliwe, wulgarne czy chamskie, potrafią obnażyć wszelkie słabości i niedoskonałości charakteru. Często wyolbrzymiają je do granic możliwości, przedstawiają w karykaturalnym świetle i bez litości, subiektywnie i jednostronnie. Młodzież jest bezkompromisowa, nie ma wyrozumiałości dla ludzkich wad, jest dopiero na etapie odkrywania smutnej prawdy, że dorośli nie są idealni, a czasem w swej niedoskonałości bywają gorsi od rozwydrzonych nastolatków.</p>
<p style="text-align: justify;">Nikt nie lubi, kiedy się o nim źle mówi, ale akurat nauczyciele powinni się do tego przyzwyczaić, bo zawsze byli, są i będą obiektem ataków słownych uczniów. Pewnie nie wszyscy, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że większość pedagogów w jakimś stopniu tego doświadczyła. Uczniowie zawsze będą komentować zachowanie swoich nauczycieli, wygląd, styl ubierania, mówienia, metody prowadzenia lekcji itd. W ten sposób rozładowują emocje, stresy, niepowodzenia, porażki, rozżalenie z powodu otrzymania słabej czy niesprawiedliwej oceny, tak też usprawiedliwiają własne lenistwo. Nauczyciele są jednym z żelaznych tematów rozmów z rówieśnikami, a chyba żaden z uczniów przy zdrowych zmysłach w luźnej rozmowie z kolegami nie będzie nadmiernie wychwalał nauczycieli. Na tej samej zasadzie każdy szef (dyrektor, kierownik) był, jest i będzie – niezależnie od swoich poczynań – obiektem złośliwych uwag, komentarzy i plotek autorstwa własnych pracowników.</p>
<p style="text-align: justify;">Żeby normalnie funkcjonować w szkole, znacznie lepiej nabrać trochę dystansu do uczniowskich wypowiedzi (do siebie też), niż usiłować śledzić każde niepochlebne słowo, a później dochodzić sprawiedliwości. Gdyby nazbierać wszystko, co młodzież kiedykolwiek powiedziała czy napisała o nauczycielach, pewnie z każdej szkoły udałoby się zebrać materiał liczący kilkadziesiąt tomów (akt dla prokuratora?). Tylko po co?</p>
<p style="text-align: justify;">Gorąco namawiam nauczycieli, żeby nie ulegali pokusie czytania blogów swoich uczniów, śledzenia dyskusji o szkole i nauczycielach prowadzonych np. na portalach społecznościowych czy tematycznych forach, ani wpisywania swojego nazwiska do wyszukiwarki, celem sprawdzenia, kto i w jakich okolicznościach coś o mnie napisał. Efekty takiego śledztwa nie muszą być przyjemne. Dlatego dajmy sobie spokój, ten czas lepiej poświęcić na coś pożyteczniejszego. Któż z nas, będąc uczniem, mówił i myślał o nauczycielach wyłącznie dobrze? Polecam lekturę – jeśli komuś zachował się egzemplarz – odpowiednich fragmentów własnego pamiętnika pisanego w czasach szkolnych…</p>
<p style="text-align: justify;">KAMILA WERNER</p>
<p style="text-align: justify;">&#160;</p>
<p style="text-align: justify;">&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 11:04:25 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=625:dla-higieny-psychicznej-czasem-lepiej-nie-wiedzie&amp;catid=83:felietony&amp;Itemid=460</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Chcieli dobrze, a wyszło źle</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=624:chcieli-dobrze-a-wyszo-le&amp;catid=83:felietony&amp;Itemid=460</link>
            <description><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><span style="font-size: 12px;"><span style="color: rgb(0, 51, 102);"><em><strong>Zawracanie   kijem Wisły<br />
</strong></em></span></span><img width="100" height="100" align="left" alt="" src="http://www.oszkole.pl//images/zawracanie kijem wisly copy.jpg" title="kijek" class="caption" />Jeszcze niedawno słychać było larum, że tzw. uprzedszkolnienie w Polsce jest mizerne i nie odpowiada naszym ambicjom edukacyjnym. Ten lament i zawodzenie – teraz widać to jak na dłoni – potrzebne były w czasie przeprowadzki maluchów z przedszkoli do oddziałów szkolno-świetlicowych albo do klas pierwszych. Zwolnione miejsca w przedszkolach zajęły młodsze dzieci. Odgwizdano powodzenie całej akcji, słupki dotyczące “uprzedszkolnienia” strzeliły do góry. Wkrótce zaczęły się jednak kłopoty z jakością tej opiekuńczo-oświatowej usługi i to za sprawą nowych przepisów, które ministerstwo edukacji wprowadziło do Karty Nauczyciela.</p>
<p>
</p>
<p style="text-align: justify;">Chodzi o dodatkowe godziny pracy nauczycieli; teraz jednej tygodniowo, od września powiększonej do dwóch. W zamyśle MEN miały one rozszerzyć skromne przecież pensum do odpracowania. Miały zostać wykorzystane do podnoszenia jakości pracy szkół, a mówiąc konkretnie, do nauczycielskiej pomocy uczniom zaniedbanym w nauce albo szczególnie uzdolnionym. Ale “karciane godziny”, bo tak je zaczęto nazywać, dostrzegły również samorządy, czyli organy prowadzące szkoły i ministerialne rozporządzenie część z nich potraktowała oryginalnie, szukając w nim podstaw do zaoszczędzenia pieniędzy.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie zamierzam napadać na wójtów i burmistrzów, że ośmielili się zgłosić “wywrotowe” pomysły i chcą wprowadzać je w życie. Są gminy bogate, są biedne. Jedne bez problemów przygotowały i wyposażyły pomieszczenia szkolne tak, że sześciolatki czują się w nich dobrze. Inne, uboższe, dotkliwie odczuły ciężar dodatkowych wydatków i trudno się dziwić, że chcą je sobie powetować. Ale forma oszczędnościowych zabiegów jest najgorsza z możliwych.</p>
<p style="text-align: justify;">Samorządy wykorzystując bowiem przepisy wprowadzone przez MEN – podtrzymuję swoją opinię, że w dobrej wierze – chcą zwalniać nauczycieli pracujących w świetlicach szkolnych, likwidując ich etaty jako niepotrzebne. Zamiast nich w tychże świetlicach mieliby swoje “karciane godziny” odpracowywać nauczyciele-przedmiotowcy, a gdyby tych godzin było za mało, świetlice szkolne mają przekształcać się w środowiskowe, finansowane ze środków opieki społecznej. Gdyby doszło do realizacji pomysłów części wójtów i burmistrzów, to – jak obliczyły związki zawodowe – w krótkim czasie ok. 30 tys. nauczycieli ze świetlic szkolnych może stracić pracę.</p>
<p style="text-align: justify;">Sądzę, że jest to liczba zawyżona, choćby z tego względu, że nie wszystkie samorządy interpretują rozporządzenie MEN w przewrotny sposób i nie wszędzie muszą oszczędzać aż do tego stopnia. Poza tym do przedszkoli i szkół podstawowych już wędrują dzieci z wyżu demograficznego, więc trzeba raczej znaleźć źródła dodatkowych wpływów na edukację niż redukować wydatki. Warto też zwrócić uwagę, że nauczyciele nauczania początkowego i nauczyciele-przedmiotowcy mają przygotowanie do pracy w klasie a nie w świetlicy. Pozbywanie się nauczycieli pracujących w świetlicach, czyli fachowców, wcześniej czy później doprowadzi do chaosu w tej dziedzinie opieki i edukacji, tym bardziej, że sieć świetlic musi się rozwijać a nie kurczyć.<br />
Zobaczymy, czy pani minister walnie pięścią w stół i przetnie lekkomyślne zamiary samorządowców. Albo postąpi dużo łagodniej; spowoduje wydanie jednoznacznej interpretacji ministerialnego rozporządzenia o “karcianych godzinach”, co w efekcie powinno przynieść te same rezultaty. Byłoby również dobrze, gdyby nowy nadzór pedagogiczny dokładnie policzył, ile poszczególne szkoły potrzebują pieniędzy na swoje funkcjonowanie. Ile dostają z budżetu państwa, a ile dokłada do nich samorząd. Pomoc w rozwikłaniu tego problemu mogłaby też zaoferować Najwyższa Izba Kontroli. Nie chodzi o gnębienie kogokolwiek, ale o przejrzystość w tej sprawie i o ewentualne pretensje tylko do tych, którzy zawinili przyznając samorządom zbyt niską subwencję oświatową, błędami w jej podziale i gospodarowaniu pieniędzmi, brakiem przedsiębiorczości w zdobywaniu dodatkowych środków, biernością, zaniechaniem.</p>
<p style="text-align: justify;">CEZARY MIARKA<br />
<br />
&#160;</p>
<p style="text-align: justify;">&#160;</p>
<p style="text-align: justify;">&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 11:02:44 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=624:chcieli-dobrze-a-wyszo-le&amp;catid=83:felietony&amp;Itemid=460</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Ustawa nie przewiduje kar, w tym fizycznych, za klapsy</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=623:ustawa-nie-przewiduje-kar-w-tym-fizycznych-za-klapsy&amp;catid=83:felietony&amp;Itemid=460</link>
            <description><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><span style="color: rgb(0, 128, 128);"><span style="font-size: 11px;"><strong><em>Moje trzy grosze<br />
</em></strong></span></span><span style="color: rgb(0, 128, 128);"><span style="font-size: 11px;"><strong><em><img width="100" height="100" align="left" class="caption" title="obserwator" src="http://www.oszkole.pl//images/z pozycji obserwatora.jpg" alt="" /></em></strong></span></span>Za źle napisane zadanie, brak pracy domowej, przeszkadzanie na lekcjach i mnóstwo innych przewinień dostawaliśmy linijką po rękach. Głównie chłopcy, hałaśliwi, łobuziakowaci. Nie symbolicznie, naprawdę boleśnie. Tak się działo w klasach I-III szkoły podstawowej, do której chodziłam. Nie były to jakieś zamierzchłe czasy, lata 80. ubiegłego wieku. Dziś to nie do pomyślenia, chociaż… wielu nauczycieli czasem chętnie wróciłoby do zakazanych metod.</p>
<p>
</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatnim bastionem przyzwalającym na zadawanie dzieciom bólu w zbożnym celu jest dom rodzinny. Ale od 1 lipca br. wchodzi w życie nowelizacja Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która zakazuje bicia dzieci. Odetchnęli z ulgą ci, którzy uważają, że dziecko ma prawo do szacunku i zadawanie mu cierpień w imię czegokolwiek jest niewłaściwe. Być może ustawa spowoduje, że dzieci katowanych będzie mniej. U tych zaś, którzy uznają lanie za dobrą metodę wychowawcza, obudzi się refleksja, że może coś jest nie tak, skoro nawet ustawą tego zabronili.</p>
<p style="text-align: justify;">Ustawa nie wszystkim się podoba. Nie mówię tu o bijących dzieci zwyrodnialcach czy sadystach. Przyzwolenia na karanie za pomocą klapsów chcą zwyczajni ludzie, często religijni, wykształceni, kochający swoje dzieci. Obawiają się, że zakaz kar sprawiających cierpienie przyczyni się do tego, że dziecko trzeba będzie wychowywać bezstresowo. Ustawa nie mówi jednak o zakazie kar w ogóle, tylko tych cielesnych i poniżających. Nie przewiduje też kar za klapsy, raczej prosi: nie bij. Wielu ludzi jest przekonanych, że zwykły klaps nie robi dziecku krzywdy. Choć ciekawe, jakby się czuli, gdyby sami takiego dostali od swojego zwierzchnika za zaniedbanie czegoś w pracy… No ale dziecko to przecież coś innego, prawda?</p>
<p style="text-align: justify;">Dlatego nie wystarczy zabronić, nawet na mocy ustawy. Potrzebna, wręcz konieczna jest edukacja rodziców, realna pomoc w wychowywaniu dzieci, które jest przecież bardzo trudną sztuką. Trzeba wskazać rodzicom takie metody oddziaływania, w tym karania, które będą skuteczne, ale nie będą wiązały się ani z zadawaniem bólu, ani z poniżaniem. Ustrzegą też przed przejściem na drugą, równie niebezpieczną stronę wychowywania bez stawiania granic, bez wymagań i bez ponoszenia przez dzieci konsekwencji swoich czynów. To nie jest łatwe, wymaga ogromnej cierpliwości, determinacji, czasu, wysiłku. Bicie czasami odnosi skutek, tzn. dzieci ze strachu przed bólem powstrzymują się od niepożądanego działania lub robią to, co się od nich wymaga. Ale czy o to chodzi, żeby posłuszeństwo wymuszać strachem? Żeby wychowywać przez ból i cierpienie? Niestety, to co czasami przynosi pożądany efekt u młodszych, odbija się czkawką, kiedy dzieci są starsze. Przemoc rodzi przemoc. Bite dziecko będzie biło rodzeństwo i kolegów (nauczone, że starszy i silniejszy może bić słabszego i młodszego), potem agresja ma duże szanse skierować się przeciwko rodzicom i innym dorosłym. Liczy się przecież przewaga fizyczna i obrona własnych racji. Nie zawsze przemoc będzie się objawiać biciem, częściej lekceważeniem, brakiem szacunku, wykorzystywaniem.</p>
<p style="text-align: justify;">Nieprzypadkowo na początku nawiązałam do sytuacji szkolnej. Jeśli pokaże się rodzicom mądre, dobre sposoby wychowywania dzieci bez bicia, wielu chętnie po nie sięgnie. Są oczywiście książki na ten temat, kampanie społeczne, instytucje pozarządowe, programy telewizyjne. Nadal jednak nie do przecenienia są szkoły i przedszkola, instytucje mające największy kontakt z rodzicami. Nauczyciele mogą zrobić w tej materii bardzo dużo. Jeśli tylko zechcą.</p>
<p style="text-align: justify;">KAMILA WERNER</p>
<p style="text-align: justify;">&#160;</p>
<p style="text-align: justify;">&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 10:59:34 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=623:ustawa-nie-przewiduje-kar-w-tym-fizycznych-za-klapsy&amp;catid=83:felietony&amp;Itemid=460</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Procedura przeżywania poezji lirycznej</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=622:procedura-przeywania-poezji-lirycznej&amp;catid=83:felietony&amp;Itemid=460</link>
            <description><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><span style="font-size: 12px;"><span style="color: rgb(0, 51, 102);"><em><strong>Zawracanie   kijem Wisły<br />
</strong></em></span></span><img width="100" height="100" align="left" alt="" src="http://www.oszkole.pl//images/zawracanie kijem wisly copy.jpg" title="kijek" class="caption" />Przeglądając szkolne strony w internecie natrafiłem na pulsujący napis: “Procedura postępowania w przypadku agresywnego zachowania ucznia”. Sięgnąłem głębiej i wysypały się następne: “Procedura postępowania w sytuacjach zagrożenia uczniów. Procedura postępowania w przypadku, gdy na terenie szkoły znajduje się uczeń będący pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Procedura postępowania w przypadku, gdy nauczyciel podejrzewa, że uczeń posiada przy sobie substancję przypominającą narkotyk”, itd.</p>
<p>
</p>
<p style="text-align: justify;">Nie mam nic przeciwko sensownym procedurom, które ułatwiają życie szkołom, czyli ich dyrektorom, nauczycielom, uczniom, rodzicom. A przy okazji (także) nadzorowi pedagogicznemu, bo wystarczy je przejrzeć, chwilę pomyśleć i powiedzieć: o, nie widzę tu niestety, kolego dyrektorze, procedury korzystania z natrysków przy sali gimnastycznej i nie jestem przekonany, że kiedy korzystają z nich dziewczynki, chłopcy ich nie podglądają.</p>
<p style="text-align: justify;">Taki zarzut usłyszał mój przyjaciel, ale że to jegomość kuty na cztery nogi, natychmiast ze sterty papierów wyciągnął grubą “Procedurę przyjmowania i rozpatrywania skarg oraz wniosków”. Wręczając ją nadzorcy nie omieszkał stwierdzić, że podobne incydenty w jego szkole nigdy się nie zdarzają, natomiast gdyby do nich doszło, podglądane dziewczynki mogą przecież złożyć skargę na chłopców, która w stosownym trybie zostanie rozpatrzona.<br />
Nie wiem, co zawierał przedstawiony dokument, choć przypuszczam, że m.in. takie postanowienia: <br />
“Skargi i wnioski mogą być wnoszone pisemnie lub za pomocą telefaksu, poczty zwykłej lub elektronicznej, a także ustnie do protokołu.<br />
Pracownik sekretariatu szkoły rejestruje skargę bądź wniosek w obowiązującej dokumentacji szkoły, natomiast dyrektor szkoły na odwrocie skargi lub wniosku wpisuje inicjały osoby wyznaczonej do ich rozpatrywania.</p>
<p style="text-align: justify;">Jeśli z treści skargi lub wniosku nie można ustalić ich przedmiotu, dyrektor wzywa wnoszącego o wyjaśnienia lub uzupełnienia, z pouczeniem, że nie usunięcie braków spowoduje pozostawienie skargi lub wniosku bez rozpoznania.</p>
<p style="text-align: justify;">Pełną dokumentację, po zakończeniu sprawy, dyrektor szkoły, wicedyrektor szkoły, pedagog składają osobiście w sekretariacie szkoły - nie później niż 7 dni po upływie terminu jej załatwienia - potwierdzając ten fakt własnoręcznym podpisem w rejestrze skarg i wniosków”, itd.<br />
Powiadam, z respektem podchodzę do potrzebnych procedur, wynikających z obowiązującego prawa, wydanych rozporządzeń i przyjętych norm, ale po przejrzeniu kilkudziesięciu szkolnych stron internetowych miałem mętlik w głowie, a jednocześnie czułem spory niedosyt i zacząłem się zastanawiać, niby dlaczego nie pojawiły się jeszcze procedury związane z przeżywaniem utworów lirycznych, filmów, spektakli teatralnych, eksponatów w muzeach? Bo jeżeli są te, dotyczące postawy i zachowania się uczniów w klasie, na korytarzu, w szatni, w parku, w autobusie, to dlaczego tamte sprawy nie są ociosane i skodyfikowane, tylko puszczone zupełnie na żywioł, co?</p>
<p style="text-align: justify;">Męczyły mnie też refleksje, czy tak solidnie zajmując się procedurami szkolnymi nie gubimy dzieci i dorastającej młodzieży, nie rezygnujemy z przysługującej nam przestrzeni dydaktycznej i wychowawczej, sztuki pedagogicznej, bliskości, mądrości, doświadczenia, z nauczycielskiego autorytetu? Bo jakże często postępowanie właśnie nieszablonowe i niebanalne przynosi większe korzyści, niż to opisane w tonach papierów, w plątaninie stron internetowych, choć przyznaję, że to drugie rozwiązanie jest bardziej wygodne: chroni nauczycieli np. przed pretensjami rodziców i skutecznie chłodzi ich zapał w rozwijaniu swoich talentów pedagogicznych czy prowadzeniu własnych poszukiwań i odkryć.</p>
<p style="text-align: justify;">I może się zdarzyć, że w tej wielkiej dbałości o ład i przejrzystość pogubimy jednak dzieci, sami się pogubimy i będziemy rozbijali sobie głowy o czyściutkie, szklane tafle, które między nami powyrastają.</p>
<p style="text-align: justify;">CEZARY MIARKA</p>
<p style="text-align: justify;">&#160;</p>
<p style="text-align: justify;">&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 10:56:54 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=622:procedura-przeywania-poezji-lirycznej&amp;catid=83:felietony&amp;Itemid=460</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Nauczyć się uczenia</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=620:nauczy-si-uczenia&amp;catid=54:praktyka&amp;Itemid=411</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify">&#160;<img align="left" src="http://www.oszkole.pl/images/newsy.jpg" class="caption" alt="" />Jak wyszukiwać i rozwijać talenty, jak poprawiać efektywność uczenia się i budzić w uczniach poczucie odpowiedzialności za własną naukę? Uczestnicy konferencji “Wspieranie uczniów uzdolnionych – wyzwania i nadzieje” zastanawiali się, jak w polskich realiach najlepiej i najskuteczniej pracować z uczniem uzdolnionym. Spotkanie odbyło się 5 marca br. w Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie.</p>

<p align="justify">Podczas spotkania przybliżono zebranym założenia Warszawskiego Systemu Wspierania Uzdolnionych, realizowanego przez stołeczne Biuro Edukacji. Doświadczenia brytyjskiej “Kampanii na rzecz uczenia się” przedstawił prof. Colin Rose, psycholog, ekspert od nowoczesnych metod uczenia, autor wydanej także w Polsce książki “Ucz się szybciej na miarę XXI w.”. Z kolei prof. Ewa Czerniawska, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, omówiła strategie i style uczenia się, przedstawiła też badania prowadzone w tym zakresie wśród polskich uczniów i studentów.</p>
<p align="justify">– O uczniach uzdolnionych w Polsce mówi się od zawsze – powiedziała Jolanta Lipszyc, dyrektor Biura Edukacji m.st. Warszawy. – Talenty trzeba jednak chronić, pielęgnować, otoczyć obdarzone nimi dzieci opieką i pomocą, umiejętnie je poprowadzić. Warto też dzielić się doświadczeniami, posłuchać, jak radzą sobie z tym inni – dodała.</p>
<p align="justify"><strong>Radość uczenia się</strong></p>
<p align="justify">Szczególne zainteresowanie zebranych wzbudziło wystąpienie prof. Colina Rose. Zadaniem kampanii prowadzonej pod patronatem brytyjskiego rządu było pokazanie uczniom i nauczycielom, że uczenie się jest umiejętnością, którą można doskonalić i której można się nauczyć. Jednym z celów tej inicjatywy jest niesienie pomocy uczniom w kształtowaniu i rozwijaniu pewności siebie, czerpaniu radości i satysfakcji z uczenia się, stymulowanie samodzielności i poczucia odpowiedzialności.. Doświadczenie pokazało, że działania te przynoszą niespodziewane efekty. Uczniowi uzdolnionemu pomagają zrozumieć siebie i osiągać jeszcze lepsze rezultaty, skuteczne są także w pracy z uczniem słabszym.</p>
<p align="justify">– Od początku nacisk położony był na to, jak dzieci mogą stać się lepszymi uczniami, w jaki sposób mogą uczyć się szybciej i efektywniej. Chcieliśmy uświadomić uczniom i nauczycielom, jak ważną umiejętnością jest uczenie się. Zwykle w szkołach przekazujemy dzieciom konkretne treści, a bardzo rzadko pokazujemy im, w jaki sposób mogą je najlepiej przyswoić. Tymczasem to właśnie te umiejętności przydają się przez całe życie, a nie wyuczone informacje, które po pewnym czasie mogą się stać nieaktualne. Naszym celem było zatem stworzenie metod, dzięki którym uczniowie staną się bardziej entuzjastyczni, skłonni do poszerzania swojej wiedzy, będą pozytywnie odnosić się do swojej pracy i wysiłku – powiedział Colin Rose.</p>
<p align="justify">W trakcie realizacji projektu koncentrowano się na ukazaniu istoty uczenia się postrzeganego jako całościowy proces, zachęcając jednocześnie uczniów do przyglądania się własnej nauce i zadawania sobie pytania, czy ich sposoby na uczenie się są skuteczne. Wiele miejsca poświęcono zagadnieniu wielorakich inteligencji i różnorodnym stylom uczenia się oraz zapamiętywania, tak aby każdy uczeń mógł poznać i zrozumieć odpowiadający mu sposób, a jednocześnie udało się wypracować wspólny model działania dla uczniów i nauczycieli. Bardzo ważnym działaniem było zachęcanie uczniów do refleksji nad własnymi osiągnięciami – w jaki sposób udało im się opanować dane zagadnienie, czy metoda ta była efektywna, czy można ją jeszcze ulepszyć.</p>
<p align="justify">Uczestnicy eksperymentu, jak podkreślił prof. Rose, stali się z biernych odbiorców edukacji jej aktywnymi współtwórcami, widoczna była też poprawa ich nastawienia do szkół oraz poczucia własnej wartości. Rosła także motywacja do pracy wśród nauczycieli, którzy czuli wyraźnie, że zamiast uczyć “pod testy”, biorą udział w kształtowaniu kluczowych umiejętności. Na uwagę zasługiwało także zaangażowanie rodziców. W szkołach, które zdecydowały się zorganizować spotkania dla rodziców, dowiadywali się oni, jak mogą pomóc dziecku w uczeniu się. Dzieci uzyskiwały też znacznie lepsze rezultaty niż w szkołach, które nie prowadziły takich warsztatów. Idea wdrażania uczniom, na czym polega uczenie się, okazała się wśród rodziców bardzo popularna.</p>
<p align="justify"><strong>To się sprawdza</strong></p>
<p align="justify">– Po 9 latach od wprowadzenia kampanii nastąpiła poprawa standardów, wzrost motywacji i pewności siebie uczniów i nauczycieli, zmniejszyła się liczba uczniów nie spełniających oczekiwań i... poprawiło zachowanie chłopców – podsumował z uśmiechem Colin Rose. Ponad 2/3 szkół zanotowało też mierzalny postęp, czyli poprawę wyników egzaminów państwowych. Jak podkreślił, warto promować także w polskich szkołach działania na rzecz umiejętności uczenia się. – Najlepiej rozpocząć od podręcznika dla uczniów oraz przewodnika dla nauczycieli. Umożliwi to szybsze wypracowanie wspólnego języka i modelu pracy. Program powinien objąć też serię szkoleń, które będą służyły wsparciem nauczycielom – powiedział.</p>
<div id="ramka"><strong>Jak zostać MISTRZEM?</strong><br />
Wskazówki, które warto przekazać uczniom:<br />
Myśl pozytywnie – wiedza na temat mózgu, motywowania samego siebie, zarządzania czasem, rodzajów inteligencji oraz stylów uczenia się i umiejętności zarządzania czasem;<br />
Informacje – zdobądź je! Wiedza, jak przyswajać fakty i dopasowywać je do preferowanych sposobów uczenia się i zapamiętywania;<br />
Szukaj znaczenia – jak przekształcać pomysły innych ludzi oraz przyswajać informacje tak, aby odpowiadały naszemu preferowanemu sposobowi uczenia się oraz były zgodne z profilem inteligencji;<br />
Trenuj pamięć – techniki pamięciowe, które pomagają przypominać sobie przyswajany temat, np. przed egzaminem;<br />
Rzecz w tym, żeby udowodnić – zachęcanie uczniów do dokonywania samooceny, jak dobrze znają dany temat;<br />
Zastanów się, jak się uczysz – refleksja na temat zdolności uczenia się i myślenia.</div>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 10:07:53 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=620:nauczy-si-uczenia&amp;catid=54:praktyka&amp;Itemid=411</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Rozwój ruchowy dziecka a sukcesy w nauce</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=619:rozwoj-ruchowy-dziecka-a-sukcesy-w-nauce&amp;catid=54:praktyka&amp;Itemid=411</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" alt="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/integracja.jpg" title="Fot.Archiwum" class="caption" /> Ruch jest warunkiem koniecznym do uczenia się. Zaś problemy w rozwoju ruchowym dzieci mogą istotnie utrudniać osiąganie sukcesów szkolnych od samego początku pobytu dzieci w szkole. Wiele z tych symptomów samo nie przejdzie. Dziecko z tego nie wyrośnie, ani problemy nie znikną, nawet jeśli będzie pracowało więcej i dłużej.</p>

<p align="justify">Dziecku potrzebna jest specjalistyczna terapia i wsparcie. Warto, aby nauczyciele zrozumieli, że dziecko nie zachowuje się tak specjalnie, aby zrobić na złość. Nie jest też “leniwe czy niegrzeczne”. Po prostu – mówiąc językiem komputerowym – nie działa dobrze system, więc trzeba go “naprawić”.<br />
Człowiek ma 650 mięśni, które pracują na rzecz tego, aby organizm mógł sprawnie funkcjonować. Aby dobrze pracować, potrzebują one dużo okazji do ruchu. Współczesne dzieci – Państwa uczniowie – w codziennym życiu mają mało ruchu. Powodem jest oczywiście styl życia wynikający z rozwoju cywilizacji. Naturalny ruch (np. na podwórku) został zastąpiony wielogodzinnym bezruchem przed telewizorem i komputerem. Także inne wynalazki cywilizacyjne przeznaczone do “wspierania rozwoju ruchowego dziecka”, takie jak np. foteliki-chodziki, rozwój ten niestety zaburzają. Zaś w wyniku powszechnej walki z bakteriami (nagłaśnianej przez media i koncerny kosmetyczne) wiele dzieci zamiast szaleć, huśtać się, skakać i wirować na placach zabaw, grzecznie siedzi na ławce w parku, obok opiekunów, z zaleceniem, aby się nie pobrudzić.<br />
Współczesne dzieci siedzą w bezruchu kilka godzin dłużej niż ich rówieśnicy sprzed chociażby 20 lat. To źle wpływa na ich ogólną kondycję fizyczną, rozwój układów kostno-mięśniowych, sprawność i wytrzymałość, co dostrzegają nauczyciele wychowania fizycznego. Warto podkreślić, iż wielogodzinny bezruch prowadzi też do nasilonego występowania problemów natury emocjonalnej, problemów z koncentracją uwagi, słabszej koordynacji złożonych systemów zaangażowanych podczas uczenia się. Długotrwały bezruch podczas oglądania telewizji lub zabawy z komputerem osłabia pracę mięśni oczu (oczy są skupione na ekranie, nie poruszają się we wszystkich możliwych zakresach, czyli: blisko – daleko, góra-dół i w spectrum “od ucha do ucha”), co osłabia płynność wodzenia. Dzieci gorzej widzą, mogą odczuwać ból podczas ruchu oczami (bóle skroniowe) i mają problemy z czytaniem. Aby ten stan skompensować, trzeba nauczyć dzieci ćwiczeń uruchamiających mięśnie oczu we wszystkich zakresach.<br />
Migotanie ekranów oraz styl życia (tempo, nadmierna ilość bodźców) wywołuje fizjologiczny stan stresu, wyzwala reakcję organizmu “uciekaj lub walcz” ze wszystkimi jej konsekwencjami, czyli: wyrzutem adrenaliny i kortyzonu, podniesieniem poziomu cukru, napięciem i skróceniem mięśni pleców, rąk i nóg, aby zebrać energię i siłę do walki lub ucieczki. W sytuacji stresu organizm przełącza się na przetrwanie, obronę fizyczną i intensywnie wspiera służące temu organy. Tam intensywnie płynie krew z tlenem. Inne funkcje są “chwilowo” wyłączone; np. mniej dokrwione są przednie płaty mózgu odpowiedzialne za działalność intelektualną i wyższe procesy psychiczne. Nieodreagowanie tego stanu np. poprzez aktywność fizyczną (bieg, jazda na rowerze, skoki na trampolinie) powoduje, że ciało usztywnia się, a część organów jest permanentnie niedotleniona. Aby ten stan skompensować, trzeba nauczyć dzieci wykonywania ćwiczeń rozciągających i relaksacyjnych, kontrolować czas spędzany w bezruchu przed ekranem i jakość otoczenia. Bezruch jest w dodatku często połączony z przebywaniem w hałasie i szumie.<br />
Zakres spotykanych w środowisku poziomów dźwięku jest dość rozległy, począwszy od wartości progowych tj. poziomu 0 dB (próg słyszalności) do wartości powodujące fizyczne odczucie bólu – 130 dB (granica bólu). Przy wartościach powyżej 65 dB ma miejsce wyraźne nasilenie stanów irytacji i napięć emocjonalnych (pojawia się reakcja stresowa). Hałas ma wpływ na funkcjonowanie układu krążenia, układu pokarmowego, układu ruchu, układu dokrewnego i układu nerwowego. Hałas podczas oglądania telewizji lub w grach komputerowych wynosi od 80 do 100 dB, taki poziom osiąga też średni hałas na przerwie szkolnej.<br />
Sytuacja ta powoduje reakcję obronną mięśni ucha – błona bębenkowa się kurczy, co przejawia się kłopotami ze słyszeniem i zablokowaniem możliwości słuchania. A przecież uczenie się w szkole polega w dużym stopniu na słuchaniu. Aby ten stan skompensować trzeba nauczyć dzieci wykonywania ćwiczeń usprawniających aparat słuchowy oraz oczywiście kontrolować poziom hałasu środowiska, w którym one przebywają.<br />
Podsumowując, warto podkreślić, że otoczenie współczesnych dzieci jest wysoce stresogenne. W stresie organizm funkcjonuje inaczej niż w stanie spokojnej aktywności. Uczenie się powinno przebiegać w stanie spokojnej aktywności (Optimal Learning State, OLS) – wtedy cały organizm jest zintegrowany, czyli mówiąc potocznie: daje z siebie wszystko.<br />
MAŁGORZATA TARASZKIEWICZ</p>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 08:58:46 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=619:rozwoj-ruchowy-dziecka-a-sukcesy-w-nauce&amp;catid=54:praktyka&amp;Itemid=411</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Stereotypy nasze codzienne</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=618:stereotypy-nasze-codzienne&amp;catid=54:praktyka&amp;Itemid=411</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" class="caption" title="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/streotypy.jpg" alt="Fot.Archiwum" /> Żyjemy w społeczeństwie wielokulturowym. Nauczyciele dokładają starań,  aby wychowywać dzieci i młodzież w duchu tolerancji dla odmienności. Aby  jednak młodzi ludzie uznali przekazywane przez szkołę wartości za  wiarygodne i wyrazili gotowość ich przyjęcia, wychowawca sam musi je  wyznawać. Tymczasem nie zawsze wygląda to tak, jakbyśmy tego oczekiwali.  Konstytucja gwarantuje nam swobodę wyrażania własnych poglądów.  Sytuacja komplikuje się w momencie, kiedy osoba o kontrowersyjnych  przekonaniach, ma możliwość docierania z nimi do dzieci i młodzieży, a  jeszcze gorzej, gdy stara się im je narzucić.</p>

<p align="justify">To, co wypowiedziane głośno w klasie, niekoniecznie pozostaje wśród czterech ścian. Wieści szybko się rozchodzą, ponieważ młodzież szkolna opowiada między sobą o tym, co się dzieje w czasie lekcji, a każde nietypowe i niepokojące zdanie padające z ust nauczyciela, niebawem dociera do rodziców, którzy w razie potrzeby mogą odpowiednio zareagować. <br />
Co innego, gdy uczniowie stykają się z kontrowersyjnymi treściami w podręcznikach i pomocach naukowych. Słowo pisane trafia do większej liczby osób, wzbudza większy respekt, a uczniowie z przyzwyczajenia skłonni są uznawać je za prawdę obiektywną.</p>
<p align="justify"><strong>Powielanie stereotypów</strong></p>
<p align="justify">Podczas gdy na lekcjach języka polskiego czy historii nauczyciele trudzą się nad wpojeniem dzieciom zasad tolerancji, zamęt sieją matematycy. Oto treść jednego z zadań międzynarodowego konkursu “Kangur matematyczny”: “Na pokładzie przechylonego sztormem statku, który w każdej chwili może zatonąć, przebywa piętnastu chrześcijan i piętnastu Turków. Aby uratować łódź, trzeba sprawić, by była lżejsza, dlatego połowa ludzi musi być wyrzucona za burtę. Jeden z chrześcijan zaproponował, aby wszyscy ustawili się w koło i za burtę wyskakiwała każda co dziewiąta osoba. Jak powinni ustawić się chrześcijanie, aby zginęli sami Turcy?”<br />
Kto redaguje, a następnie dopuszcza do publikacji tego typu zadania, które trafiają później do uczniów szkół podstawowych? Z pewnością nauczyciel, który być może uznał, że dotychczas neutralne treści zadań matematycznych można wykorzystać do przemycania swoich ksenofobicznych przekonań, bądź też najzwyczajniej w świecie zakpił sobie nie tyle z dzieci, co z innych dorosłych osób. – Trudno mi się oprzeć wrażeniu, że przytoczone zadanie nie jest skutkiem niezręczności lub niedbalstwa, ale celowym “uatrakcyjnieniem” matematyki – twierdzi dr hab. Paweł Łuków z Instytutu Filozofii UW, redaktor naczelny czasopisma “Etyka”. – Równie dobrze w roli chrześcijanina z zadania można by obsadzić selekcjonera z obozu koncentracyjnego. To nie jest tylko stereotyp, który się autorowi zadania “wymknął”, ale rozmyślne szerzenie niechęci do narodu – dodaje.<br />
Przykład zadania matematycznego skłania nas do głębszej refleksji nad problematyką stereotypów narodowych, a także naszych wspólnych, zakorzenionych w tradycji niechęci do niektórych nacji. Pojęcia takie jak sarmatyzm czy ksenofobia uczniowie poznają dopiero w szkole ponadgimnazjalnej, najczęściej na lekcjach języka polskiego, podczas omawiania barokowej literatury. “Transakcja wojny chocimskiej” Wacława Potockiego czy “Pamiętniki” Paska służą bardziej zapoznaniu się z charakterystyczną dla Polski XVII wieku kulturą sarmacką niż kultywowaniu wartości zawartych w niniejszych dziełach. Dziś niekoniecznie jesteśmy z nich dumni, a jednak wciąż o tego typu literaturze mówimy, przez wzgląd na polską historię i nie oznacza to wcale, że lektury te należy wycofać. Ważne, aby przy okazji ich omawiania, żywo dyskutować na wszelkie budzące wątpliwości tematy. Wskazanie uczniom drogi do odpowiedniej interpretacji tego typu tekstów to zadanie dla mądrego nauczyciela.</p>
<p align="justify"><strong>Nie wyręczać w myśleniu</strong></p>
<p align="justify">Obalanie utartych schematów myślowych powinno dotyczyć przede wszystkim spraw bieżących, tak aby uczniowie sukcesywnie poznawali złożoność rzeczywistości i aby do jej interpretacji nie wybierać zawsze tej najprostszej drogi. Stereotypy przemycane w treściach nauczania mają to do siebie, że przedostają się do chłonnych, dziecięcych umysłów niezwykle łatwo i szybko. A przecież źródłem wszelkich niechęci do tego, co inne czy obce, jest właśnie bezkrytyczne podejście do stereotypów. Młody, nieukształtowany człowiek powtarza schematy myślowe dorosłych, wyrabia sobie na ich podstawie własny światopogląd, niekoniecznie obiektywny i niekoniecznie słuszny. – Stereotyp to narzędzie mentalnego radzenia sobie ze złożonym światem społecznym. Nie wymaga on myślenia, uwagi i uczenia się, bo “przecież wiadomo, że wszyscy... są...”. A ponieważ jest bezpodstawnym uogólnieniem na temat określonej grupy ludzi (“Każdy... jest...”), to zawsze jest krzywdzący przynajmniej dla niektórych członków tej grupy – tłumaczy dr hab. Paweł Łuków. <br />
Istota stereotypów tkwi w ich prostocie. Opierają się one zwykle na niepełnej, a wręcz fałszywej wiedzy o świecie. Najczęściej mają one wydźwięk negatywny i wynikają z własnych obserwacji bądź schematów myślowych czerpanych od innych osób. Mają one także ogromny wpływ na wzrost uprzedzeń i niechęci, szczególnie do osób innych narodowości. Dzieci przejmują te schematy bezrefleksyjnie, z uwagi na swoją naiwność i uproszczony sposób postrzegania rzeczywistości. Dlatego niezwykle łatwo jest nimi manipulować i narzucić swoje własne zdanie.<br />
Treści, takie jak ta, która pojawiła się w zadaniu konkursu matematycznego nie powinny trafiać do uczniów. Nie oznacza to jednak, że o tego typu drażliwych kwestiach nie należy rozmawiać wcale.</p>
<p align="justify" style="margin-left: 40px;">– Zwalczanie stereotypów narodowościowych w podręcznikach szkolnych służy zapobieganiu nie tylko niesprawiedliwym opiniom o ofiarach stereotypowego myślenia, ale też zwalczaniu lenistwa umysłowego. To ostatnie wymaga jednak dyskusji o stereotypach i o tym, na czym polega ich zło, a nie tylko unikania przemycania ich w podręcznikach – podkreśla dr Łuków.</p>
<blockquote> </blockquote>
<p align="justify">Odpowiednim momentem do rozważań na temat innych narodowości będzie lekcja wychowawcza lub języka polskiego. Trudniejsze zadanie czeka nauczycieli historii, którzy powinni ukazywać nieraz bardzo drażliwe i bolesne karty naszej historii, tak, aby nie rozprzestrzeniać niechęci i uprzedzeń wobec innych narodów. Nie sztuką jest bowiem wyręczanie młodych ludzi w myśleniu, ale sprowokowanie ich do samodzielnego wyciągania odpowiednich wniosków.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>MARIA CICHY</strong><br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 08:52:04 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=618:stereotypy-nasze-codzienne&amp;catid=54:praktyka&amp;Itemid=411</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Książki, które pomagają w pracy IX</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=616:ksiki-ktore-pomagaj-w-pracy-ix&amp;catid=55:wiedza&amp;Itemid=412</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" alt="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/ksiazki-cz_9.jpg" title="Fot.Archiwum" class="caption" /> Szkolna codzienność obfituje w liczne wyzwania. Poczynającod pytań, na które czasem trudno znaleźć odpowiedź, poprzez potrzebę doskonalenia własnego warsztatu pracy aż do konieczności sprawnego nadążania za zmieniającymi się przepisami prawa. Nasze propozycje dotyczą nowych uregulowań prawnych oraz idei nauki przez całe życie.</p>

<p align="justify">Książki, które proponujemy w tym numerze, są dość różnorodne. Pierwsza to bardzo rzeczowa i konkretna publikacja dotycząca tematyki związanej z nowym rozporządzeniem ministerstwa w sprawie nadzoru pedagogicznego. Druga&#160; to obszerne kompendium wiedzy na temat rozwoju zawodowego i osobistego nauczyciela, będącego realizacją idei uczenia się przez całe życie.<br />
Trzecia propozycja to bogate źródło informacji opartych na wiedzy i osobistych doświadczeniach autorki. Znana i niekonwencjonalna pedagog Lucyna Bojarska, pierwsza warszawska rzeczniczka praw ucznia, dzieli się refleksjami dotyczącymi wychowania w partnerstwie i odpowiedzialności, mądrej relacji wychowawcy z młodzieżą oraz sposobów na dyscyplinowanie uczniów. Barwnym językiem opisuje szkolną rzeczywistość, na którą się nie zgadza i która powinna ulec zmianie dla dobra uczniów.</p>
<p align="justify"><strong>Prowadzenie ewaluacji w ramach nadzoru pedagogicznego</strong></p>
<p align="justify"><img align="left" src="http://www.oszkole.pl/images/A czesc 9.jpg" alt="" />To jedna z niewielu polskich publikacji ujmujących w sposób całościowy i praktyczny zagadnienia ewaluacji w szkole. Przedstawia metodologię badań ewaluacyjnych w ścisłym powiązaniu z obowiązującym od 2009 roku rozporządzeniem ministra edukacji narodowej o nadzorze pedagogicznym.<br />
Czytelnik znajdzie tu rzetelne wskazówki, w jaki sposób należy interpretować i wykonywać nowe przepisy . Książka zawiera też wiedzę teoretyczną oraz metodologiczną dotyczącą mało znanej, a od kilku lat zyskującej w Polsce popularność dziedziny nauk stosowanych – ewaluacji. Autor proponuje także dyrektorom szkół sprawdzone wzorce działań i omawia różnorodne (oczywiście wymagające przystosowania do warunków danej szkoły) narzędzia pozyskiwania i interpretacji danych.<br />
<strong>Klemens Stróżyński, <em>Prowadzenie ewaluacji w ramach nadzoru pedagogicznego</em>, Wolters Kluwer Polska, 2010</strong><br />
<br />
<strong>Rozwój zawodowy nauczyciela. Uczenie się przez całe życie</strong></p>
<p align="justify"><img align="left" src="http://www.oszkole.pl/images/B czesc 9.jpg" alt="" />Książka Christophera Daya wychodzi naprzeciw nowym wyzwaniom i trudom nauczycielskiej codzienności. Współczesny świat oczekuje od nauczycieli łączenia edukacji permanentnej z zaspokajaniem oczekiwań społeczeństwa, przekazywaniem wiedzy za pomocą nowoczesnych technologii, a także dostosowaniem się do podlegającej zmianom struktury szkoły.<br />
Autora interesuje nauczyciel jako&#160; człowiek z problemami i sukcesami,&#160; zmagający się z codziennością . Ważne jest dla niego, by nauczyciel nie tylko zarażał uczniów swoją wiedzą, ale by również sam był nieustannie się uczył. Zwraca uwagę na indywidualne doskonalenie, rozwój, aktywność, dążenie do doskonałości i poczucie własnej wartości, zgodnie z zasadą, że nie może być mowy o satysfakcjonującym rozwoju zawodowym, jeśli nie zadbamy o harmonijny rozwój indywidualny. Wskazuje też, jak istotne są partnerskie typy interakcji między nauczycielami, inwestowanie pracodawców w swoich pracowników czy tworzenie sieci społecznego i profesjonalnego wsparcia.<br />
Christopher Day, <em>Rozwój zawodowy nauczyciela</em>. Uczenie się przez całe życie (Developing Teachers), Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 2010. <br />
<br />
<strong>Od walenia po łapach do zmarszczenia brwi</strong></p>
<p align="justify"><img src="http://www.oszkole.pl/images/C czesc 9.jpg" alt="" />Przez kilka ostatnich lat wiele się mówiło na temat dyscypliny w szkole. W medialnym szumie, jaki powstał wokół tego tematu, wydawało się, że praktycy zamilkli. Kiedy burza już ustała, warto wrócić do kluczowego zagadnienia: jak powinien wyglądać mądry system dyscyplinujący uczniów. A ten, jak wskazuje Lucyna Bojarska, powinno się tworzyć bez pośpiechu i z głębokim namysłem. Warto też korzystać z cudzych doświadczeń, choćby po to, by uniknąć błędów, które już kiedyś zostały popełnione.<br />
Autorka książki czerpie wiedzę przede wszystkim z własnych obserwacji, z tego, co udało jej się w rozmaitych sytuacjach podpatrzeć u bardziej doświadczonych pedagogów. Dzieli się też tym, czego na temat problemów z utrzymaniem dyscypliny wśród wychowanków dowiedziała się z książek.<br />
<strong>Lucyna Bojarska, <em>Od walenia po łapach do zmarszczenia brwi, czyli o środkach dyscyplinujących w szkole</em>, Wolters Kluwer Polska, 2009.</strong><br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 08:17:14 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=616:ksiki-ktore-pomagaj-w-pracy-ix&amp;catid=55:wiedza&amp;Itemid=412</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Książki, które pomagają w pracy VIII</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=615:ksiki-ktore-pomagaj-w-pracy-viii&amp;catid=55:wiedza&amp;Itemid=412</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" title="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/ksiazki-cz_8.jpg" alt="Fot.Archiwum" /> Dziecko z zaburzeniami autystycznymi, zaburzeniami mowy czy rozlicznymi dysfunkcjami stanowi dla nauczyciela, pedagoga, opiekuna, rodzica ogromne wyzwanie. Aby wspierać takie dziecko, stymulować jego rozwój, skutecznie z nim pracować, konieczne jest zrozumienie istoty tych zaburzeń.</p>

<p align="justify">Omawiane publikacje przybliżają zjawisko autyzmu i omawiają kwestie zaburzeń mowy u dzieci. Jak pisze w recenzji jednej z nich znany psychiatra, prof. Bartosz Łoza, autyzm w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci stał się jednym z najczęściej rozpoznawanych zaburzeń psychicznych. Diagnozowany jest nie tylko u dzieci, ale także u osób dorosłych. W zależności od nasilenia choroby, uczeń autystyczny może otrzymać orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego lub nauczania indywidualnego, może jednak trafić też do szkoły ogólnodostępnej.<br />
Coraz częstszym zjawiskiem są też zaburzenia mowy. Niektóre z nich, tj. dyzartria, mają podłoże neurologiczne i wymagają specjalistycznej, kompleksowej pomocy.</p>
<p align="justify"><strong>Autyzm – epidemiologia, diagnoza i terapia </strong></p>
<p align="justify"><img align="left" src="http://www.oszkole.pl/images/A -czec 8.jpg" alt="" />To pierwsza na polskim rynku wydawniczym monografia poświęcona autyzmowi. W pracach nad powstaniem publikacji brali udział nie tylko pracownicy akademiccy, ale także osoby mające na co dzień kontakt z osobami dotkniętymi autyzmem.<br />
Autorzy omówili zagadnienia z zakresu epidemiologii, diagnozy i terapii tego zaburzenia. Dużo uwagi poświęcili pedagogicznym metodom wspomagania rozwoju osób autystycznych, terapii dziecka i rodziny oraz badaniom biomedycznym nad patogenezą choroby. Jeden z rozdziałów dotyczy też zagadnień związanych z edukacją dziecka autystycznego w Polsce. <br />
Publikacja przeznaczona jest dla lekarzy, psychologów, pedagogów oraz dla wszystkich mających bezpośredni kontakt z osobami z tym zaburzeniem.<br />
<strong>Tadeusz Pietras, Andrzej Witusik, Piotr Gałecki (redakcja) <em>Autyzm – epidemiologia, diagnoza i terapia</em>, Wydawnictwo Continuo, Wrocław 2010</strong></p>
<p align="justify"><strong>Rozwój mowy dziecka w świetle integracji sensomotorycznej</strong></p>
<p align="justify"><img align="left" src="http://www.oszkole.pl/images/B czesc 8.jpg" alt="" />Książka wychodzi naprzeciw realizowanym obecnie w Polsce programom związanym z wczesną, kompleksową pomocą dziecku zagrożonemu niepełnosprawnością i jego rodzinie. W części teoretycznej publikacji przedstawione zostały podstawy anatomii, funkcji, dynamiki oraz uwarunkowań związanych z rozwojem mowy dziecka. W części praktycznej omówiono postępowanie rehabilitacyjno-stymulujące służące zapobieganiu i leczeniu zaburzeń rozwoju mowy dziecka.<br />
Autorki książki proponują nowe ujęcie koncepcji wczesnego diagnozowania i ćwiczeń usprawniających, z zastosowaniem nieinwazyjnej stymulacji rozwoju, uwzględniając strukturę oraz pierwotną motorykę układu ustno-twarzowego. Bogato ilustrowane ćwiczenia ułatwią stosowanie proponowanej terapii zarówno rodzicom, jak i terapeutom. Książka skierowana jest m.in. do logopedów, rehabilitantów, lekarzy i fizjoterapeutów, a także członków rodzin, na których spada ciężar opieki domowej.<br />
<strong>Swietłana Masgutowa, Anna Regner, <em>Rozwój mowy dziecka w świetle integracji sensomotorycznej</em>, Wydawnictwo Continuo, Wrocław 2009</strong><br />
<br />
<strong>Skala dyzartrii</strong></p>
<p align="justify"><img align="left" src="http://www.oszkole.pl/images/C czesc 8.jpg" alt="" />Urszula Mirecka – językoznawca, psycholog i logopeda oraz Katarzyna Gustaw – lekarz neurolog opracowały publikację dotyczącą logopedycznej techniki diagnostycznej służącej do badania osób w wieku 6–15 lat, u których podejrzewa się lub stwierdza dyzartrię. Skala dyzartrii to narzędzie pomocne w określaniu rodzaju i głębokości dysfunkcji oddechowo-fonacyjno-artykulacyjno-prozodycznych. Wyniki badań przeprowadzonych przy użyciu tego narzędzia mogą być wykorzystywane do identyfikowania typu klinicznego dyzartrii oraz programowania terapii.<br />
Publikacja zawiera szczegółową instrukcję przeprowadzenia badania i oceny wyników, protokoły niezbędne do jego wykonania, a także płytę CD z nagraniem badania i materiałem uzupełniającym.<br />
Skala dyzartrii powstała w Zakładzie Logopedii i Językoznawstwa Stosowanego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, gdzie pracują jej autorki. Publikacja posiada rekomendację Polskiego Towarzystwa Logopedycznego.<br />
<strong>Urszula Mirecka, Katarzyna Gustaw, <em>Skala dyzartrii. Wersja dla dzieci</em>, Wydawnictwo Continuo, Wrocław 2006</strong><br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 07:58:35 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=615:ksiki-ktore-pomagaj-w-pracy-viii&amp;catid=55:wiedza&amp;Itemid=412</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Niemożliwe nie istnieje</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=614:niemoliwe-nie-istnieje&amp;catid=100:wywiady&amp;Itemid=522</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" alt="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/zlotkowska.jpg" title="Fot.Archiwum" class="caption" /> </p>
<p align="justify">Z Luizą Złotkowską, łyżwiarką szybką, brązową medalistką Igrzysk w Vancouver, rozmawia Maria Cichy</p>

<p align="justify"><strong>MARIA CICHY: Kiedy złapałaś bakcyla sportu, kto zainspirował cię do uprawiania łyżwiarstwa szybkiego? Polskie warunki raczej tej dyscyplinie nie sprzyjają...</strong><br />
<strong>LUIZA ZŁOTKOWSKA:</strong> Wszystko zaczęło się w Szkole Podstawowej nr 3 w Milanówku, teraz jest to Zespół Szkół Gminnych nr 3 im. Fryderyka Chopina, dzięki panu Krzysztofowi Filipiakowi, który obecnie jest dyrektorem szkoły. <br />
Na początku wyjazdy na treningi traktowałam jak spotkania towarzyskie, ponieważ większość mojej klasy uprawiała łyżwiarstwo szybkie. Cała sekcja jeździła wtedy z Milanówka autokarem, trzy razy w tygodniu na Stegny. Bywało tak, że pogoda często nie sprzyjała, szczególnie na otwartych torach, gdzie na każdym treningu trzeba było walczyć z wiatrem czy śniegiem. Dla małego dziecka to naprawdę trudne i wymaga od niego silnego charakteru, inaczej szybko się zniechęci i nie zechce pojechać na kolejny trening.</p>
<p align="justify"><strong>MC: W jakim wieku zaczęłaś trenować?</strong><br />
<strong>LZ:</strong> Zaczęłam trenować w wieku dziesięciu lat. Przypomina mi się historia z tamtych czasów, kiedy w pewnym momencie przestałam uczęszczać na treningi. Pan Filipiak, jeszcze jako nauczyciel wychowania fizycznego, przyszedł kiedyś do mojej klasy na lekcje języka polskiego i zapytał przy wszystkich: “Luiza, dlaczego nie było cię na kilku ostatnich treningach?” Nie bardzo wiedziałam, jak zareagować, więc powiedziałam, że musiałam się uczyć, bo w szkole panował wówczas dość burzliwy okres – szczególnie ciężko było z językiem polskim (śmiech). Pan dyrektor Filipiak poprosił wtedy polonistkę, żeby mnie od razu przepytała, skoro tyle się uczyłam. Cała ta sytuacja była zabawna, ale dla mnie wtedy wiązało się to z ogromnym stresem i wolałam już dla świętego spokoju chodzić na treningi trzy razy w tygodniu niż być pytana z polskiego (śmiech).</p>
<p align="justify"><strong>MC: Ile wyrzeczeń kosztowało Cię dojście do takiego sukcesu? Czy w latach szkolnych nie brakowało Ci czasu na spędzanie go z rówieśnikami, na zabawę i odpoczynek?</strong> <br />
<strong>LZ:</strong> Odpoczynku było mało. Na pewno trzeba całe życie, plan tygodnia podporządkować temu zajęciu. Spotkania z rówieśnikami, kiedy chodziłam jeszcze do szkoły podstawowej, nie ucierpiały, ponieważ wyjeżdżaliśmy wspólnie na Stegny. Dzięki temu cały czas mieliśmy kontakt. Szczególnie utkwiły mi w pamięci powroty z treningów. Wysiadaliśmy na stacji w Milanówku i całą grupą szliśmy w kierunku naszych domów, po drodze były zawsze jakieś zapiekanki czy inne przyjemności. Dla dziecka była to frajda. Nie narzekałam na brak towarzystwa. Trzynaście lat temu gry komputerowe bądź zajęcia pozalekcyjne nie były aż tak popularne jak dziś. Dlatego takie treningi były atrakcyjną formą spędzania czasu pozaszkolnego. <br />
Jeśli chodzi o wyrzeczenia, to wiadomo, że czasu po treningu pozostawało mało. Półtorej godziny zajmował nam sam dojazd na Stegny i z powrotem, do tego tyle samo czasu na łyżwach. Łącznie trzeba było poświęcić na wszystko około pięciu godzin dziennie, także po powrocie zostawało już niewiele czasu na odrabianie lekcji, naukę i odpoczynek.</p>
<p align="justify"><strong>MC: A jak jest dziś? Jak godzisz życie prywatne oraz naukę z częstymi treningami i wyjazdami?</strong><br />
<strong>LZ: </strong>Wybór moich studiów zależał właśnie od tego, czy będę mogła pogodzić treningi z zajęciami na uczelni. Nie bez powodu zdecydowałam się studiować na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. Była to jedyna uczelnia, która pozwoliła mijedno i drugie, bez problemu, pogodzić. Więc może nie jestem zapalonym wf-istą, ale byłam świadoma tego, że jeżeli chcę skończyć studia i zdobyć tytuł magistra, to jedynym wyjściem jest dla mnie AWF. Udaje mi się pogodzić działalność sportową z nauką – mam indywidualny tok studiów, a wykładowcy przymykają oko na moje częste wyjazdy i podchodzą do mojej kariery sportowej bardzo przychylnie. Jestem już na piątym roku, moje studia dobiegają końca. Mam nadzieję, że za parę miesięcy uda mi się uzyskać tytuł magistra.<br />
Niestety czas, który mogę poświęcić na życie prywatne jest bardzo ograniczony, dlatego, że w ciągu roku spędzam 300 dni poza Polską. Na szczęście mój chłopak trenuje razem ze mną, też jeździ na łyżwach, więc możemy częściej być razem.</p>
<p align="justify"><strong>MC: Muszę zapytać Cię o igrzyska w Vancouver. Czy pamiętasz swoje pierwsze myśli po przekroczeniu mety? Jakie uczucia i emocje towarzyszyły tej chwili?</strong><br />
<strong>LZ: </strong>Bardzo ciężko wyodrębnić poszczególne myśli czy emocje. Te dwa dni tak naprawdę złożyły mi się w jedną całość. Na pewno pierwszym uczuciem, które się pojawiło, było niedowierzanie. Potem była już tylko radość i euforia, świadomość, która zresztą cały czas się jeszcze we mnie buduje, że zapisałyśmy się w historii i dokonałyśmy czegoś niezwykłego. Na lotnisku pojawił się w pewnym momencie billboard z napisem “Niemożliwe nie istnieje” i myślę, że te słowa są ważnym przesłaniem, kluczem do sukcesu.</p>
<p align="justify"><strong>MC: Dotychczasowe zimowe igrzyska olimpijskie nie przynosiły Polakom zbyt wielu powodów do radości i dumy. Czy w związku z niezwykłym sukcesem w Vancouver czujesz się bohaterką?</strong><br />
<strong>LZ:</strong> Myślę, że coś w tym jest. Przez ponad 80 lat zdobyliśmy na zimowych igrzyskach osiem medali, a w tym roku w ciągu kilkunastu dni aż sześć. Na pewno nie czułabym się tak dumna, gdyby ten medal był mocno oczekiwany. Takich niespodziewanych medali jest w historii sportu mało. Niewielu osobom udało się wcześniej tak wszystkich zaskoczyć, jak udało się to naszej drużynie. Nikt na to zwycięstwo nie liczył, dlatego myślę, że ten brązowy medal zostanie wszystkim na długo w pamięci. <br />
Ciągle dostaję wiadomości od kibiców z forów internetowych, którzy dziękują za ten medal, bo dzięki temu są dumni, że są Polakami. Są to dla nas niezmiernie miłe słowa, a jeszcze przyjemniej jest, gdy całkiem obcy człowiek podchodzi do mnie i mówi: płakałem razem z tobą. Nie spodziewałam się, że zrobimy aż taką niespodziankę kibicom, jadąc na te igrzyska.</p>
<p align="justify"><strong>MC: Jakie są Twoje dalsze plany związane z karierą sportową?</strong><br />
<strong>LZ:</strong> Za dwanaście dni wyjeżdżam na wakacje (śmiech). Będzie to obóz zdrowotny. Przyda się trochę odpoczynku, nie tyle po ostatnich miesiącach, co po ciężkich 4 latach. Trenuję od 13 lat, ale przez ostatnie cztery lata wszystko było podporządkowane temu, żeby jechać na igrzyska. Do maja będzie trwał okres tzw. “roztrenowania”, będzie mniej treningów i więcej czasu na zasłużony wypoczynek. Potem zaczną się już cięższe treningi i planujemy wyjazd na pierwsze zgrupowanie. W lipcu zaczniemy już jeździć na łyżwach zagranicą. Pierwsze zawody o Puchar Świata rozpoczną się pod koniec października. Znów rozpocznie się rywalizacja o kolejne laury. <br />
Bardzo byśmy chciały zdobyć kolejny medal w Soczi. Ale z drugiej strony lepiej by było, gdyby opinia publiczna nie wywierała na nas presji. Bo to, co zrobiłyśmy w Vancouver, było zupełnie spontaniczne. Nie miałyśmy nic do stracenia. Podczas biegów indywidualnych zawsze ktoś stał nad nami i powtarzał, że musimy dobrze wypaść. Natomiast podczas biegów drużynowych już nikt na nas nie liczył, nikt nawet nie miał siły specjalnie czuwać nad nami, więc po prostu stanęłyśmy na starcie i zrobiłyśmy swoje. Myślę, że taki luz i spokój jest potrzebny każdemu zawodnikowi, który startuje w zawodach.</p>
<p align="justify"><strong>MC: A Twoje marzenia? Czego pragnie ktoś, kto zdobył medal na igrzyskach olimpijskich?</strong><br />
<strong>LZ:</strong> Sport to nie wszystko. Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, ponieważ zawsze osiągam to, czego chcę, wszystko mi się udaje. Do pełni szczęścia brakuje mi jednak jeszcze kilku drobnych rzeczy w sferze prywatnej, które chciałabym, żeby się poukładały w najbliższym czasie. Jeśli chodzi o marzenia związane ze sportem, to bardzo chciałabym, żeby Natalia Czerwonka, nasza rezerwowa, też dostała pełnoprawny medal.</p>
<p align="justify"><strong>MC: Jak można przekonać młodzież, która większość wolnego czasu woli spędzać przed komputerem, do uprawiania sportu i aktywnego spędzania czasu?</strong><br />
<strong>LZ.</strong> Moim zdaniem taka młodzież powinna obejrzeć sobie zdjęcia Amerykanów, którzy przyjęli tryb życia, do którego my niestety też dążymy – chodzi tu o siedzący tryb życia, spożywanie fast foodów, spędzanie całych dni w samochodzie, a wieczorów przed komputerem. To może prowadzić tylko do jednego. Myślę, że taka terapia szokowa, czyli zetknięcie się z problemami, jakie niesie ze sobą ten niezdrowy tryb życia, może przynieść jakieś rezultaty. Pamiętam, kiedy pierwszy raz wysiadłam na lotnisku w Stanach, pierwszym człowiekiem, którego tam zobaczyłam, był najbardziej otyły mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Nie wyobrażam sobie, żebym ja kiedyś doprowadziła się do takiego stanu. </p>
<p align="justify"><strong>MC: W jaki sposób rozpowszechnić łyżwiarstwo szybkie w naszym kraju? Czy po odniesionym sukcesie, wróżysz tej dyscyplinie podobną popularność, jaką zaczęły cieszyć się skoki narciarskie po zwycięstwach Adama Małysza?</strong><br />
<strong>LZ:</strong> To pytanie powinniśmy skierować co najmniej do Sekretarza Związku Łyżwiarstwa Szybkiego. Osobiście chciałabym, żeby ten medal wywołał nawet większe zainteresowanie łyżwiarstwem niż skoki narciarskie. Nie oszukujmy się – skoki narciarskie nie są sportem skierowanym do wszystkich. Trochę mało prawdopodobne jest to, żeby człowiek z rodziną w niedzielne popołudnie wypożyczył sobie narty do skoków, stanął na którejś ze skoczni w Zakopanem i poszybował (śmiech). Łyżwiarstwo jest dyscypliną, którą można uprawiać czysto rekreacyjnie i właśnie dzięki temu, że jest bardziej dostępna dla wszystkich, jest też bardziej popularna. Jest coraz więcej lodowisk, nawet przy centrach handlowych. Cieszą się one dużym zainteresowaniem. Dlatego nie martwię się o łyżwiarstwo rekreacyjne w Polsce. Ale droga do tego, żeby zostać profesjonalnym zawodnikiem nie jest już taka prosta. Wiele osób zniechęca się do łyżwiarstwa szybkiego przez to, że brakuje hal do treningów. Poza tym dzieci nie rwą się do tego, żeby przez godzinę stać na mrozie i na śniegu, żeby im deszcz padał na głowę. Takie dziecko przyjdzie zmarznięte z jednego czy drugiego treningu, ale na kolejny już nie pójdzie, bo wybierze grę komputerową, w którą zagra siedząc w domu w ciepłych kapciach i popijając colę. Niestety takie są realia. Bardzo bym chciała, aby młodzi ludzie wyszli z domów i zaczęli się ruszać. W przeciwnym razie stanie się z nami to, co stało się z wieloma Amerykanami. Nie mówię tu o zdobywaniu medali przez zawodowych sportowców, ale o zwykłej rekreacji i o ruchu dla zdrowia. To bardzo ważne.<br />
<strong>MC: Dziękuję za rozmowę.</strong></p>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 07:28:54 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=614:niemoliwe-nie-istnieje&amp;catid=100:wywiady&amp;Itemid=522</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Miłości do języka proszę nie krzewić!</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=613:mioci-do-jzyka-prosz-nie-krzewi&amp;catid=100:wywiady&amp;Itemid=522</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" alt="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/2 Miodek  JM9.jpg" title="Fot.Archiwum" class="caption" /> </p>
<p>Z prof. Janem Miodkiem, językoznawcą, dyrektorem Instytutu Filologii  Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, rozmawia Maria Cichy.</p>

<p align="justify"><strong>MARIA CICHY: W dobie ekonomizacji języka, tendencji do skrótowości i upraszczania form językowych poprawne i sprawne posługiwanie się polszczyzną to trudna sztuka. Jak ocenia Pan rolę szkoły w kształtowaniu tych umiejętności?</strong><br />
<strong>JAN MIODEK:</strong> Każdy mówi perfekt swoim ojczystym językiem, natomiast faktem jest, że z ową sprawnością komunikacyjną, czyli stylistycznym wyczuciem, polegającym na umiejętnym w danej sytuacji życiowej wyborze formy językowej, bywa dziś gorzej. Szkoła, nie zamykając się na zdobycze cywilizacyjne, których nikt ludziom nie jest w stanie zabrać, tym szczególniej powinna dbać o imperatyw “dawania odpowiedniego rzeczom słowa”, że nawiążę do Norwida, wręcz eksponować różnice stylistyczne między mejlowo-esemesowymi, familiarnymi, koleżeńskimi a oficjalnymi zachowaniami językowymi. Imperatyw ten jest wręcz nakazem chwili, bo środki masowego przekazu – z telewizją na czele – wręcz lansują modę na luz, językowy także.</p>
<p align="justify"><strong>MC: Czy uważa Pan, że uczniowie powinni poznawać w szkole reguły i zasady rządzące językiem polskim? Czy może taka wiedza nie jest potrzebna, aby dobrze posługiwać się polszczyzną? Jaka metoda nauczania jest, Pana zdaniem, najskuteczniejsza?</strong><br />
<strong>JM:</strong> Nie jestem metodykiem. Jeśli mógłbym coś podpowiadać, to właśnie polecałbym w działaniach dydaktycznych apologię różnorodności, nieustanne uświadamianie uczniom, że pełna znajomość ojczystego języka polega na osiągnięciu sprawności stylistycznej, a więc umiejętności dokonywania właściwych wyborów form językowych spośród licznych wariantów. Nie może to być działanie natrętne, bo ono zawsze budzi przekorę. To musi być spolegliwe doradztwo, czyli takie, na którym uczeń może polegać. Oczywiście podbudowane autorytetem nauczyciela.</p>
<p align="justify"><strong>MC: Znajomość zasad to nie wszystko. Jak krzewić miłość do naszego ojczystego języka, aby był on traktowany nie tylko jako narzędzie komunikacji, ale także jako wartość?</strong><br />
<strong>JM: </strong>Miłości do języka proszę nie krzewić! Mój stosunek do takich celów nauczania jest jeszcze brutalniejszy i bardziej prześmiewczy niż Gombrowicza (byłem kiedyś na lekcji, w czasie której wielość przypadków gramatycznych w języku polskim stała się patriotycznym dowodem lepszości polszczyzny w stosunku do innych języków). Proszę krzewić kult racjonalności, językowej sprawności i formatu intelektualnego, pozostających z sobą w relacjach komplementarnych, funkcjonujących na zasadzie sprzężenia zwrotnego.</p>
<p align="justify"><strong>MC: Czy Pana zdaniem dzieci i młodzież czytają wystarczająco dużo książek? Nieoceniona jest przecież rola słowa pisanego nie tylko w zdobywaniu wiedzy, ale także we wzbogacaniu słownictwa.</strong><br />
<strong>JM: </strong>Oczywiście, młodzież za mało dzisiaj czyta książek – tak jak całe społeczeństwo. Zgadzam się i z tym, że rola słowa pisanego we wzbogacaniu słownictwa jest przeogromna. Nie mogę przecież nie widzieć całego tego zjawiska w szerszym kontekście cywilizacyjno-kulturowym. Nie ulega wątpliwości, że z galaktyki Gutenberga przenosimy się stopniowo do rzeczywistości elektronicznej. Kto wie, powtórzę za Ryszardem Kapuścińskim, czy w historii ludzkości książka nie będzie kiedyś traktowana jak jej epizod, jak etap z początkiem i końcem?</p>
<p align="justify"><strong>MC: Dlaczego, Pana zdaniem, młodzież stroni od lektur szkolnych? Dlaczego nie czerpie przyjemności z czytania tego typu literatury?</strong><br />
<strong>JM: </strong>Z tych cywilizacyjnych powodów przede wszystkim młodzież stroni od lektur w ogóle. Od lektur zaś polskich – w polskiej szkole – stroni ze względów “gombrowiczowskich”, że znów przywołam nazwisko znakomitego twórcy. Nasza polonistyczna dydaktyka nie uwolniła się wciąż od balastu – nomen omen – dydaktyzmu, irytującego patriotyzmu, zaangażowania społecznego, grobów, przegranych powstań, klęsk narodowych i romantycznych uniesień. Ja, stary, mam tego dosyć, a cóż dopiero młoda dziewczyna czy chłopiec! Jeśli w kursie historyczno-literackim nie będzie się podkreślało dokumentacyjnej wartości tego typu dzieł na tle poszczególnych epok, lecz ciągle będzie się wymagało od podopiecznych uczuciowego do nich stosunku, stan kryzysu będzie się pogłębiał.</p>
<p align="justify"><strong>MC: Jaki los wróży Pan dzisiejszej młodzieży, której język kształtuje się po wpływem internetu i SMS-ów? Jak poradzą sobie oni w prawdziwym życiu?</strong><br />
<strong>JM: </strong>O współczesną młodzież jestem spokojny. Poradzi sobie! Zna języki obce, odważnie idzie w świat. Komputer, laptop, internet, mejl, komórka, samochód – to dla niej najzwyklejsza i jakże funkcjonalna codzienność!</p>
<p align="justify"><strong>MC: Język nieustannie się zmienia. Każde pokolenie dodaje do niego coś od siebie bądź pomija niektóre rzeczy. Uważa Pan, że pomiędzy językiem młodzieży a językiem dorosłych istnieje przepaść? Czy te różnice mogą mieć wpływ na jakość porozumienia pomiędzy nimi?</strong><br />
<strong>JM: </strong>Trudno mówić o przepaści, ale śmiem twierdzić, że nie było jeszcze w dziejach polszczyzny okresu, w którym język młodzieży stałby się tak wyrazistym wyróżnikiem generacyjnym. To dopiero 21 lat wolnej Polski, a na rynku wydawniczym jak grzyby po deszczu pojawiają się ciągle nowe słowniki gwar młodzieżowych, dokumentujące jakże bogaty i ciekawy materiał leksykalny, np. “Nowy słownik gwary uczniowskiej” pod red. Haliny Zgółkowej, “Hip-hop słownik” Piotra Flicińskiego i Stanisława Wójtowicza, “Wypasiony słownik najmłodszej polszczyzny” Bartka Chacińskiego czy tegoż Chacińskiego “Wyczesany słownik najmłodszej polszczyzny”.</p>
<p align="justify"><strong>MC: Jak wspomina Pan czasy, kiedy siedział Pan w szkolnej ławce i był jednym z uczniów? Czy od początku lubił Pan lekcje języka polskiego? Jaki powinien być idealny nauczyciel?</strong><strong><br />
JM:</strong> Moja polonistyczność to dom rodzinny, a przede wszystkim – Mama, nauczycielka tego przedmiotu w szkołach średnich, przedwojenna absolwentka polonistyki krakowskiej, uczennica prof. Stanisława Pigonia. To ona właśnie – w konwencji zabawy – wprowadziła mnie, i to bardzo wcześnie, w świat języka i literatury, to jej wszystko zawdzięczam. Szkolnych, tych oficjalnych lekcji polskiego specjalnie nie lubiłem, ale nie wywoływały też one u mnie jakiegokolwiek uczniowskiego strachu. Przez 11 lat szkoły podstawowej i średniej dosłownie ani razu nie otrzymałem nawet oceny plus dobrej, tylko zawsze ze wszystkiego – piątki.<br />
Widziałem przy tym wszystkim perfekcyjność Matki jako nauczycielki. Dokuczaliśmy jej nieraz z Tatą, gonili do łóżka. A ona do końca – do bardzo późnego wieczora – przygotowywała się do lekcji, pisała konspekty, co roku inne do tego samego tematu, czytała nowe opracowania, ciągle poszerzała swoją wiedzę, nie mówiąc już o wiecznych stosach poprawianych zeszytów domowych i klasowych. A przecież mogła – teoretycznie – przychodzić na lekcje z tym samym notatnikiem, pożółkłym przez lata nauczycielskiej służby, tak jak to robi wygodna większość. Tak – moja Mama to był idealny nauczyciel, powiem w rodzaju męskim uogólniająco i z pełną odpowiedzialnością za słowo.</p>
<p align="justify"><strong>MC: Czyli to właśnie dom, nie szkoła, miał największy wpływ na Pański życiowy wybór? </strong><br />
<strong>JM: </strong>Na wybór mojej drogi życiowej największy wpływ miały rodzinny nauczycielski dom, o którym tyle dzisiaj powiedziałem, i media – z radiem i telewizją na czele. Byłem nimi zafascynowany od wczesnego dzieciństwa, a gdzieś w połowie szkoły średniej postanowiłem, że zostanę ich pracownikiem. Ostatecznie stałem się nauczycielem akademickim, ale specyficznym, medialnym zarazem od samego początku, czyli od 42 lat. Marzenia młodzieńcze w znacznym więc stopniu się spełniły!</p>
<p align="justify"><strong>MC: Dziękuję za rozmowę.</strong></p>]]></description>
            <pubDate>Wed, 23 Jun 2010 07:22:22 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=613:mioci-do-jzyka-prosz-nie-krzewi&amp;catid=100:wywiady&amp;Itemid=522</guid>
        </item>
        <item>
            <title>OSKKO o statutach szkół i przedszkoli</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=617:oskko-o-statutach-szko-i-przedszkoli&amp;catid=54:praktyka&amp;Itemid=411</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" class="caption" title="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl//images/logo_OSKKO_poziomCOREL8%20copy.jpg" alt="Fot.Archiwum" /> Przed nami wiele zmian w prawie oświatowym. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty zadało wiosną swym członkom nie lada zadanie. Otrzymaliśmy z MEN do skonsultowania z kadrą kierowniczą oświaty projekty rozporządzeń dotyczących m.in. statutów ramowych szkół, warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej oraz niedostosowanej społecznie, a także oceniania w szkołach publicznych.</p>

<p>Informacja niniejsza ma dostarczyć nie tyle kompletnej wiedzy o efektach prac Stowarzyszonych, co zachęcić do udziału w nich. Opiszemy, co o zmianach mówią dyrektorzy czy wizytatorzy.<br />
Ze względu na obszerność materiału skupimy się teraz na statutach szkół i przedszkoli. Można nadal się o nich wypowiadać, wstępując do OSKKO lub nadsyłając do nas uwagi pod adresem: oskko@oskko.edu.pl. Cały zaś materiał można poznać i pobrać do swojego komputera ze strony internetowej: www.oskko.edu.pl/oskko/statut_ramowy/<br />
Dyskusję, jaka przebiegała na forum OSKKO, podzieliliśmy na odrębne wątki, zadedykowane kolejnym typom placówek. Dyskutanci mieli odnieść się do propozycji resortu oświaty i wypowiedzieć w interesujących ich kwestiach. Oto przykłady takich głosów i opinii oraz przypomnienie, że bardzo liczymy również na udział Czytelników “o szkole.pl” w toczących się konsultacjach.</p>
<p><strong>Projekt dotyczący zmian statutu ramowego przedszkola publicznego</strong></p>
<p><strong>§1 ust. 2 pkt 7 projektu.</strong> Szczegółowe zasady przyprowadzania i odbierania dzieci z przedszkola przez rodziców lub upoważnioną przez nich osobę zapewniającą dziecku pełne bezpieczeństwo, z zastrzeżeniem...</p>
<blockquote>
<p><em>–&#160; Od lat zapis ten jest zmorą, jest nieprecyzyjny i często rodzice przekonują nas, że 10-latek jest w jego – rodzica przekonaniu – osobą zapewniającą innemu dziecku pełne bezpieczeństwo. Powinien być zastąpiony zwrotem “osoba pełnoletnia”.</em></p>
<p><em>– Dobry zapis. To rodzic ma prawo decydować, kto jest w stanie zapewnić jego dziecku pełne bezpieczeństwo. Sytuacja rodzin jest różna. Czasem chodzi tylko o przyprowadzenie dziecka dwie posesje dalej i oddanie np. pod opiekę babci czy sąsiadki, które, z dowolnych względów, same nie mogą np. odebrać dziecka z budynku przedszkola. I rodzic ma prawo zdecydować, że do tego “odebrania z przedszkola" i przyprowadzenia pod opiekę babci wystarczy kilkunastoletnia siostra.</em></p>
</blockquote>
<p><strong>§4 ust. 2.</strong> Liczba dzieci podczas zajęć prowadzonych przez jednego nauczyciela nie może przekraczać 25, z zastrzeżeniem ust. 3 i 4.</p>
<p>Z opinii Stowarzyszonych wynika, że w wielu wypadkach jest to fikcja, bo brakuje miejsc w przedszkolach. Litujemy się nad rodzicami łamiąc świadomie prawo i mamy po 26, 27, 28 dzieci. Może byłoby lepiej – mniej rygorystycznie, jak w przypadku opieki w świetlicy w SP – gdyby padało stwierdzenie, że liczba dzieci “nie powinna” przekraczać 25?</p>
<p>Z drugiej jednak strony mogą się pojawiać naciski na ciągłe zwiększanie liczby dzieci w grupie. Bo skoro “nie powinna przekraczać”, to znaczy, że dyrektor może to zmienić. A skoro może, to niech zmienia, bo “taka jest aktualna potrzeba społeczna” (i długo jeszcze będzie). I Gdzie zatem biegnie ta ostateczna granica: 30, 35 dzieci? Spowoduje to przekroczenie ważnej granicy bezpieczeństwa i możliwości efektywnej pracy nauczycielek. W przedszkolach pojawią się napięcia i spory: dlaczego jednej nauczycielce przydzielono 25 a drugiej 35 dzieci?</p>
<p><strong>§ 4 ust. 1.</strong> Zajęcia w przedszkolu prowadzone są w oddziałach obejmujących dzieci w zbliżonym wieku, z uwzględnieniem ich potrzeb, rodzaju niepełnosprawności, stopnia upośledzenia umysłowego lub w grupach międzyoddziałowych.</p>
<blockquote>
<p><em>– Wątpliwości budzi, czy grupa mieszana wiekowo: dzieci 3-, 4- i 5-letnie w jednym oddziale w rozumieniu tego rozporządzenia są zbliżone wiekowo, czy nie. A takie grupy istnieją. Proponowany zapis byłby lepszy bez tej “zbliżoności wieku”, np. w takim brzmieniu: “Zajęcia w przedszkolu są prowadzone w oddziałach z uwzględnieniem potrzeb, rodzaju niepełnosprawności, stopnia upośledzenia umysłowego dzieci lub w grupach międzyoddziałowych”.</em></p>
</blockquote>
<p>§5 ust. 3. W przedszkolu, w czasie przekraczającym 5 godzin dziennie przeznaczonych na realizację podstawy programowej wychowania przedszkolnego, mogą być realizowane świadczenia obejmujące zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze.</p>
<blockquote>
<p><em>– Te świadczenia, to zajęcia dodatkowe – zapis niejasny; intencją ustawodawcy było pewnie zaznaczenie, że zajęcia te mogą odbywać się w przedszkolu – po (lub poza) czasie(em) realizacji podstawy programowej.</em></p>
</blockquote><blockquote>
<p><em>– Wydaje się, że chodzi tu o umożliwienie normalnej działalności przedszkola (tak, jak było to dotychczas) czyli normalną działalność dydaktyczno-opiekuńczo-wychowawczą prowadzoną przez nauczycielki (bez względu na dzienny czas pracy placówki) oraz rozgraniczenie tych działań przedszkola na 5 godzin gwarantowanej, bezpłatnej, realizacji podstawy programowej i pozostałe godziny pracy przedszkola, za które wolno pobierać od rodziców opłatę. Taki zapis pozwala na unikniecie sztucznego rozgraniczenia pracy przedszkola na bezpłatną działalność dydaktyczno-wychowawczą i płatną, np. wyłącznie opiekuńczą. Oznacza on, że wolno (po realizacji 5 godzin podstawy) dalej robić rzeczy zgodne z podstawą (czyli prowadzić działalność dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą, zatrudniać do realizacji tych godzin nauczycieli), ale wolno za te pozostałe pobierać opłatę (mimo że dalej są one w rzeczywistości realizacją podstawy, bo wszystkie działania nauczycielek na terenie przedszkola są przecież realizacją podstawy). To porządkuje, moim zdaniem, sprawę opłat za przedszkole, o których ostatnio tak głośno i minimalizuje ryzyko zmiany sposobu funkcjonowania przedszkoli: na pracujące 5 godzin dziennie jako oświatowe, a przez pozostałą część dnia jedynie opiekuńcze, bez potrzeby zatrudniania nauczycieli.</em></p>
</blockquote>
<p><strong>§ 12.</strong> Dyrektor przedszkola powierza poszczególne oddziały opiece jednego lub dwóch nauczycieli zależnie od czasu pracy oddziału lub realizowanych zadań oraz z uwzględnieniem propozycji rodziców.</p>
<blockquote>
<p><em>– Ale to by znaczyło, że rodzice mogą proponować Panią A i negować Panią B. Przecież za dobór kadry, zgodnie z UoSO, odpowiada dyrektor. Wg mnie bicz sobie kręcimy zapisując w rozporządzeniu uwzględnienie często nieobiektywnych propozycji rodziców.<br />
</em></p>
<p><em>– Pojawia się problemem wielu mniejszych przedszkoli, gdzie dyrektor jako trzeci wchodzi do grupy, aby zrealizować swoje godziny dydaktyczne. Można to uregulować dając zapis “jednego, dwóch lub w szczególnych przypadkach trzech” nauczycieli.</em></p>
</blockquote>
<p><strong>Projekt dotyczący zmian statutu ramowego publicznej szkoły podstawowej</strong></p>
<p><strong>§ 1 ust 2.</strong> Statut szkoły określa ponadto rodzaj szkoły: specjalna (z określeniem rodzaju niepełnosprawności uczniów), integracyjna, sportowa lub mistrzostwa sportowego.</p>
<blockquote>
<p><em>– To już nie będzie szkół z oddziałami integracyjnymi? Ustawa o systemie oświaty,&#160; art. 2 pkt 2 ppkt a), stanowi, że system oświaty obejmuje szkoły: podstawowe, w tym: specjalne, integracyjne, z oddziałami integracyjnymi i sportowymi, sportowe i mistrzostwa sportowego.</em></p>
</blockquote>
<p><strong>§ 4. ust. 2.</strong> Minimalną i maksymalną liczbę uczniów w oddziale określa organ prowadzący, z zastrzeżeniem ust. 3 i 4.</p>
<p>W uzasadnieniu do rozporządzenia MEN sporo mówi o przyczynach takiego pomysłu. Jest pewnie wiele samorządów, które do tej pory nie mogły tworzyć oddziałów, bo brakowało im jednego dziecka. Jest też wiele takich, które teraz zażądają od dyrektorów, aby każdy oddział liczył tyle, ile MEN wskazuje jako maksimum. Dotyczy to szkół podstawowych, gimnazjów oraz szkół przysposabiających. Osoba zabierająca głos w naszej dyskusji uważa, że błędem jest wycofanie się z określenia minimum w rozporządzeniu. Proponuje: liczba uczniów w oddziale szkoły specjalnej oraz w oddziale specjalnym w szkole ogólnodostępnej powinna wynosić:</p>
<ul>
    <li>w szkole (oddziale) dla uczniów z autyzmem, w tym z zespołem Aspergera – do 4,</li>
    <li>w szkole (oddziale) dla uczniów niesłyszących i słabo słyszących, dla uczniów z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym lub znacznym – do 6,</li>
    <li>w szkole (oddziale) dla uczniów niewidomych i słabo widzących – do 10,</li>
    <li>w szkole (oddziale) dla uczniów z niepełnosprawnością ruchową – do 12,</li>
    <li>w szkole (oddziale) dla uczniów z upośledzeniem umysłowym w stopniu lekkim, dla uczniów niedostosowanych społecznie, zagrożonych niedostosowaniem społecznym –do 14,</li>
    <li>w przypadku, gdy u choćby jednego ucznia w oddziale występuje niepełnosprawność sprzężona, liczbę uczniów należy obniżyć o 2.</li>
</ul>
<blockquote>
<p><em>– Myślę, że powinny wypowiedzieć się osoby pracujące z niewidomymi i niepełnosprawnymi ruchowo – nie wiem, czy proponowane przez MEN liczebności klas są dla nich odpowiednie. Jeśli chodzi o uczniów z upośledzeniem umiarkowanym i znacznym, to tworzenie klas 8-osobowych jest po prostu nieporozumieniem z uwagi na konieczność indywidualizacji pracy, szczególnie z najmłodszymi dziećmi. Również 16-osobowe klasy dla uczniów z upośledzeniem lekkim nie sprawdzą się, do szkół specjalnych trafiają coraz trudniejsze przypadki, uczniowie oprócz upośledzenia lekkiego mają dodatkowe schorzenia i problemy emocjonalne. Dlatego klasa nie może być tak liczna, jak proponuje MEN.</em></p>
</blockquote>
<p><strong>§ 4 ust. 3.</strong> Liczba uczniów w oddziale szkoły integracyjnej oraz w oddziale integracyjnym w szkole ogólnodostępnej powinna wynosić do 20, w tym do 5 uczniów niepełnosprawnych.</p>
<blockquote>
<p><em>– Mam wrażenie, że nic się nie zmieni w rzeczywistości dzieci posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego z powodów innych niż niepełnosprawność!</em></p>
</blockquote>
<p><strong>§ 9. ust. 1.</strong> W uzasadnionych przypadkach, z uwzględnieniem potrzeb rodziców, szkoła organizuje dla uczniów klas I-III zajęcia opiekuńczo-wychowawcze w czasie ferii letnich i zimowych. Zasady organizacji zajęć wymienionych w ust. 1 ustala dyrektor szkoły w porozumieniu z organem prowadzącym.</p>
<blockquote>
<p><em>– Przy takim zapisie powstaje pytanie: kto ma prowadzić te zajęcia?. Zgodnie z art. 64 KN nauczyciele w tym czasie są na urlopie wypoczynkowym. Konieczna jest zatem zmiana zapisów art. 64 lub doprecyzowanie § 9 ust. 1 rozporządzenia i wskazanie także źródła finansowania tych zajęć. Inaczej może się okazać, że jest to przepis martwy, lub organizacja tych zajęć będzie się odbywać (jak to się niejednokrotnie teraz dzieje) z naruszeniem przepisów KN.</em></p>
</blockquote>
<p><strong>§ 10 pkt. 3.</strong> W arkuszu organizacji szkoły podaje się, w podziale na stopnie awansu zawodowego, liczbę nauczycieli ubiegających się o wyższy stopień awansu zawodowego, którzy będą mogli przystąpić w danym roku szkolnym do postępowań kwalifikacyjnych lub egzaminacyjnych oraz wskazuje się terminy złożenia przez nauczycieli wniosków o podjęcie tych postępowań.</p>
<blockquote>
<p><em>– Co oznacza, że do ramowych statutów wprowadzono zapis z KN. Nie jestem w stanie wskazać terminu złożenia przez nauczycieli wniosków o podjęcie postępowań, bo jest to ich wola i kompetencja. Czy nie można by inaczej sformułować tego zapisu, czyli tak, aby odzwierciedlał rzeczywiste możliwości dyrektora? Np. “W arkuszu organizacji szkoły podaje się, w podziale na stopnie awansu zawodowego, liczbę nauczycieli ubiegających się o wyższy stopień awansu zawodowego, którzy będą mogli przystąpić w danym roku szkolnym do postępowań kwalifikacyjnych lub egzaminacyjnych, oraz wskazuje się najbliższe możliwe terminy złożenia przez nauczycieli wniosków o podjęcie tych postępowań.” W taki sposób zaznaczałabym, że nauczyciel może (choć wcale nie musi) złożyć wniosek o przystąpienie do postępowań. Tyle tylko, że wtedy będziemy mieć inny zapis aniżeli w KN. Skoro ten zapis i tak jest w KN – to po co go tu powtarzać? Czy to nie kłóci się z zasadą, że w aktach niższego rzędu nie powtarza się tego, co jest już w wyższych?</em></p>
</blockquote>
<p><strong>§ 11. </strong>Godzina lekcyjna trwa 45 minut.</p>
<blockquote>
<p><em>– W związku z problemami z określeniem, co oznacza pojęcie godziny w prawie oświatowym, proponuję zamiast pojęcia “godzina lekcyjna” wprowadzić pojęcie np. “jednostka lekcyjna” lub lepiej krótko “lekcja”.</em></p>
</blockquote>
<p><strong>§ 12. </strong>Dyrektor szkoły, za zgodą organu prowadzącego szkołę, może utworzyć stanowisko wicedyrektora lub, w zależności od potrzeb, stanowiska wicedyrektorów i inne stanowiska kierownicze.</p>
<blockquote>
<p><em>– Ze względu na zagrożenie, że organy prowadzące będą chciały oszczędzać na stanowiskach kierowniczych w szkole, proponuję następujące zmodyfikowanie dotychczasowych przepisów w tej sprawie: § 12. 1. W szkole, która liczy co najmniej 12 oddziałów, tworzy się stanowisko wicedyrektora. 2. Dyrektor szkoły, za zgodą organu prowadzącego szkołę, może utworzyć stanowisko wicedyrektora w przypadku mniejszej niż określona w ust. 1 liczby oddziałów lub, w zależności od potrzeb, stanowiska wicedyrektorów i inne stanowiska kierownicze.</em></p>
</blockquote>
<p>Powyżej przytoczyliśmy opinie o projektach dla dwóch typów placówek. Pracujemy jednak nad ich większą liczbą, bo również nad statutami:</p>
<ol>
    <li>publicznego przedszkola,</li>
    <li>publicznej szkoły podstawowej,</li>
    <li>publicznego gimnazjum,</li>
    <li>publicznego liceum ogólnokształcącego, publicznego uzupełniającego liceum ogólnokształcącego i publicznego liceum profilowanego,</li>
    <li>publicznej szkoły prowadzącej kształcenie zawodowe,</li>
    <li>publicznej szkoły dla dorosłych,</li>
    <li>publicznej szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy dla uczniów z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym lub znacznym oraz dla uczniów z niepełnosprawnościami sprzężonymi.</li>
</ol>
<p><strong>Zapraszamy więc do nas i liczymy na coraz szerszą konsultację ministerialnych projektów rozporządzeń.</strong></p>
<p style="text-align: right;">MAREK PLEŚNIAR<br />
KATARZYNA WOJCIECHOWSKA<br />
OSKKO</p>
<p style="text-align: center;"><em>W artykule wykorzystano wypowiedzi internautów z forum Stowarzyszonych.</em><br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Tue, 22 Jun 2010 23:00:00 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=617:oskko-o-statutach-szko-i-przedszkoli&amp;catid=54:praktyka&amp;Itemid=411</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Wzajemny szacunek i współpraca</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=612:wzajemny-szacunek-i-wspopraca&amp;catid=100:wywiady&amp;Itemid=522</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" alt="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/1 foto  IMG_1395.jpg" title="Fot.Archiwum" class="caption" /> Z Katarzyną Kordus-Kaźmierczak, dyrektor III LO&#160; w Poznaniu, rozmawia  Justyna Misiejuk</p>

<p align="justify"><br />
<br />
<strong>JUSTYNA MISIEJUK:</strong> III LO w Poznaniu przygotowuje się do obchodów 90-lecia. Proszę opowiedzieć Czytelnikom o historii i tradycji szkoły. <br />
<br />
<strong>KATARZYNA KORDUS-KAŹMIERCZAK: </strong>Historia naszego liceum sięga czasów gimnazjum Fryderyka Wilhelma (tzw. gimnazjum fryderykowskiego) z okresu eksterminacyjnej polityki Prus stosowanej wobec Polaków. Natomiast odbudowa polskiego modelu kształcenia i wychowania rozpoczęła się oczywiście w latach międzywojennych. Od 1920 roku szkoła była ośmioletnim gimnazjum o profilu humanistycznym, które od 1933 r, zostało przekształcone w szkołę dwustopniową: czteroklasowe gimnazjum i dwuklasowe liceum.. W 1923 roku szkoła przyjęła imię św. Jana Kantego, wykładowcy Akademii Krakowskiej w XV w., patrona profesorów, nauczycieli i studentów.<br />
Do 1939 roku mury szkoły opuściło ok. 600 absolwentów, wśród których znalazły się postacie wybitne, jak chociażby hm. Florian Marciniak – twórca i pierwszy naczelnik Szarych Szeregów. Do szczególnych osiągnięć tego okresu należy zaliczyć utworzenie Towarzystwa Przyjaciół Młodzieży Państwowego Gimnazjum im św. Jana Kantego w Poznaniu oraz wybudowanie ośrodka wypoczynkowego w Lipnicy Wielkiej, z którego do dziś korzystają młodzież i nauczyciele. W 1939 roku wybuch II wojny światowej przerwał działalność gimnazjum, która wznowiona została dopiero 24 kwietnia 1945 r. Zmiana sytuacji politycznej w kraju wywołała, niestety, również zmianę oblicza ideowego szkoły. 22 września 1950 roku szkoła otrzymała imię Marcina Kasprzaka, w tym czasie przeobraziła się też w 4-letnie III Liceum Ogólnokształcące. Do roku 1967 liceum było szkołą męską, która została zmieniona w liceum koedukacyjne. W 1970 roku Kuratorium nadało szkole profil matematyczno-fizyczny. Istotne zmiany nastąpiły po roku 1989. 13 lutego 1990 roku uchwałą Rady Pedagogicznej przywrócono liceum imię św. Jana Kantego. Odnaleziono również dawny sztandar, który jest znowu symbolem szkoly. W roku 2002 4-letnie liceum ogólnokształcące zostało przekształcone, w związku z reformą strukturalną polskiej oświaty, w3-letnie liceum.<br />
Historia i tradycje są dla nas bardzo ważne, staramy się o nich nieustannie przypominać wychowankom. Na co dzień przestrzegamy ceremoniału, który jest dla nas szczególnie ważny. Co roku obchodzimy Święto Szkoły, podczas którego pierwszoklasiści składają przysięgę, by budować w sobie świadomość tradycji naszej Alma Mater. Obecnie jesteśmy w trakcie przygotowań Jubileuszu 90-lecia szkoły, który zaplanowaliśmy wspólnie ze Stowarzyszeniem Wychowanków III LO na 23 października 2010 r. i na który serdecznie zapraszamy wszystkich naszych Absolwentów.<br />
<br />
<strong>JM: </strong>Jak dziś funkcjonuje III LO? W jaki sposób szkoła pracuje na swoje dobre imię?<br />
<br />
<strong>KKK: </strong>Sądzę, że w naszej codziennej pracy najważniejszy jest uczeń, jego indywidualne potrzeby oraz możliwości i talenty. Staram się nieustannie kierować uwagę nauczycieli właśnie na ten aspekt naszej pracy.<br />
Uczniowie doceniają nauczycieli właśnie za skupienie uwagi na ich indywidualnych, a jednocześnie bardzo zróżnicowanych potrzebach. Ponadto priorytetem naszych działań jest kształtowanie kompetencji kluczowych, ważnych dla samodzielnego funkcjonowania człowieka w XXI w., tj. planowanie i organizowanie własnego uczenia się oraz przyjmowanie za nie odpowiedzialności, rozwiązywanie problemów w twórczy sposób, skuteczne porozumiewanie się oraz efektywne współdziałanie z zespole. Zależy nam przede wszystkim, aby uczeń potrafił odnosić zdobytą wiedzę do praktyki, aby samodzielnie poszukiwał i wykorzystywał informacje z różnych źródeł. Właśnie na te aspekty edukacji zwracamy szczególną uwagę w codziennej pracy, jak i podczas realizacji dodatkowych projektów. Może więc dlatego nie możemy narzekać na brak zainteresowania naszym liceum wśród gimnazjalistów.<br />
<br />
<strong>JM:&#160;</strong> W szkole funkcjonują klasy akademickie… <br />
<strong>KKK: </strong>III Liceum jako pierwsze w Poznaniu podpisało umowy z&#160; uczelniami wyższymi, wprowadzając system akademicki. Dzięki temu uczniowie mają możliwość kontynuowania nauki w klasach akademickich z programem autorskim. Prowadzone są tam dodatkowe zajęcia przez pracowników akademickich Politechniki Poznańskiej, Uniwersytetu im. A. Mickiewicza, Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego oraz Uniwersytetu Przyrodniczego. Uczniowie w ramach zajęć akademickich przygotowują sesje popularnonaukowe, biuletyny naukowe, referaty, doświadczenia i eksperymenty. Są też zapraszani przez uczelnie wyższe na prezentacje swoich osiągnięć podczas tzw. drzwi otwartych. W każdym roku nauczyciele, którzy przygotowali programy autorskie, tzw. koordynatorzy merytoryczni, opracowują plany zajęć dla swoich klas, realizowane poza obowiązkowym ramowym planem nauczania.<br />
<br />
<strong>JM: </strong>Proszę przedstawić grono pedagogiczne. Jak opisałaby Pani nauczyciela III LO? Mistrz, przewodnik, przyjaciel młodzieży?<br />
<strong>KKK: </strong>Osobiście trudno mi nauczanie utożsamiać jedynie z wykonywanym zawodem. Dla mnie prawdziwy nauczyciel to człowiek realizujący się w szkole przede wszystkim dzięki pasji, indywidualnym poszukiwaniom metod i sposobów przekazywania wiedzy oraz doskonalenia umiejętności własnych i swoich uczniów. To osoba o wysokich kompetencjach, nastawiona na rozwój zarówno intelektualny, jak i emocjonalny. Cenię wśród naszych nauczycieli właśnie te talenty, dostrzegam ich kreatywność oraz umiejętność dzielenia się zdolnościami, a niekiedy nawet i sercem. Świat nie stoi w miejscu, a my-nauczyciele szczególnie musimy o tym pamiętać, by nie przeoczyć w naszych uczniach tego, co po latach może okazać się wyjątkowe i niepowtarzalne.<br />
<br />
<strong>JM: </strong>Wiem, że uczniowie odnoszą znaczące sukcesy w wielu dziedzinach… <br />
<strong>KKK:</strong> Muszę przyznać, że uczniowie ujawniają bardzo różne talenty. Nasze liceum nazywane potocznie “Trójką”, często kojarzone jest przede wszystkim z naukami matematyczno-przyrodniczymi. Ale trzeba podkreślić, że obecna oferta szkoły jest bardzo szeroka, a więc daje również duże możliwości rozwoju uczniom o zainteresowaniach humanistycznych. Kilka dni temu z radością przyjęłam dobrą wiadomość o kolejnym sukcesie naszego ucznia, który został finalistą Olimpiady Informatycznej. Konkurs ten stawia przed uczniem ogromne wyzwania nie tylko z informatyki, ale również wymaga ugruntowanej i szerokiej wiedzy matematycznej. <br />
Trudno w krótkiej rozmowie wymienić wszystkie uczniowskie osiągnięcia. Do najważniejszych – z ostatnich trzech lat – zaliczę wysokie lokaty w konkursie ,,Supermatematyk”, ,,Kangur”, “Matematyka bez granic”, w Wojewódzkim Konkursie Astronomicznym, w Olimpiadzie Przedsiębiorczości oraz Olimpiadzie Wiedzy Ekonomicznej, w Ogólnopolskim Konkursie na Najlepsze Miniprzedsiębiorstwo, Wielkopolskim Konkursie Kultury Języka Polskiego (w roku 2008 nasza uczennica uzyskała Tytuł Mistrza Języka Polskiego), w Olimpiadzie Filozoficznej, Olimpiadzie Artystycznej, w Ogólnopolskim Konkursie Artystycznym “Młode Talenty”. Cieszą mnie także liczne sukcesy sportowe naszych licealistów, a także wysokie miejsca w turniejach szachowych i strzeleckich. Natomiast w ubiegłym roku naszym najwyższym osiągnięciem było zajęcie&#160; I miejsca w Szkolnej Internetowej Grze Giełdowej organizowanej przez Fundację Edukacji Rynku Kapitałowego w Warszawie.<br />
JM:&#160; W jaki sposób Pani zdaniem szkoła powinna wspierać uczniów, zarówno tych odnoszących sukcesy, jak i tych z problemami? <br />
KKK: W naszej auli wyeksponowaliśmy słowa&#160; Stefana Wyszyńskiego: “Szkoła nie jest instytucją autonomiczną i nadrzędną nad Narodem. Wyrasta z potrzeby Narodu, jego ducha”. Myślę, że Ksiądz Prymas precyzyjnie określił, komu i jak powinna służyć szkoła. W III Liceum, ponieważ taka jest też nasza misja, obejmujemy wsparciem zarówno uczniów szczególnie zdolnych, o czym świadczy choćby rozwój systemu klas akademickich, ale również tych licealistów, którzy potrzebują wsparcia i pomocy, zarówno dydaktycznej, jak i wychowawczej. Nauczyciele prowadzą nieodpłatne zajęcia wyrównawcze. Pragnę też podkreślić, że rodzice i uczniowie doceniają pracę pedagoga, który podejmuje wiele działań związanych z konkretną pomocą, w tym terapeutyczną, uczniom i ich rodzicom, ale również inicjuje realizację projektów uczniowskich. Wspiera również dyrekcję i nauczycieli w realizacji programów wychowawczych i profilaktycznych.<br />
<br />
<strong>JM: </strong>Jak układa się współpraca z rodzicami, jaki wpływ mają oni na życie szkoły?<br />
<strong>KKK:</strong> O przyjęcie do naszego liceum ubiegają się dobrzy uczniowie gimnazjów. W związku z tym ich rodzice to osoby zwykle o bardzo sprecyzowanych wymaganiach wobec szkoły. Zdecydowana większość prezentuje właśnie taką postawę i dzięki temu możemy wspólnie rozwiązywać pojawiające się&#160; problemy oraz realizować wiele zadań, o czym świadczą&#160; inicjatywy podejmowane przez Radę Rodziców, ale również przez klasowe zespoły rodzicielskie.<br />
Sądzę, że najważniejsze we współpracy nauczycieli z rodzicami jest wzajemny szacunek i zaufanie oraz świadomość tego, że w wychowaniu szkoła nigdy nie zastąpi fundamentu rodziny. Ale prawdą jest, że razem z rodzicami uczymy się miłości do naszych “wspólnych” dzieci, niekiedy przeżywających różne trudności, i myślę, że właśnie to najbardziej nas integruje w naszej szkole.<br />
<br />
<strong>JM:</strong> Czym żyje po godzinach III LO? Jaka jest oferta zajęć pozalekcyjnych, w co angażują się uczniowie i nauczyciele?<br />
<strong>KKK: </strong>Nasza szkoła “po godzinach”? Uczniowie, którzy chcą rozwijać swoje pasje, mają wiele możliwości. Myślę, że&#160; wiele propozycji przyciąga młodzież, poczynając od typowych kół zainteresowań nastawionych na rozwój w danej dziedzinie, a kończąc na projektach, np. teatralnych z aktorami poznańskich teatrów czy też projektach historycznych w ramach Szkolnego Koła Przyjaciół Armii Krajowej im. Floriana Marciniaka. <br />
Organizujemy również wyjazdy uczniów do zaprzyjaźnionych szkół za granicą, m.in. dzięki programowi Socrates-Comenius. Oprócz typowych wycieczek krajoznawczo-turystycznych czy też przedmiotowych urządzamy ciekawe przedsięwzięcia w szkolnym ośrodku wypoczynkowym w Lipnicy Wielkiej, zwanym przez nas potocznie “Przywarówką”. Uczniowie bywali tam na warsztatach teatralnych, obozie naukowym, wolontariackim i sportowym.<br />
<strong>JM:&#160;</strong> Wielkopolska wypadła bardzo dobrze w próbnych maturach z matematyki. Proszę o krótki komentarz na temat matury próbnej i jej wyników. Wiem, że III LO uważa matematykę za swoją najmocniejszą stronę.<br />
<strong>KKK:</strong> Tak, to prawda. Na próbnej maturze z matematyki osiągnęliśmy znacznie wyższy wynik niż średnia w okręgu czy w Wielkopolsce. Ale oczywiście chcielibyśmy być jeszcze lepsi.. Myślę, że w dużym stopniu pomogła nam też dodatkowa godzina matematyki realizowana w każdej klasie, która finansowana jest przez Urząd Miasta Poznania. Sądzę też, że wysoki wynik jest efektem zaangażowania nauczycieli, nieustannie motywujących uczniów do poszerzania umiejętności matematycznych, które w istotny sposób wpływają na ogólny rozwój młodego człowieka.<br />
<strong>JM: </strong>Dziękuję za rozmowę.<br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Mon, 21 Jun 2010 09:26:16 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=612:wzajemny-szacunek-i-wspopraca&amp;catid=100:wywiady&amp;Itemid=522</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Nie ma już innej edukacji niż ustawiczna</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=611:nie-ma-ju-innej-edukacji-ni-ustawiczna&amp;catid=100:wywiady&amp;Itemid=522</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" class="caption" title="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/Marcin Polak.jpg" alt="Fot.Archiwum" /> Z Marcinem Polakiem, twórcą i redaktorem naczelnym portalu edukacyjnego  edunews.pl rozmawia Adam Kowalski</p>

<p align="justify"><br />
<strong>ADAM KOWALSKI:</strong> W internecie działa sporo portali edukacyjnych, Pan jednak zdecydował się na budowę następnego. Skąd taka decyzja i – jak Pan sądzi – dlaczego środowiska oświatowe w coraz większym stopniu szukają wiadomości, komentarzy, raportów, opracowań pod adresem: www.edunews.pl?<br />
<strong>MARCIN POLAK:</strong> Tworząc Edunews.pl chcieliśmy pokazać, że można stworzyć ciekawy portal o edukacji nie szufladkowanej jedynie do kategorii “wieści z systemu oświaty”. Edukacja jako proces to przecież coś znacznie szerszego i wychodzącego poza granice Polski. Ma charakter uniwersalny – pewne procesy w edukacji, na przykład pod wpływem nowych technologii, będą oddziaływały globalnie na sposób kształcenia i uczenia się na całym świecie. Warto o tym pisać, ponieważ na naszych oczach zmienia się sposób, w jaki nauczamy i uczymy się. Do momentu pojawienia się Edunews.pl nie było takiego portalu edukacyjnego, który zajmowałby się edukacją w wymiarze globalnym, przybliżał polskim odbiorcom, mającym przecież często kłopoty ze znajomością języków, tematy, które mogą być za chwilę ważne także dla polskich szkół, nauczycieli i uczniów.<br />
Działamy ponad dwa lata, od lutego 2008 roku. Postanowiliśmy tworzyć portal o nowoczesnej edukacji, co zobowiązuje do ciągłych poszukiwań: innowacji, nowych wyników badań, doświadczeń. Myślę, że proponowana przez nas formuła – ukazywanie edukacji w skali globalnej, badań, trendów, doświadczeń, rozwiązań, ale również pokazywanie, jak działania podejmowane w Polsce (a mamy czym się chwalić na świecie!) wpisują się w trendy globalne, przyciągają coraz to nowych użytkowników. Mamy po prostu bardzo dużo unikalnych i ciekawych treści, które mogą wytłumaczyć, co tak naprawdę się w tej edukacji dzieje i w jaką zmierzamy stronę. To nas wyróżnia! W 2009 r. w przeglądzie portali edukacyjnych opublikowanym na łamach czasopisma e-Mentor, zostaliśmy wymienieni jako jeden z dwóch najbardziej wartościowych serwisów edukacyjnych w polskim internecie. Obok Scholarisa, na który Ministerstwo Edukacji Narodowej wydało przecież miliony złotych... Cieszymy się, że środowisko oświatowe docenia nas i możemy tylko obiecać, że nadal będziemy dostarczać dobrą jakość.<br />
<strong>AK:</strong> Czego ten sukces od Pana wymagał? Pytam o tworzenie koncepcji portalu, jego prowadzenie, poszukiwanie wiarygodnych źródeł informacji, zdobywanie pieniędzy na działalność, itp.<br />
<strong>MP:</strong> Najważniejszy jest pomysł. Od niego do realizacji wcale nie ma dalekiej drogi. Mamy dziś olbrzymie możliwości tworzenia wartościowych zasobów w internecie. Opracowanie własnego portalu nie wymaga wielkich nakładów finansowych, gdyż tak naprawdę przyzwoite serwisy można stworzyć korzystając z narzędzi open source (np. Joomla, Google websites). Prawdziwe kłopoty zaczynają się, gdy już serwis powstanie. Jak przejrzymy edukacyjne strony internetowe, natrafimy na setki portali i stron, które powstały, ale potem zamarły.<br />
Prowadzenie ambitnego portalu wymaga bardzo dużo własnej pracy i samozaparcia lub dużo środków finansowych, aby zbudować solidną redakcję. Edunews.pl jest małą inicjatywą prywatną i powstał w całości za prywatne pieniądze. Wpływy z reklam finansują tylko część wydatków związanych z jego prowadzeniem. O sukcesie portalu decydują przede wszystkim: konsekwencja w realizacji pomysłu przez naszą mikro-redakcję oraz zewnętrzna pomoc dobrych duchów edukacji, czyli osób, które widzą wartość tego serwisu i chcą na jego łamach dzielić się z innymi swoimi przemyśleniami. Autorów, którzy tworzą społeczność Edunews.pl jest bardzo dużo, ale chciałbym tu wymienić przede wszystkim dwie osoby, które bardzo dużo wniosły: Małgorzatę Taraszkiewicz i Juliana Piotra Sawińskiego. Skorzystam z okazji i bardzo serdecznie im podziękuję za aktywność i wsparcie. <br />
Chciałbym, aby takich autorów było więcej, ale w Polsce, mam takie wrażenie, mamy problem odwagi zabierania głosu na tematy oświatowe. Zwłaszcza nauczyciele powinni się jak najczęściej wypowiadać, ale tego nie robią. Są zastraszeni przez swoich dyrektorów? Boją się prezentacji własnych poglądów? Debata edukacyjna w Polsce jest bardzo uboga, jeśli w ogóle możemy mówić o jakiejś debacie.<br />
Nie ma za to najmniejszych problemów z wiarygodnymi źródłami informacji. W Edunews.pl czerpiemy wiedzę o procesach edukacyjnych z serwisów i mediów z całego świata - na przykład z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Korei, Singapuru, Australii i Nowej Zelandii, krajów skandynawskich, no i oczywiście z wielu polskich, świetnych zasobów tworzonych przez organizacje pozarządowe (CEO), media (PAP Nauka w Polsce), edukatorów (tu wymienię przynajmniej dwa: blog Witka Kołodziejczyka “Edukacja przyszłości” i serwisy Leszka Hojnackiego).<br />
<strong>AK: </strong>Kto korzysta z zasobów portalu? Czy dostają Państwo od swoich odbiorców ich opinie, sugestie, postulaty? <br />
<strong>MP: </strong>Serwis jest skierowany do wszystkich, którzy są zainteresowani przemianami w edukacji. Najwięcej mamy użytkowników ze szkół i uczelni, ale także z instytucji okołoszkolnych. Odwiedzają nas często dyrektorzy szkół i nauczyciele, którzy poszukują w naszych publikacjach inspiracji do zmiany, rozwoju, poprawy jakości czy komunikacji, ale także opinii na temat przydatności w edukacji cyfrowych narzędzi edukacyjnych. Chętnie czytają nas pracownicy wydawnictw edukacyjnych, którzy otwarcie przyznają w rozmowach, że jesteśmy dla nich prawdziwą kopalnią informacji przydatnej w ich codziennej pracy. Pomagamy również promować wartościowe inicjatywy edukacyjne organizacji pozarządowych i utrzymujemy z nimi bliską współpracę. Wiele ciekawego dzieje się wokół szkoły, zwłaszcza w tych obszarach, w których szkoła nie ma miejsca na nowe zajęcia. Warto to pokazywać i stąd organizacje pozarządowe i ich pracownicy często goszczą na naszych łamach. Mamy bardzo dużo informacji zwrotnej dotyczącej naszej działalności. Zbieramy opinie na temat serwisu i staramy się odpowiadać na zapotrzebowanie.<br />
<strong>AK: </strong>Jak portal będzie się rozwijał w najbliższym czasie, tzn. jakie akcenty merytoryczne będą wprowadzone albo dowartościowane?<br />
<strong>MP: </strong>Naszym celem jest przybliżanie polskim odbiorcom zmieniającego się krajobrazu edukacji. Tu jesteśmy konsekwentni od samego początku. Zamierzamy więcej miejsca poświęcać doświadczeniom instytucji edukacyjnych z wprowadzania innowacyjnych rozwiązań w edukacji szkolnej i akademickiej, publikować ciekawe wyniki badań dotyczących edukacji i realizowanych w ośrodkach badawczych na całym świecie, sporo miejsca będziemy poświęcać technologiom edukacyjnym do wykorzystania przez nauczycieli. W tym ostatnim przypadku nie jest naszym celem pokazywanie i zachwycanie się kolejnymi nowinkami technologicznymi, lecz uważne przyglądanie się tym, które mogą być lepiej i szerzej wykorzystane z pożytkiem dla uczących się w szkołach i na uczelniach oraz dla rozwoju kompetencji nauczycieli.<br />
Bardzo nam zależy na pobudzaniu oddolnej debaty na tematy edukacyjne. Nie możemy rozmawiać o edukacji tylko wówczas, gdy do działań informacyjnych mobilizuje się ministerstwo edukacji lub związki zawodowe. Nie bójmy się chwalić i proponować rozwiązania, które mogą przynieść wiele dobrego polskiej szkole i uczelni. Zapraszamy wszystkich, którym zależy na rozwoju edukacji do przesyłania swoich opinii i komentarzy. A jeśli ktoś się boi publikować pod swoim nazwiskiem – można przecież pod pseudonimem. <br />
<strong>AK: </strong>Porozmawiajmy o samej edukacji. Czy po licznych reformach i zmianach ma ona szanse dać przydatne wykształcenie młodym Polakom?<br />
<strong>MP: </strong>To zależy o jakiej edukacji mówimy. Jeśli o formalnej, systemie oświaty, to szczerze wątpię. Jakby nie patrzeć, to nowa podstawa programowa jest nadal przeładowana teorią, a praktycznej edukacji w niej jak na lekarstwo. Dotychczas zmian w kierunku praktycznej edukacji było zdecydowanie za mało. Nawet najbardziej przydatny życiowo przedmiot, jakim powinna być nauka przedsiębiorczości, stał się zbiorem ogólnych teorii i informacji, które nijak są potrzebne młodym ludziom do szczęścia. Gdzie jest to kształtowanie przedsiębiorczych postaw? Albo spójrzmy głębiej – mamy jeden z najwyższych w UE wskaźników bezrobocia młodych ludzi w wieku 18-24 lat. Według danych GUS, bezrobocie w tej grupie utrzymuje się wysoko i rośnie. To dowód na to, że wieloletnie reformy, korekty i zmiany w systemie oświaty nic jeszcze młodym Polakom nie dały – nadal nie potrafią sobie oni poradzić na rynku pracy.<br />
Co innego jeśli spojrzymy na edukację nieformalną. W dużej mierze ciężar praktycznej edukacji spoczywa dziś na organizacjach pozarządowych, które starają się realizować w szkołach programy wyposażające młodych ludzi w podstawowe kompetencje przydatne w dorosłym życiu. Podstawą rozwoju młodzieży są projekty – uczestnicząc w nich i przygotowując najróżniejsze inicjatywy uczniowie zdobywają o wiele cenniejsze umiejętności niż przesiadując godzinami w ławkach. Kto nauczy się pracy metodą projektu w szkole, będzie w stanie dobrze komunikować się z członkami zespołu w swojej pracy, nie będzie się bał podejmowania decyzji – poradzi sobie potem w dorosłym życiu.<br />
Coś ważnego się zmieniło we współczesnym świecie. Edukacja przestała być procesem zamkniętym, ograniczonym do wieku czy miejsc. To jest ciągły i zmienny proces, w którym trzeba uczyć się przez całe życie. I dlatego nie można uznać, że już zreformowaliśmy system oświaty i teraz będzie dobrze. Nie, wprowadziliśmy zmiany wczoraj, ale jutro musimy wprowadzić kolejne, bo tak szybko zmienia się świat pod wpływem procesów globalizacji i rozwoju technologicznego. Bardzo trafnie Leszek Hojnacki na łamach Edunews.pl zauważył, że “nowa podstawa programowa”, gdy skończymy ją wprowadzać w 2014 r., będzie już przestarzała. Reforma edukacji, tak jak proces edukacji, powinna być kategorią ustawiczną, powszednią. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Ci co narzekają na reformy, nie rozumieją, że zmienił się świat i że edukacja ma dziś znacznie większe znaczenie dla każdego człowieka niż 20 lat temu.<br />
<strong>AK: </strong>Jakie elementy dzisiejszej oświaty powinny ulec istotnym przekształceniom? Co Pana zdaniem osłabia ten system, nie pasuje do niego?<br />
<strong>MP: </strong>Większość raportów wskazuje, że jakość edukacji zależy bezpośrednio od kwalifikacji, entuzjazmu i kreatywności nauczycieli. W krajach skandynawskich nauczycielami zostają tylko najlepsi z najlepszych absolwentów uczelni pedagogicznych. U nas nauczycielem może zostać każdy, a często zostaje się, aby się “zaczepić” na rynku pracy. Bardzo mało młodych nauczycieli wytrzymuje próbę szkoły. Wykańczają ich nie tylko beznadziejnie niskie zarobki, ale także nieprzygotowanie do zawodu. Z drugiej strony są oni potencjalnie lepiej przygotowani do nauczania niż starsze pokolenie, ponieważ lepiej rozumieją młodzież i znają się na narzędziach, którymi posługują się biegle młodzi ludzie. Potrzebny jest system wspierania rozwoju młodych nauczycieli w szkołach – może trzeba pomyśleć o dodatkach do wynagrodzenia, ale tylko wówczas, jeśli taki młody nauczyciel zobowiązuje się do pozostania w systemie oświaty np. przez kolejne 5-10 lat i do ustawicznego pogłębiania kwalifikacji (specjalny, nowoczesny program szkoleń, jakiego niestety obecnie system oświaty nie oferuje nauczycielom). Niech młodym pedagogom chce się rozwijać i zostawać w szkole! Niech widzą w tym sens!<br />
Skoro o szkoleniach mówimy, to tu moim zdaniem przydałaby się zmiana filozofii szkolenia nauczycieli. Nie chodzi o to, aby posługiwali się podstawowymi narzędziami epoki cyfrowej – komputerem, edytorem tekstu, programem do prezentacji, itp. To za mało! Chodzi o to, żeby byli twórcami narzędzi dydaktycznych z wykorzystaniem najnowszych urządzeń, oprogramowania i narzędzi internetowych. Nauczyciele nie mogą oczekiwać, że wydawcy czy instytucje edukacyjne będą zawsze podawać pomoce naukowe i dydaktyczne na talerzu. System szkolenia nauczycieli musi być nastawiony na podnoszenie umiejętności posługiwania się (w celach edukacyjnych) tymi samymi narzędziami, których używa młodzież. Kolejna kompetencja, która wymaga rozwoju to komunikowanie się i współpraca w środowisku wirtualnym. Nauczyciel, który chce skutecznie uczyć, musi potrafić stworzyć i funkcjonować w społeczności osób uczących się. To jest najprostsza droga do podniesienia jakości nauczania.<br />
Za mało praktycznej edukacji i nadal zbyt obszerny program nauczania. Twórcom reformy programowej albo zabrakło odwagi, albo nie wzięli pod uwagę opinii tych, którzy najbardziej są zainteresowani treściami nauczania: uczniów. Pytamy dziś profesorów, jak ma wyglądać program nauczania, a nie pytamy uczniów? Może czas na zmianę? Dzisiaj nie ma potrzeby wiedzieć wszystko z danego przedmiotu! Moja wiedza jest także poza moją głową! Jeśli nie wiem, mam wyszukiwarkę i jestem w stanie się dowiedzieć w kilka minut. Czy nie sensowniej byłoby podzielić materiał na to, co musi wytłumaczyć nauczyciel i na to, co może wytłumaczyć komputer? Dlaczego nie rozwijamy elearningu na poziomie szkolnym? Przecież duża część zagadnień może być studiowana przez uczniów metodą kursów elearning, choćby w ramach pracy domowej. E-learning to przyszłość edukacji, także szkolnej. Badania naukowców uniwersytetów Stanforda i Harvardu wskazują, że za dekadę połowa zajęć w amerykańskich szkołach średnich będzie realizowana online. To trend, który dotrze również do Polski i, co więcej, jest to sensowne rozwiązanie dla przeładowanego programu nauczania w klasie (nie mówiąc o oszczędnościach dla budżetu).<br />
Na koniec – metoda projektowa na każdym przedmiocie w gimnazjum i szkołach ponadgimnazjalnych. W szkole nie możemy przekazywać tylko wiedzy. To jest miejsca na kształcenie umiejętności poruszania się w świecie ludzi dorosłych i odpowiedzialnych. Temu właśnie służą projekty. Uczą współpracy w zespole, odpowiedzialności, planowania, rozwijają techniki komunikowania się, zarządzania procesami, czasem, a nawet zasobami finansowymi. Nic tak nie przygotowuje młodych ludzi do funkcjonowania na rynku pracy jak aktywny udział w projektach. Tego nie da się nauczyć na zajęciach prowadzonych tradycyjną metodą, a przecież projekty może prowadzić na polskim, matematyce, biologii, podstawach przedsiębiorczości – w ramach każdego przedmiotu!<br />
<strong>AK: </strong>Jaka jest Pana opinia o talentach, umiejętnościach pedagogicznych i zaangażowaniu obecnych i przyszłych nauczycieli?<br />
<strong>MP:</strong> Trochę już o tym powiedziałem. Spotkałem się z wieloma opiniami absolwentów uczelni pedagogicznych, którzy trafiając do placówek edukacyjnych stwierdzili, że jest to świat, do jakiego studia ich w ogóle nie przygotowały. Uważam, że kluczem do sukcesu szkół jest kształcenie pedagogów XXI wieku, a zatem osób, które potrafią świetnie posłużyć się nowymi technologiami w celach edukacyjnych, którzy rozumieją cyfrową rzeczywistość, którzy potrafią komunikować się z “cyfrowymi tubylcami”, czyli uczniami, którzy dorastali otoczeni przez cyfrowe technologie. Wydaje mi się, że systemy edukacji nie nadążają za zmianami w świecie i zwłaszcza w obszarze kształcenia pedagogów pozostają jeszcze w XX wieku. Nie jest to tylko moja opinia, gdyż takie twierdzenia pojawiają się w różnych serwisach: brytyjskich, amerykańskich, australijskich, itp.<br />
<strong>AK: </strong>W ogólnym sukcesie bądź porażce liczą się także postawy rodziców, ich chęć oraz jakość współpracy z nauczycielami.<br />
<strong>MP:</strong> Ależ oczywiście. Zaangażowanie rodziców jest bardzo ważne, ale zbyt często szkoła “używa” ich instrumentalnie. Rola rodziców nie powinna polegać tylko na wspieraniu finansowym szkoły w jej działalności nadobowiązkowej. Szkoła musi podjąć wysiłek organizacji i moderowania kontaktów z rodzicami poza tzw. wywiadówkami i pracami Rady Rodziców. I tu znowu pojawiają się dobre rozwiązania dzięki nowym technologiom. Jak się okazuje, wprowadzenie elektronicznego dziennika zamiast papierowego, prowadzi do intensyfikacji kontaktów rodziców ze szkołą i lepszej komunikacji na linii rodzic-nauczyciel. Wykorzystajmy to narzędzie jako formę platformy komunikacyjnej, poprzez którą rodzice będą dowiadywać się więcej na temat szkoły, do której uczęszczają ich dzieci.<br />
<strong>AK: </strong>To – proszę powiedzieć – jaka jest ta polska szkoła? Zacofana i zapóźniona, jak chcę niektórzy czy coraz bardziej nowoczesna, otwarta na zmiany, jak twierdzi większość specjalistów?<br />
<strong>MP: </strong>Trudno o wspólny mianownik. Są różne szkoły – słabe i zacofane, jeśli patrzeć od strony otwartości na innowacje i nowoczesne narzędzia dydaktyczne, ale i wspaniałe, dynamiczne szkoły-wyspy, które świetnie przygotowują do życia i których absolwenci swobodnie konkurują na rynku pracy polskim i zagranicznym. Myślę, że świadomość potrzeby przebudowy szkoły na bardziej otwartą i nowoczesną powoli dociera do dyrektorów i kadry nauczycielskiej. Jest to jednak proces, który nie trwa rok czy dwa, ale latami.<br />
Uważam, że podstawowy problem nie tkwi w infrastrukturze technologicznej szkoły, ale w głowach nauczycieli. Trudno jest, co zrozumiałe, nauczycielom zaakceptować zmianę, jaka dokonała się pod wpływem rozwoju technologicznego i rozwoju internetu. Uczeń wie i potrafi dziś niekiedy o wiele więcej niż osoba, która ma go uczyć. Potrafi się sprawniej poruszać w sieci, swobodnie używa komputerów i innych urządzeń cyfrowych, zaś szkole stawia wysokie wymagania: że nauka dostarczy mu podobnych funkcjonalności jak środowisko wirtualne, w którym najchętniej przebywa; że będzie mógł uczyć się nie tylko w klasie, ale także “w drodze”; że będzie miał możliwość twórczej ekspresji poprzez narzędzia, które nosi w swojej kieszeni; że przekaz edukacyjny będzie spersonalizowany i dopasowany do jego poziomu i talentów, wreszcie, że będzie mógł się uczyć w grupie z rówieśnikami, w klasie i poza nią. To jest inny uczeń niż 20 lat temu. On wymaga innej szkoły i innego podejścia. Polecam zobaczyć dwie prezentacje dostępne na stronie głównej Edunews.pl – “Zwróć uwagę” oraz “Czym jest pedagogika XXI wieku”. Trzeba zrozumieć, że zmiana nastąpiła.<br />
<strong>AK:</strong> Dla życia i rozwoju społeczeństwa ważna jest również edukacja ustawiczna. Co Pan sądzi o jej roli?<br />
<strong>MP: </strong>W ogóle nie ma już chyba innej edukacji niż ustawiczna i to powinniśmy sobie wszyscy uświadomić, jeśli zależy nam na odnoszeniu sukcesów w życiu. Teraz mamy edukację od przedszkola (a może i żłobka?) do seniora. Na etapie szkoły i uczelni napełniamy się jakąś wiedzą, czasem też trochę przydatną w życiu. Ale najwięcej uczymy się w działaniu: w pracy i podczas różnych aktywności społecznych. Edunews.pl od samego początku istnienia zwraca uwagę na edukację przez całe życie i często piszemy o projektach rozwijających praktyczne umiejętności potrzebne w życiu osobistym czy zawodowym. Tymczasem Polacy zbyt rzadko doszkalają się i pogłębiają swoje kompetencje zawodowe, co przy szybko zmieniającym się rynku pracy może wkrótce przynieść wiele negatywnych konsekwencji. Jeśli przeczytamy raport “Polska 2030” w części dotyczącej rynku pracy i edukacji, nie możemy mieć żadnych wątpliwości, że społeczeństwo musi szybko dojrzeć do edukacji ustawicznej, albo szybko pojawią się poważne problemy społeczne. To wyzwanie dla wielu instytucji związanych z sektorem edukacji i przydałby się jakiś szerszy narodowy plan promujący edukację przez całe życie. Nie możemy siedzieć z założonymi rękami i liczyć na to, że coś się zmieni...<br />
<strong>AK:</strong> Dziękuję za rozmowę.<br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Mon, 21 Jun 2010 09:22:19 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=611:nie-ma-ju-innej-edukacji-ni-ustawiczna&amp;catid=100:wywiady&amp;Itemid=522</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Nauczycielem się jest 24 godziny na dobę</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=610:nauczycielem-si-jest-24-godziny-na-dob&amp;catid=100:wywiady&amp;Itemid=522</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" alt="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/3 fot poznan.JPG" title="Fot.Archiwum" class="caption" /> Gdy trzeba stanąć przed koniecznością rozmowy z dzieckiem na temat  śmierci, słów brakuje nawet najodważniejszym. I choć tak naprawdę często  to właśnie dziecko wykazuje się dojrzałością i wolą zrozumienia, czym  jest umieranie i dlaczego wszyscy musimy kiedyś odejść, dorosły nie  zawsze radzi sobie z tym zadaniem.</p>

<p align="justify">Z AGATĄ FICERMAN, DYREKTOR IV LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCEGO W POZNANIU, ROZMAWIA JUSTYNA MISIEJUK.<br />
JUSTYNA MISIEJUK: IV Liceum Ogólnokształcące w Poznaniu dwa lata temu obchodziło 60-lecie. Proszę opowiedzieć czytelnikom o szkole, jej tradycjach i codzienności.<br />
AGATA FICERMAN: Rzeczywiście “Czwórka” to szkoła z ponad 60-letnią tradycją. Została założona 1 września 1948 r., a w 1973 roku nadano jej imię Komisji Edukacji Narodowej. Dziś jednak staramy się nie tylko żyć tą tradycją – oczywiście święto naszego patrona, Komisji Edukacji Narodowej jest zawsze bardzo uroczyście obchodzone – ale także kładziemy nacisk na to, by szkoła, choć “wiekowa”, była placówką nowoczesną, odpowiadającą potrzebom młodzieży.<br />
Mamy dwie w pełni wyposażone sale komputerowe, w czytelni mieści się centrum multimedialne ze stałym dostępem do internetu, księgozbiór biblioteki jest w całości komputerowo skatalogowany, we wszystkich salach lekcyjnych znajdują się komputery, a w wielu rzutniki multimedialne. Takie wyposażenie szkoły jest już właściwie standardem, ale i znakiem czasów, w których żyjemy.<br />
Zmienia się świat, zmienić się musi także szkoła w zakresie procesu wychowawczo-edukacyjnego, choć oczywiście pewne wartości muszą pozostać niezmienne, jak sumienność, uczciwość – i na te wartości kładziemy nacisk.<br />
Otwarcie na młodzież i jej potrzeby, umiejętność dostosowania warunków i metod uczenia do zmieniającej się sytuacji, to moim zdaniem duży atut naszej szkoły i naszego grona.<br />
JM: Szkoła od lat 60. specjalizuje się w języku angielskim, co z pewnością wtedy ją wyróżniało. Czy dziś nadal – w warunkach większej konkurencji i powszechnego nauczania tego języka – IV LO uważa właśnie język angielski za swoją wizytówkę? <br />
AF: Język angielski jest już dziś językiem nauczanym właściwie od przedszkola. Młodzież przychodzi do szkoły z jego znajomością, nasze zadanie to zatem bardziej szlifowanie języka. Sama jestem nauczycielem chemii i języka angielskiego, więc przyglądam się temu procesowi dokładnie. By osiągnąć jak najlepsze wyniki, uczniowie są dzieleni na grupy zależnie od poziomu zaawansowania. Pozwala to na indywidualną pracę z uczniem – grupy liczą maksymalnie do kilkunastu osób. Wyniki egzaminów maturalnych rzeczywiście wskazują na to, że szkoła potrafi dobrze przygotować do matury.<br />
Oczywiście dziś wizytówką szkoły nie jest sam język angielski, a raczej system międzyoddziałowego nauczania języków obcych, który od dwóch lat działa w “Czwórce”. Ten system to jeden z projektów, służących dostosowaniu oferty edukacyjnej do potrzeb młodzieży.<br />
JM: IV LO chlubi się także znakomitą atmosferą i życzliwym, fachowym gronem pedagogicznym. Czy to prawda, że większość grona, łącznie z Panią, to absolwenci? Co takiego szkoła w sobie ma, że nie mogli się Państwo z nią rozstać? <br />
AF: W naszym informatorze umieściliśmy nawet rodzaj sloganu, że “Czwórka” to szkoła, do której się wraca. O niezwykłości tego miejsca świadczą też, organizowane co pięć lat, zjazdy absolwentów, na które przyjeżdżają z całego świata, uznając, że bez nich zjazd odbyć się nie może.<br />
Sama&#160; jestem absolwentką szkoły, podobnie jak mój zastępca dyrektor Waldemar Dróżdż i spora grupa naszego grona pedagogicznego Jest nas&#160; kilkanaścioro – absolwentów szkoły, którzy po latach do niej wrócili i tu pracują.<br />
Nauczyciele “Czwórki” to zgrane i fachowe grono. Zdarza się, że otrzymują propozycje pracy w innych, czasem bardziej prestiżowych szkołach, a jednak zostają tu, właśnie z uwagi na ten specyficzny klimat. Nauczyciele, choć na lekcjach wymagający, potrafią np. wystawić dla młodzieży jakąś sztukę. W zeszłym roku nauczyciele razem z uczniami wystąpili w jasełkach, a w tym roku sami pedagodzy zagrali w “Czerwonym Kapturku” – przedstawieniu przygotowanym z okazji święta wiosny i tzw. CDnia Wagarowicza. Jest on tradycyjnie obchodzony w szkole jako dzień międzynarodowy – dlatego też nauczyciele grali w językach obcych, zabawa była przednia. My się po prostu dobrze dogadujemy, a nawet przyjaźnimy, lubimy ze sobą pracować i spędzać czas. A to, jak my – nauczyciele się do siebie odnosimy, przenosi się na uczniów i oni też tu chętnie przebywają, a po latach wracają.<br />
JM: Proszę przedstawić uczniów IV LO. Jaki wpływ mają na życie szkoły, jak się w niej czują, na jakich ludzi wyrastają? <br />
AF: IV LO jest szkołą położoną na obrzeżu miasta, nasi uczniowie to w przeważającej części młodzież, która dojeżdża do Poznania z okolicznych miejscowości. Wymaga to często sporego samozaparcia, np. z niewielkiego Grodziszczka jest tylko jeden poranny autobus, jeśli coś się stanie (jak tej zimy zaspy i śnieżyce), uczniowie nie mają szans na dojazd do szkoły. Pokonywanie takich trudności to też lekcja życia, wiele może nauczyć – to kształtuje obowiązkowość, samodzielność, wyrabia charakter. Tacy uczniowie wiedzą, że ukończenie dobrej szkoły gwarantuje lepszy start w dorosłe życie, więc im zależy na uczeniu się.<br />
A jak się tu czują? Wracają do szkoły, więc chyba dobrze. Zwłaszcza jesienią widać, jak bardzo młodym absolwentom “Czwórki” brakuje naszej szkoły. Właściwie nie ma dnia bez wizyty któregoś z absolwentów. Wtedy dopiero przyznają się, z jaką nostalgią myślą o szkole, nauczycielach – a przecież oni dopiero ją ukończyli! <br />
JM: Proszę przedstawić największe sukcesy i osiągnięcia szkoły.<br />
AF: Oczywiście możemy się pochwalić sukcesami, ale ważniejsza jest dla nas dobra atmosfera pracy i to, by młodzież dobrze się czuła w murach “Czwórki”. Wydaje mi się, że miarą szkoły nie jest liczba olimpijczyków, których przecież i u nas nie brakuje – mamy np. finalistów olimpiady geograficznej, fizycznej i chemicznej. W realnym życiu młodzież czeka prawdziwy “wyścig szczurów”, natomiast szkoła nie powinna być miejscem niezdrowej rywalizacji.<br />
Do naszych sukcesów można zaliczyć np. spore osiągnięcia w konkursach i rajdach turystyczno-krajoznawczych. Są one na tyle znaczące, że postanowiliśmy nawet utworzyć nowy profil klasy o takim właśnie charakterze. Uczniowie biorą udział w konkursach przedmiotowych, teatralnych, muzycznych i nasze gabloty zapełniają się trofeami. Spore też sukcesy odnosimy “w&#160; sporcie – co roku znajdujemy się w czołówce poznańskich liceów.<br />
JM: Czym żyje po godzinach IV LO? Jaka jest oferta zajęć pozalekcyjnych, w co angażują się uczniowie i nauczyciele? <br />
AF: Jak już wcześniej wspomniałam, IV LO to szkoła, do której młodzież dojeżdża, często z daleka, więc zajęcia dodatkowe i pozalekcyjne muszą się odbywać dosyć wcześnie. Musimy brać pod uwagę, że często liczba uczestników nie będzie w pełni zadowalająca – bo np. następnego dnia uczniowie mają ważny sprawdzian. Mimo to jednak nasza oferta takich zajęć jest bardzo szeroka.<br />
Miłośnicy aktorstwa i śpiewu znajdą w szkole kółko teatralne, współpracujące z Teatrem Polskim w Poznaniu oraz koło muzyczne. Po raz kolejny przystąpiliśmy też do projektu “Shakespeare in school”, łączącego naukę języka angielskiego z zajęciami z aktorstwa.<br />
Szkolna psycholog prowadzi koło psychologiczne. Bardzo aktywnie działa “Klub 8”, czyli szkolny wolontariat, prowadzone są też koła przedmiotowe, np. geograficzne, biologiczne. Sportowcy mogą rozwijać swe zainteresowania, grając w koszykówkę, siatkówkę czy halową piłkę nożną.<br />
JM: Z kim szkoła współpracuje, aby lepiej uczyć i wychowywać?<br />
AF: Ważne jest, by uczyła i wychowywała dobrze we własnym zakresie. Ale oczywiście staramy się uatrakcyjnić naszą ofertę edukacyjną poprzez współpracę z wieloma instytucjami. W szkole organizowane są tzw. koncerty edukacyjne połączone z wykładami z historii muzyki, młodzież bierze też udział w projekcie “Bliscy nieznajomi” prowadzonym przez Teatr Polski. Uczestniczymy w drugiej edycji międzyszkolnego projektu pod patronatem dyrektora Wydziału Oświaty Miasta Poznania Shakespeare in school. Ponownie ubiegamy się o uczestnictwo w programie SOCRATES – poprzednia edycja była bardzo udana, młodzież i nauczyciele mieli okazję do wymiany doświadczeń z młodzieżą i profesorami z Włoch, Anglii, Niemiec i Finlandii.<br />
Szkoła współpracuje tez z uczelniami wyższymi – nasza młodzież chodzi na wykłady i zajęcie na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, wykładowcy akademiccy przychodzą prowadzą u nas wykłądy , współpracujemy też z Instytutem Pamięci Narodowej i Fortem VII. Uczniowie “Czwórki” reprezentują Polskę w Młodzieżowym Parlamencie Europejskim. Nowym współpracownikiem szkoły jest dominikanin ojciec Jan Góra,. W tym roku po raz pierwszy rekolekcje odbyły się w ośrodku&#160; w Lednicy, młodzież była zachwycona taką formą. To oczywiście tylko najważniejsze projekty, w których bierzemy udział.<br />
JM: A współpraca z rodzicami? Jaki wpływ mają na życie szkoły?<br />
AF: Rada Rodziców jest bardzo ważnym organem wspierającym szkołę. To właśnie dzięki ich zaangażowaniu udało się skomputeryzować wszystkie sale lekcyjne, co pozwoli na uruchomienie od września dziennika elektronicznego. Szkoła zawsze może liczyć na życzliwość ze strony rodziców – w końcu chodzi o dobro dzieci.<br />
JM: Oświatowa rzeczywistość ostatnio przeżywa sporo zmian. Które z nich uważa Pani za najważniejsze, a do których ma Pani dystans?<br />
AF: Spory dystans mam do nowych pomysłów ministerstwa, tych które zakładają, że np. młodzież w liceum ogólnokształcącym będzie się zaledwie rok uczyła&#160; historii Polski. Co w ten sposób osiągniemy? Stworzymy naród, który nie będzie znał własnej przeszłości, tożsamości.<br />
Od lat obserwuję młodych ludzi, ich frustracje związane z wyborem&#160; kierunku studiów, często nawet w klasie maturalnej nie potrafią o tym zadecydować. Obawiam się, że kolejna reforma oświaty sprawi, że taką życiową decyzję uczniowie będą musieli podjąć jeszcze wcześniej. Bo czy rzeczywiście w wieku 14-15 lat wszyscy wiedzą, co jest ich życiowym powołaniem?<br />
Zmiany dotyczące godzin pracy nauczyciela także uważam za chybione. Pokutujące przeświadczenie, że nauczyciel pracuje tylko 18 godzin tygodniowo, wymusiło na władzach wprowadzenie konieczności przeprowadzania i dokumentowania dodatkowej godziny zajęć tygodniowo i to oczywiście bez gratyfikacji. Czy naprawdę trzeba przypominać i tłumaczyć, że mowa jest o 18 godzinach dydaktycznych? Czy ktoś kiedyś policzył , ile godzin tygodniowo spędza przeciętny nauczyciel na poprawianiu prac, przygotowywaniu materiałów na zajęcia, ile czasu poświęca dodatkowo swoim uczniom na lekcje wyrównawcze, na wyjścia do teatru, kina, na wycieczki? Razem to często przekracza nawet i 50 godzin tygodniowo, ale wszyscy widzą i pamiętają te 18 godzin. Takie myślenie powinno się zmienić, bo przecież wykonywanie zawodu nauczyciela nie kończy się z wyjściem ze szkoły. Nauczycielem się jest 24 godziny na dobę i 365 dni w roku, a to wymaga nie lada siły i pasji.<br />
JM: Dziękuję za rozmowę.<br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Mon, 21 Jun 2010 09:19:44 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=610:nauczycielem-si-jest-24-godziny-na-dob&amp;catid=100:wywiady&amp;Itemid=522</guid>
        </item>
        <item>
            <title>“Zapisz koniecznie!”</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=609:zapisz-koniecznie&amp;catid=78:kultura&amp;Itemid=422</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" alt="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl//images/krzyzowka.jpg" title="Fot.Archiwum" class="caption" /></p>
<p>Kiedy wybuchła wojna, Dzidzia, córka Żydówki i Niemca, miała 6 lat. Czy  to wystarczająco dużo, aby mogła zrozumieć, co to znaczy być żydowską  krzyżówką pierwszego stopnia i dlaczego w każdej chwili, ktoś mógł  odebrać i skrzywdzić jej mamę? Już jako dorosła osoba, Anita Halina  Janowska, opisuje swoje dzieciństwo z perspektywy czasu. Jest to swego  rodzaju podróż do przeszłości, poszukiwanie własnych korzeni, próba  odpowiedzi na pytanie, kim byłam wtedy i kim jestem teraz?</p>

<p align="justify">“Co nie jest rasą na tym świecie, jest śmieciem” – pisał Hitler w “Mein Kampf”. Te słowa towarzyszyły Halinie przez całe dzieciństwo i okres wojny. Nie zagnieździły się one w jej pamięci bez powodu. Lilka, starsza siostra zapisała je na papierze, a następnie oprawiła w ramki i umieściła nad łóżkiem. Zrobiła to prawdopodobnie, by uspokoić węszących wciąż wokół ich domu Niemców. A może to kolejna prowokacja ze strony szalonej Lilki – tej, która nieustannie karmiła Dzidzię opowieściami o duchach czy o rodzeństwie, rzekomo sprzedanym przez rodziców. Przed podobnym losem broniła Lilka swoją młodszą siostrzyczkę, której przybycie na świat nieco rozczarowało mamę i tatę, wyczekujących na syna. “Trzeba szybko sprzedać tego potworka” – żartowali. Przejęta dziewczynka chowała rude włoski Dzidzi pod czepek, malowała jej buzię sokiem z marchwi, żeby tylko stała się “ładniejsza”.</p>
<p align="justify">Opowieść Anity Haliny Janowskiej pełna jest śmiesznych i barwnych historyjek. Autorka opisuje je zgodnie z tym, jak podyktowało je życie – przeplatane są zdarzeniami smutnymi i tragicznymi. Do spisania wspomnień zainspirowało ją wyjątkowe spotkanie po latach. Na jej drodze stanęła Elizabeth, do której w dzieciństwie również przylgnęła etykietka krzyżówki. “Zapisz swoje opowieści – mówiła na pożegnanie. – Są zabawne i smutne. Zapisz koniecznie!”. Dzięki lekkości i bezpretensjonalności, z jaką udało się te wspomnienia zapisać, “Krzyżówka” oddaje żywy obraz tamtych czasów, przenosi czytelnika w świat Dzidzi i Lilki, ich szkolnych przygód, psot i miłosnych perypetii.</p>
<p align="justify">Oprócz wielu zdjęć, które zostały dołączone do ostatniego wydania książki, autorka w niezwykle żywy sposób tworzy portrety rodzinne – przytacza sytuacje, najlepiej oddające charakter danej osoby. Można tu znaleźć liczne opisy zalotników Lilki, w których podkochiwała się także Dzidzia – stąd znamienny tytuł rozdziału, opowiadającego o jednym z kawalerów – “Nasza pierwsza miłość”. Niezwykle ciekawa jest również historia rodziców, wraz z tajemniczą przepowiednią z dzieciństwa Marii Feinberg, matki Dzidzi, dotyczącą jej wspólnej przyszłości z mężem Teodorem Wahlmannem.</p>
<p align="justify">Charakterystyczne cechy najbliższych i znajomych Janowska podaje jak na dłoni – nie nazywa ich wprost, ale od razu wiadomo, że Lilka była bystra i kochliwa, matka – bardzo porządna i zasadnicza, ojciec zdystansowany, z poczuciem humoru, uwielbiany przez córki – “Kochany Tatusiu! Bardzo za tatusiem tęsknię. Tak tatusia kocham, jak nikogo. Chcę, żeby Tatuś przyjechał i też mnie kochał, i przywiózł wiaderko i szpadelek. Ubóstwiam Tatusia. Dzidzia.” – tak pisała do taty stęskniona córka w ostatnie wakacje przed wojną. Później, już jako osiemnastoletnia dziewczyna, przeniosła swoje uczucia na Alka, kolegę z konserwatorium muzycznego. Ich przyjaźń przerodziła się powoli w pierwszą młodzieńczą miłość, pełną czułości, ale także obaw. Te wspomnienia, przytaczane głównie w listach, które Halina Janowska zachowała do dziś, a także spotkania z Alkiem po latach, kiedy obydwoje już dawno pozakładali własne rodziny, pozwoliły jej zrozumieć, dlaczego to uczucie nie przetrwało, dlaczego nie zostali razem.</p>
<p align="justify">Jaka była Halina? Z pewnością zdystansowana, trochę “postrzelona”, a przy tym była doskonałym obserwatorem i dzięki temu udało jej się przedstawić życie swoje i bliskich w tak różnych odcieniach. Swoboda i prostota stylu pozwala płynąć tym wszystkim ludziom i wydarzeniom i układać się w niezwykły scenariusz do filmu, który filmem przecież nie jest – to życie z całym jego trudem i pięknem.</p>
<p align="justify">“Krzyżówka” jest poszukiwaniem własnej tożsamości. Dzidzia, która podczas wojny staje się powoli dorastającą Haliną, przyznaje się do bycia Niemką, aby przeżyć. Po wojnie wstydzi się niemieckich korzeni, podkreśla, że jest Żydówką, angażuje się w działalność młodzieżowych grup socjalistycznych. Gdzie tak naprawdę jest jej miejsce? Skąd wyrasta i dokąd zmierza? Poszukiwania bohaterki dotyczyły także sfery religijnej i ideowej – te skutecznie utrudniały jej skomplikowane lata powojenne w PRL-u, m.in. wydarzenia z 1968 roku, podczas których Halina zaciekle podkreślała swoje żydowskie korzenie.</p>
<p align="justify">Pośród tych skrajności, wynikających z pochodzenia, które ujawniły się szczególnie podczas hitlerowskiej okupacji, kryła się zwyczajna, dorastająca dziewczynka ze swoimi małymi i większymi problemami. Bycie “krzyżówką” było dla bohaterki przyczyną wewnętrznego rozdarcia, ciągłego wyobcowania, a przecież poczucie przynależności dla dojrzewającej osoby jest czymś niezwykle ważnym. Wartościowanie narodowości i ras to swego rodzaju wyznaczanie granic człowieczeństwa. Podlegają one zwykle ocenie tego, kto ma władzę, kto potrafi dzielić ludzi na lepszych i gorszych i zasiać między nimi niechęć i nienawiść. Niemiecka narodowość Teodora Walhmanna zapewniła bezpieczeństwo całej rodzinie, a tym samym pozwoliła przetrwać jej wojnę – ochroniła przed pewną śmiercią żonę i dzieci. Dopiero po wkroczeniu Armii Czerwonej do Łodzi, ojciec Haliny został aresztowany za działalność konspiracyjną w polskim podziemiu, a następnie zginął w radzieckim łagrze.</p>
<p align="justify">Wspomnienia Haliny Janowskiej przełamują stereotypy, opisana w nich rzeczywistość nie jest zupełnie czarno-biała, a każdy człowiek, pojawiający się w jej opowieściach jest jedyny w swoim rodzaju. Na tym polega niezwykły urok “Krzyżówki”.</p>
<p align="justify">Trudne wybory i problemy, najłatwiej przełknąć z dużą dawką dystansu i poczucia humoru. Szczery śmiech uświadamia, że życie toczy się dalej, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Trzeba nauczyć się cieszyć nie tylko ze swojego szczęścia, ale także ze szczęścia innych, tak jak Halina cieszyła się po latach z udanego życia rodzinnego swojego niedoszłego męża, Alka. “Krzyżówka” to nie tylko opowieść o ludziach czy próba rozrachunku z przeszłością i gorzką historią, to przede wszystkim spotkanie z&#160; pogodą ducha i fantazją – pomimo przeciwności losu. Oby jak najdłużej pozostało ono w pamięci.</p>
<p style="text-align: right;">MARIA CICHY</p>
<p align="justify">Anita Halina Janowska, Krzyżówka, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2010<br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Mon, 21 Jun 2010 09:14:49 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=609:zapisz-koniecznie&amp;catid=78:kultura&amp;Itemid=422</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Nieskończoność niedopowiedziana</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=608:nieskoczono-niedopowiedziana&amp;catid=78:kultura&amp;Itemid=422</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" alt="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/2 Tomek i niesk.jpg" title="Fot.Archiwum" class="caption" /> Gdy trzeba stanąć przed koniecznością rozmowy z dzieckiem na temat śmierci, słów brakuje nawet najodważniejszym. I choć tak naprawdę często to właśnie dziecko wykazuje się dojrzałością i wolą zrozumienia, czym jest umieranie i dlaczego wszyscy musimy kiedyś odejść, dorosły nie zawsze radzi sobie z tym zadaniem.</p>

<p align="justify">Czym jest dla nas śmierć? Czy lepiej próbować oswoić ten temat, czy też udawać, że on nie istnieje? Niedawne tragiczne wydarzenia wywołały lawinę dyskusji na forach internetowych. Nie zabrakło też pytań, w jaki sposób i czy w ogóle należy rozmawiać o śmierci z dziećmi? I jak ten temat w rozsądny sposób poruszyć, jeśli ukrywanie go przed nimi okazuje się działaniem na krótką metę? Katastrofa, relacje z miejsca tragedii, uroczystości pogrzebowe transmitowane we wszystkich mediach, żałoba narodowa celebrowana także w szkołach i przedszkolach, w wielu przypadkach sprawiły, że najmłodsi zaczęli wypytywać rodziców i nauczycieli, jak to jest z tą śmiercią, dlaczego umieramy? I czy wszyscy musimy umrzeć? Jeśli wszyscy, to i ja także? I – co się wtedy dzieje?</p>
<p align="justify">Co się wtedy dzieje, to pytanie, które zadaje sobie także bohater powieści “Tomek i nieskończoność” Michela Deon. Ta dość niezwykła książka porusza zagadnienie jeszcze trudniejsze – jak objaśnić dziecku śmierć, ale nie tę, która może zabrać mu kogoś bliskiego, ale tę, która być może przychodzi zabrać jego samego.</p>
<p align="justify">“– Zaraz, zaraz, a co ty właściwie o niej wiesz?<br />
– Pewnego razu zdechł mój pies... I już się nie ruszał... Tata pochował go w ogródku...”<br />
“Tomek i nieskończoność” to opowieść wbrew poruszanemu tematowi utrzymana w tonie spokojnym, a nawet pogodnym. I nie może być inaczej, bo jej celem jest właśnie oswojenie młodego czytelnika z tematem śmierci, ułatwienie mu pokonania lęku. To baśń, która pomaga uporządkować i zrozumieć otaczający świat.</p>
<p align="justify">Oto mamy chłopca, który zmaga się z nieuleczalną chorobą. Jako że całość utrzymana jest w klimacie baśni, oszczędzono czytelnikowi opisu choroby, jej rozbiórki na czynniki pierwsze. Gdzieś za górami, za lasami, był sobie chory chłopiec. Po co wiedzieć coś więcej? Szczegóły są nieważne. Cierpienie opisane jest w sposób łagodny, miękki, gorączka jest czymś, co pozwala odciąć się od rzeczywistego świata, przenieść w kojącą krainę fantazji. Jeśli ból, to nie ten przez wielkie “B” – tego, jak się domyślamy, chłopcu nie zabrakło. To też nieważne. To już prawdopodobnie dało się złagodzić. Pozostały małe codzienne niewygody. Nie tak straszne, choć oczywiście uciążliwe.</p>
<p align="justify">“Bardziej niż rosnąca gorączka dokuczały mu rozpalone pięty. Bólu nie ukoiło ani posypywanie ich talkiem ani nacieranie wodą kolońską. Kiedy o tym mówił, nie przejmowano się zwykle taką drobnostką, choć przecież była tak dotkliwa, że aby o niej zapomnieć, udawał za dnia, że drzemie i przypominał sobie chwile, gdy na bosaka brodził w rwącym i chłodnym górskim potoku (...). Te wspomnienia przynosiły mu ulgę(...).</p>
<p align="justify">Gdyby nie to krępujące i głupie cierpienie, tak niezrozumiałe dla dorosłych, którzy uparcie nie przywiązywali do niego wagi, Tomek byłby prawie polubił swoją gorączkę. To jej bowiem zawdzięczał troskliwą opiekę otoczenia”. </p>
<p align="justify">Chciałoby się w pewnych momentach lektury odnieść błogie wrażenie, że bohater książki nie zdaje sobie w pełni sprawy z powagi sytuacji. Ból i cierpienie rodziców, patrzących na jego powolne odchodzenie, to coś, co dzieje się poza zasięgiem jego wzroku. A przynajmniej tak wydaje się dorosłym. Bo nawet najbardziej perfekcyjne próby ukrycia zapłakanych oczu czy drżącego głosu nie zawsze się dorosłym udają. Choć oczywiście w kontakcie z dzieckiem zachowują oni pozorną wesołość i zasypują małego pacjenta mnóstwem zabawek, książek i gier. Pozornie spokojne przeżywanie choroby chyba w pewnym momencie stało się gładkim wejściem w konkretne role. Rodzice nie chcą martwić dziecka, dziecko nie chce martwić rodziców. Dlatego potrzebna jest ucieczka. Nocami Tomek ucieka w wymyślony świat, w którym nie ma bólu, świeci słońce, a chłodny strumień jest w stanie ukoić rozpalone od gorączki stopy. To też jednak rozwiązanie tymczasowe. Kiedyś trzeba będzie zmierzyć się z rzeczywistością. A tej nikt nie chce lub najpewniej nie umie objaśnić. Tymczasem dziecko chce wiedzieć. Jeśli już ma się coś stać, lepiej wiedzieć, co się wydarzy. Bardzo proste pytanie – “czy umrę?”, budzi lęk przede wszystkim dlatego, że nie wiadomo, co to tak naprawdę oznacza? Co się stanie potem? Dokąd pójdę? Co mnie tam czeka? Czym jest nieskończoność?</p>
<p align="justify">Czym jest nieskończoność? – pyta kilkakrotnie Tomek. Czy to, co czeka na mnie po drugiej stronie, to właśnie ona? Kto mi to wytłumaczy? Być może nie umrę, ale jeśli umrę, to... co mnie tam spotka? Czy będę w stanie to zrozumieć? I choć nie zadaje sobie pytania “czy zdążę?”, można się domyślić, że pośpiech jest wskazany, jeśli ma być czas na zrozumienie. Gdy czasu jest mało, a wkrótce może będzie go coraz mniej, przydają się bezsenne noce. Gdy cały dom śpi, Tomek ma chwilę dla siebie. Może puścić wodze fantazji, przyglądać się nocnemu pejzażowi za oknem, słuchać szumu wiatru, a przede wszystkim może nie odczuwać, choćby najlepiej ukrywanego, napięcia i zmartwienia najbliższych. Trawiąca ciało gorączka staje się przepustką do innego, milszego świata, tak rozkosznego, że aby go odwiedzić, najlepiej nie połykać obniżających temperaturę tabletek </p>
<p align="justify">W tym świecie jest miejsce na śmiech, swobodę, ulubione owoce, chętne do zabawy zwierzęta... znajdzie się tam też ktoś jeszcze. Ktoś, kto być może odpowie na trudne pytania, pomoże przejść drogę, której nie można uniknąć, a którą lepiej przebyć spokojnie, bez strachu i na tyle świadomie, na ile jest to możliwe. Maurycy, który pojawia się na wyspie, jest prawdopodobnie duchem, istotą zawieszoną między jednym a drugim światem. Chimeryczny, drażliwy, ma jednak kilka ważnych cech. Po pierwsze – jest. Nawet jeśli to istnienie mieści się tylko w wyobraźni chłopca. Po drugie, choć wcale nie bywa chętny do rozmowy ani łatwy w kontakcie, nie ucieka przed pytaniami. Ponadto nie pociesza, nie łudzi i co najważniejsze – nie sprawia wrażenia, jakby Tomka choroba była dla niego tak przerażającym nieszczęściem, jakim z pewnością jest dla rodziców. A to ułatwia wiele rzeczy.<br />
“– Czy ja umrę?<br />
– Powiedziałem ci już, że nie należy zadawać mi pytań.<br />
– Dobrze już, dobrze. Niech pan się nie gniewa, ale muszę przyznać, że trudno jest rozmawiać, jeśli nie można o nic zapytać.<br />
– Zgadzam się z tobą. (...) Są jednak rzeczy, o które możesz mnie pytać. Tylko tobie na to pozwalam.”.<br />
Książka “Tomek i nieskończoność”, choć na francuskim rynku zaistniała już w latach 70., dopiero teraz znalazła się w naszych księgarniach. Oby pomogła tym, którym pomóc może. Dla innych niech będzie po prostu skłaniającą do refleksji piękną i mądrą opowieścią.</p>
<p style="text-align: right;">AGNIESZKA MĄCZYŃSKA-DILIS<br />
Michel Deon, Tomek i nieskończoność (Thomas et l’infini), przełożyła Milena Kusztelska, Oficyna Wydawnicza G&amp;P, Poznań 2010<br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Mon, 21 Jun 2010 09:10:44 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=608:nieskoczono-niedopowiedziana&amp;catid=78:kultura&amp;Itemid=422</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Czterdzieści pięć minut o dobrym zachowaniu</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=607:czterdzieci-pi-minut-o-dobrym-zachowaniu&amp;catid=77:wychowanie&amp;Itemid=420</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" alt="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/dobre zachowanie.jpg" title="Fot.Archiwum" class="caption" /> Kiedy zastanawiamy się nad lekcją dotyczącą zasad zachowania się, dobrych manier, etykiety i wszelkiego savoir vivre, często gdzieś w tyle głowy kołacze się nam pytanie: jak dalece szkoła powinna wyręczać rodziców w uczeniu ich dzieci tego, co właściwe i stosowne.</p>

<p align="justify">Z drugiej jednak strony nauczyciele niejednokrotnie mają do czynienia z rodzicami, którzy sami nie przestrzegają rozmaitych norm zachowania. Jeśli nie wynika to ze świadomego ich łamania, a raczej z ich nieznajomości, jasne jest, że ich dzieci z domu nie wyniosą kindersztuby. Dlatego nawet jeśli zżymamy się na to, że to rodzice powinni wpoić dzieciom podstawowe zasady kulturalnego zachowania się, musimy pogodzić się z tym, że brak ogłady uczniów bywa prostym przełożeniem braku ogłady ich rodziców. I jeśli ci młodzi ludzie nie wyniosą jej ze szkoły, prawdopodobnie tacy już pozostaną. Z takiego dziecka wyrośnie potem dorosły, któremu nawet do głowy nie przyjdzie, że wiele rzeczy robi niewłaściwie.<br />
<br />
Norm regulujących ludzkie zachowania w różnych sytuacjach jest bardzo wiele, one same ewoluują, zmieniają się, jedne zanikają, inne się pojawiają. To, co dziś jest dopuszczalne, kilkadziesiąt lat temu było nie do pomyślenia. Rozwój cywilizacyjny, a zwłaszcza techniczny stale rodzi kolejne obszary ludzkich zachowań, które również wymagają unormowania. Na naszych oczach kształtowały się – i nadal kształtują – zasady korzystania np. z telefonów komórkowych czy z internetu. Ponadto ludzie są dziś na tyle mobilni, że często i chętnie wyjeżdżają do innych krajów, gdzie stykają się z odmiennymi kulturami. Dopiero tam widać, jak silnie normy zachowania zależne są od przeróżnych czynników, jak bardzo są umowne i jak ich nieznajomość może utrudnić życie, a nawet stać się powodem poważnych kłopotów.<br />
<br />
Jak z tego wszystkiego zrobić mądrą i wartościową lekcję? W zasadzie każdy sposób jest dobry, byle przyniósł oczekiwany efekt. Moja mama do dziś pamięta lekcje prowadzone przez jej wychowawcę z liceum. Przez cały rok przynosił on podręcznik dobrych manier i czytał go uczniom przez 45 minut. Po kolei, rozdział po rozdziale. Nie było żadnych omówień ani dyskusji, uczniowie po prostu słuchali. Oczywiście, nikogo nie namawiam do tak mało zróżnicowanego sposobu przekazywania wiedzy. Dziś, oprócz metod podających, możemy zastosować dramę, mapy mentalne, quizy, wspólne układanie&#160; kodeksu zachowania czy rysowanie plakatów, pracę w grupach i inne. Najważniejsze, żeby odpowiednie zasady zostały zapamiętane, a uczniowie zrozumieli, że nie tylko trzeba, ale i warto ich przestrzegać.<br />
<br />
Reguły savoir vivre obejmują tak szeroki zakres zachowań, że oczywiście nie ma mowy, aby omówić czy choćby przypomnieć wszystkie na jednej lekcji. Dlatego jeśli decydujemy się na lekcję poświęconą bon tonowi, warto ograniczyć się do jakiegoś obszaru. Wybór będzie zależny od wieku uczniów, ich potrzeb oraz braków. Bardzo często, nie tylko na lekcji, młodzież mimochodem uczy się zasad właściwego zachowania, choćby przez obserwację. Wszelkie takie sytuacje warto wykorzystywać, np. chwaląc za prawidłowe zachowanie grupę uczniów. W szkole jest mnóstwo okazji, żeby nie poświęcając oddzielnej lekcji, uczyć młodych ludzi różnych norm dotyczących m.in. kontaktów z rówieśnikami oraz nauczycielami, zachowania na lekcji, w czasie przerwy, na stołówce, w kinie, teatrze, na wycieczce, podczas uroczystości szkolnych, państwowych, kościelnych. Powtarzając uczniom – często do znudzenia – co wypada, a co nie, warto również dochowywać pewnych zasad. Czyli: częściej chwalić niż ganić, nie karać za to, czego uczniowie mogli nie wiedzieć, zwracać uwagę taktownie i z szacunkiem dla ucznia, nie poniżać, nie wyśmiewać, nie zawstydzać. Oczywiście, zasady zasadami, a życie życiem. Wiedzmy jednak, że tę samą maksymę znają też nasi uczniowie…<br />
<br />
Najmłodszym warto jak najczęściej wpajać podstawowe, uniwersalne zasady, które sprawdzają się niemal wszędzie i które stanowią bazę bardziej szczegółowych norm. Będą to głównie: użycie magicznych słów: proszę, dziękuję, przepraszam; uprzejmość, życzliwość, punktualność, uczciwość. Starszym uczniom również nie zaszkodzi przypominanie o nich przy rozmaitych okazjach, warto jednak omawiać także szczegółowe zasady zachowań, zarówno te tradycyjne (zachowanie przy stole, zawieranie znajomości, kultura rozmowy, dyskusji, zasady korzystania ze środków transportu), jak i nowsze (prowadzenie rozmowy telefonicznej, użytkowanie telefonów komórkowych, posługiwanie się pocztą elektroniczną). Można podyskutować o zasadach spornych i zmieniających się. Warto rozmawiać, nawet z młodszymi uczniami, o tym, co być może poznawać będziemy wspólnie – o netykiecie, czyli zasadach przyzwoitego zachowania w internecie. Te normy są bardzo świeże, dopiero się kształtują, dlatego nie dziwmy się, że istnieje wiele odmiennych pomysłów, jak radzić sobie z internetowym chamstwem, brakiem kultury, z krzykaczami i osobami utrudniającymi innym normalne korzystanie z sieci. Zasady netykiety wywodzą się z ogólnych zasad kulturalnej komunikacji i zwykłej przyzwoitości. Rozmawiając z uczniami na ten temat, warto poprosić ich wcześniej o zebranie odpowiedniego materiału i samodzielne omówienie niektórych norm. Nie ukrywajmy przed uczniami, że dzięki temu sami możemy się wiele nauczyć. Nabiorą do lekcji więcej zapału, zwłaszcza, jeśli nauczyciel poprosi ich o wyjaśnienie, co to takiego np. trollowanie, toppostowanie czy floodowanie.<br />
<br />
Ucząc jakichkolwiek zasad savoir vivre dobrze jest pamiętać, że najszybciej i najtrwalej uczymy uczniów własnym przykładem (nawet jeśli nie zawsze się to nam podoba) i nie ma nic gorszego niż jawna rozbieżność między słowami a czynami. Jeśli zdajemy sobie sprawę, że daleko nam do ideału, a uczniowie mieli niejedną okazję się o tym przekonać, nie warto przed tym uciekać. Nauczyciel potępiający używanie wulgaryzmów, a jednocześnie sam ich nadużywający, wzbudzi w najlepszym razie wesołość. Zyskamy w oczach uczniów, jeśli przyznamy np., że każdy człowiek popełnia błędy, sami też nie jesteśmy od nich wolni, jednak staramy się wyciągać właściwe wnioski ze swojego zachowania i umiemy przepraszać. <br />
<br />
MONIKA NIEWIELSKA</p>]]></description>
            <pubDate>Mon, 21 Jun 2010 09:07:44 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=607:czterdzieci-pi-minut-o-dobrym-zachowaniu&amp;catid=77:wychowanie&amp;Itemid=420</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Śmierć – jedyna pewna rzecz na świecie</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=606:mier--jedyna-pewna-rzecz-na-wiecie&amp;catid=77:wychowanie&amp;Itemid=420</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify"><img align="left" alt="Fot.Archiwum" src="http://www.oszkole.pl/images/smierc.jpg" title="Fot.Archiwum" class="caption" /> 12 kwietnia każdy nauczyciel musiał przyjść do szkoły i stanąć przed uczniami. To nie było zwykłe spotkanie. Żałobę, szok i ból przeżyli wszyscy. Szkoła nie mogła się nie odnieść do tragicznych wydarzeń katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem i prowadzić lekcji, jakby nic się nie stało. Dziś żałobę mamy już za sobą, ale śmierć jako temat co pewien czas pojawia się w szkole w różnych kontekstach, często bardzo bolesnych. Nie da się od tego uciec.&#160;</p>

<p align="justify">Umiera uczeń, umiera jedno z rodziców ucznia, umiera nauczyciel, ktoś popełnia samobójstwo, wydarza się tragiczny wypadek czy wreszcie katastrofa, w której giną dziesiątki ludzi. Okoliczności są różne, ale sedno sprawy pozostaje takie samo – odejście człowieka, przynajmniej z wymiaru doczesnego. Śmierć to jedyna rzecz, którą ludzie mogą potraktować jak pewnik, jest prostą konsekwencją życia. Dlatego też naturalne jest, że bliscy, którzy pozostali, odczuwają smutek, żal, czasem bunt, które potęgują się, jeśli odejście nie nastąpiło z przyczyn naturalnych, jak starość czy ciężka choroba. Jednak przyjęło się, że śmierć jest tematem tabu, wstydliwym, że się o niej nie rozmawia. Może dlatego, że trzeba przy tym dotknąć trudnych pytań, które wykraczają poza naukę i ludzkie doświadczenie.<br />
<br />
Jeśli zdecydujemy się (a raczej życie za nas zdecyduje) na lekcję na temat śmierci i umierania, czeka nas niełatwe zadanie. Zwykle takich zajęć nie planuje się w swojej pracy rocznej, nawet w listopadzie mówi się raczej o konieczności pamiętania o zmarłych, o zadumie, o zniczach na grobach poległych za ojczyznę. Są jednak takie sytuacje, kiedy pod wpływem tragicznego zdarzenia zachodzi potrzeba porozmawiania z uczniami o śmierci nieco inaczej. Na takie okoliczności nie ma procedur ani określonej wiedzy, którą należy wbić uczniom do głowy. W czasie takiej niezwyczajnej lekcji najlepiej, jeśli nauczycielowi uda się wyjść z roli matematyka, anglisty, nawet wychowawcy klasy. I pozostać człowiekiem, z sercem, ciepłem, życzliwością, otwartością. Zapomnieć, że dzieci czy młodzież siedząca przed nim to jego uczniowie: gorsi, lepsi. Potraktować ich jak ludzi, pełnych bólu, strachu, buntu, trudnych pytań. <br />
<br />
Tradycyjnie wszystko, co dotyczy śmierci, pozostawiamy w szkole księżom i katechetom, ewentualnie etykom, jeśli są. W stronę religii zwrócić się najłatwiej. Katecheta na pewno będzie rozmawiał z uczniami o Bogu, o życiu doczesnymi i wiecznym, o modlitwie za zmarłych, o zmartwychwstaniu. Trudno przecenić wartość takich zajęć. Uczniowie jednak bardzo często potrzebują rozmów o śmierci nie tylko w konwencji i ujęciu religijnym. Mają własne zdanie, przemyślenia, wątpliwości, o których rzadko mogą podyskutować swobodnie na lekcjach religii. I które niekoniecznie zgodne są z nauką Kościoła. Ponadto religia wcale nie musi pomagać w radzeniu sobie z rozpaczą. A wśród uczniów są nie tylko żarliwi katolicy, są przedstawiciele innych wyznań, ateiści i największa bodaj grupa wątpiących, poszukujących swojego miejsca na świecie i odpowiedzi na ważne pytania. Nie zawsze satysfakcjonującej odpowiedzi udzieli im ksiądz. Co oczywiście nie znaczy, że na pewno ktoś inny zrobi to lepiej. Nie umniejszając w niczym religii katolickiej, ani też żadnej innej, warto wykazać się wobec uczniów pewną otwartością. Wystarczy przyjąć postawę “wiem, że nic nie wiem” i pozwolić uczniom dzielić się swoimi przemyśleniami, odczuciami, wątpliwościami bez oceniania, wartościowania. A tematy mogą być trudne: co dzieje się z nami po śmierci? czy istnieje dusza? czy jest ona nieśmiertelna? czy zmarli mogą się z nami kontaktować? czy istnieje reinkarnacja? Dobrze jest rozmawiać w duchu tolerancji, zrozumienia i poszanowania drugiej osoby. Mając przy tym komfort, że nie trzeba ostatecznie rozstrzygać wszelkich wątpliwości, a na koniec podać najlepszej odpowiedzi. Można powiedzieć: nie wiem, jak jest naprawdę. Bo wszyscy jesteśmy ludźmi, podobnie bezradnymi w obliczu tajemnic śmierci, buntującymi się wobec jej bezwzględności, zmagającymi się z żałobą, żalem, czasem wściekłością.<br />
<br />
Trzeba jednak przemyśleć, czy uczniowie są gotowi na taką lekcję, i czy nauczyciel jest gotowy ją poprowadzić. Jeśli sytuacja tego wymaga, warto poprosić o pomoc psychologa. Czasem jest to wręcz niezbędne, nie tylko dziecku, które przeżyło śmierć bliskiej osoby, ale często całej klasie. Młodszym dzieciom w oswojeniu się z tematyką dotyczącą śmierci pomagają odpowiednio skonstruowane bajki i powieści. Nieco starszym – mądre powieści, które warto im podsuwać (o jednej z nich piszemy na str. 33). Jednak choćbyśmy nie wiem jak oswajali i tłumaczyli śmierć, zawsze będzie się ona wiązać z przeżywaniem negatywnych emocji (lęk, smutek, poczucie winy i krzywdy itp.). Nie warto od nich uciekać, trzeba jednak nauczyć się właściwie je przeżywać i pomóc w tym dzieciom. <br />
<br />
Jeśli uczeń stracił jednego z rodziców, bardzo ważne jest, żeby środowisko szkolne pomogło mu przeżyć tę stratę, przejść przez etapy żałoby i pomóc powoli zacząć funkcjonować w życiu na nowo. Szkoła jest o tyle ważna, że jest miejscem, które nie uległo zmianie, temu okropnemu wstrząsowi, jakiemu została poddana jego rodzina. Jest więc pewnego rodzaju ulgą, ukojeniem, rodzajem chwilowego zapomnienia o bólu. Często wystarczy, że nauczyciel będzie życzliwym obserwatorem, że zadeklaruje swoją gotowość do rozmowy czy jakiejkolwiek pomocy, nawet jeśli uczeń z niej nie skorzysta. Czasem ważne jest okazanie współczucia, przytulenie, pozwolenie na płacz, przeżycie chwili wspólnego smutku, choć oczywiście tylko wtedy, kiedy jest to szczere, a dziecko będzie potrzebowało takiej bliskości. Uczeń po stracie bliskiej osoby zwykle najlepiej się czuje, jeśli&#160; traktowany jest normalnie. Dobrze jest jednak wyczuć jego stan emocjonalny i pozwolić – jeśli sam wyrazi taką wolę, o co najlepiej zapytać – nie pisać klasówki, nie odpowiadać, zaliczyć materiał w innym terminie. Choć takiej ochrony nie należy nadmiernie przedłużać. Chwili życzliwej rozmowy, nawet telefonicznej, może potrzebować w tej trudnej sytuacji też drugi z rodziców, zwłaszcza, jeśli zauważymy, że zaczyna zaniedbywać dziecko.<br />
<br />
MONIKA NIEWIELSKA<br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Mon, 21 Jun 2010 09:05:09 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=606:mier--jedyna-pewna-rzecz-na-wiecie&amp;catid=77:wychowanie&amp;Itemid=420</guid>
        </item>
        <item>
            <title>Problemy z ochroną danych osobowych</title>
            <link>http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=605:problemy-z-ochron-danych-osobowych&amp;catid=82:porady&amp;Itemid=459</link>
            <description><![CDATA[<p align="justify">&#160;Jak szkoła powinna radzić sobie z przetwarzaniem danych osobowych, jakie  informacje można zbierać i w jakim celu, a także jak dbać o  bezpieczeństwo zgromadzonych informacji to tematy poruszane podczas II  Zjazdu Akademii Zarządzania Dyrektora Szkoły. Odbył się on w marcu w  Warszawie. Zagadnienia te przybliżył uczestnikom Piotr Drobek z Biura  Głównego Inspektora Danych Osobowych.</p>

<p align="justify">Prezentacja obejmowała podstawy prawne i pojęcia związane z pojęciem ochrony danych osobowych w szkołach, obowiązki wiążące się z ich przetwarzaniem oraz wyniki kontroli GIODO przeprowadzonej w placówkach oświatowych w 2008 r.<br />
<br />
Podstawowym aktem prawnym regulującym kwestię gromadzenia i przetwarzania danych osobowych jest ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych. Towarzyszą jej trzy rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji: w sprawie dokumentacji przetwarzania danych osobowych oraz warunków technicznych i organizacyjnych, jakim powinny odpowiadać urządzenia i systemy informatyczne służące do przetwarzania danych osobowych, w sprawie wzoru zgłoszenia zbioru danych do rejestracji Generalnemu Inspektorowi Danych Osobowych oraz w sprawie wzorów imiennego upoważnienia i legitymacji służbowej inspektora Biura GIODO. <br />
<br />
<strong>Co i kiedy przetwarzamy?</strong><br />
<br />
Pojęciem “dane osobowe” określamy wszelkie informacje dotyczące osób fizycznych, zidentyfikowanych lub możliwych do zidentyfikowania (art. 6 ust. 1), czyli takich, których tożsamość można określić bezpośrednio lub pośrednio, poprzez powołanie się na numer identyfikacyjny albo jeden lub kilka czynników określających cechy fizyczne, fizjologiczne, umysłowe, ekonomiczne, kulturowe lub społeczne (art. 6 ust. 2).<br />
<br />
Wiele wątpliwości budzi pojęcie przetwarzania danych. Rozumiemy przez nie wszelkie operacje dokonywane na danych osobowych, zarówno te o charakterze statycznym (przechowywanie danych) jak i dynamicznym (pozyskiwanie, udostępnianie, zmienianie, usuwanie itd.). Szkoła ma do czynienia z danymi osobowymi uczniów i rodziców, a także nauczycieli i pozostałych pracowników szkoły. Za ich bezpieczeństwo odpowiedzialny jest administrator danych, którym jest dyrektor szkoły. On też decyduje o celach i środkach przetwarzania danych. Z przetwarzaniem danych osobowych w szkole związana jest odpowiedzialność administracyjno-prawna, karna, dyscyplinarna i cywilna.<br />
<br />
Do obowiązków administratorów danych należy:<br />
- wykazanie legalności przetwarzanych danych zwykłych (art. 23 ustawy) i szczególnie chronionych (art. 27);<br />
- obowiązek informacyjny (art. 24 i 25). Wszystkie osoby, których dane są zbierane, muszą być o tym poinformowane już w momencie zbierania;<br />
- zachowanie zasad: adekwatności, celowości, ograniczenia czasowego przetwarzania i merytorycznej poprawności danych osobowych – art. 26.<br />
- respektowanie praw osób, których dane dotyczą – art. 32 i 33;<br />
- zastosowania środków technicznych i organizacyjnych zapewniających ochronę przetwarzanych danych osobowych – art. 36-39 ;<br />
- zgłoszenie zbioru danych do zarejestrowania Generalnemu Inspektorowi Danych Osobowych – art. 40 .<br />
<br />
Istnieje pięć przesłanek do przetwarzania danych zwykłych: zgoda, realizacja obowiązków wynikających z przepisów prawa, realizacja umowy, działanie dla dobra publicznego i realizacja prawnie usprawiedliwionego celu administratora danych. <br />
<br />
Aby przechowywanie i przetwarzanie danych było legalne, wystarczy, w przypadku danych zwykłych (art. 23) zgoda osoby, której dane dotyczą (chyba, że chodzi o usunięcie dotyczących jej danych). Zgoda ta może odnosić się także do przetwarzania danych w przyszłości, o ile cel przetwarzania nie ulegnie zmianie. Niedozwolone jest natomiast domniemywanie lub dorozumiewanie zgody na podstawie oświadczenia woli o innej treści. W przypadku osób niepełnoletnich zgoda na przetwarzanie ich danych musi być udzielona przez opiekunów.<br />
<br />
W przypadku pracy szkół najważniejszą przesłanką do przetwarzania danych będą przepisy prawa. Są to kolejno: ustawa z dnia 19 lutego 2004 r. o systemie informacji oświatowej, ustawa z dnia 7 września 1991 . o systemie oświaty, rozporządzenie MENiS z 19 lutego 2002 r. w sprawie dokumentacji prowadzenia przez publiczne przedszkola, szkoły i placówki dokumentacji przebiegu nauczania, działalności wychowawczej i opiekuńczej oraz rodzajów tej dokumentacji itd. <br />
<br />
Jeśli chodzi o realizację umowy, to w szkole ta przesłanka nie ma wielkiego znaczenia. W praktyce częściej spotykamy się z kolejnymi, tj. niezbędność wypełniania określonych prawem zadań realizowanych dla dobra publicznego i niezbędność wypełniania prawnie usprawiedliwionych celów realizowanych przez administratorów danych albo odbiorców <br />
<br />
- W przypadku przesłanek przetwarzania danych pojawiają się pytania, jak należy się zachować, czy operacja przetwarzania danych jest zgodna z prawem? – mówi Piotr Drobek i wyjaśnia. - O tym, jakie dane przetwarzamy, przede wszystkim decydują przepisy prawa. Ponad obecnie obowiązujące przepisy nie można zbierać informacji np. o nauczycielach. Dotyczy to też pracowników niebędących nauczycielami, choćby w sytuacji, gdy szkoła zbiera informacje o karalności pomimo, że kodeks pracy na to nie zezwala. Jak natomiast wygląda sprawa udostępniania danych o uczniach na stronach internetowych? Czy szkoła powinna mieć zgodę rodziców? Do GIODO dotarło wiele skarg, lepiej zatem, aby szkoła zaopatrzyła się w taką zgodę. <br />
<br />
<strong>Jak zabezpieczyć dane?</strong><br />
<br />
Jak wygląda sytuacja z bezpieczeństwem danych? Każdy dyrektor szkoły musi zadbać o środki techniczne i organizacyjne zapewniające ochronę przetwarzanych danych osobowych odpowiednią do zagrożeń oraz kategorii danych objętych ochroną, a w szczególności zabezpieczenie danych przed ich udostępnieniem osobom nieupoważnionym, zabraniem przez osobę nieuprawnioną, przetwarzaniem z naruszeniem ustawy oraz zmianą, utratą, uszkodzeniem lub zniszczeniem.<br />
<br />
Dyrektor musi dysponować dwoma podstawowymi dokumentami: polityką bezpieczeństwa informacji oraz instrukcją zarządzania systemem informatycznym służącym do przetwarzania danych osobowych. Mogą one mieć postać jednego dokumentu, musi on jednak zawierać elementy, które zostały określone w rozporządzeniu MSWiA z dnia 29 kwietnia 2004 r. w sprawie dokumentacji przetwarzania danych osobowych oraz warunków technicznych i organizacyjnych, jakim powinny odpowiadać urządzenia i systemy informatyczne służące do przetwarzania danych osobowych.<br />
<br />
W szkole należy koniecznie powołać administratora bezpieczeństwa danych. Do przetwarzania danych mogą być dopuszczone wyłącznie osoby, które posiadają upoważnienie nadane przez administratora danych. Konieczna jest kontrola nad tym, jakie dane osobowe, kiedy i przez kogo zostały wprowadzone do zbioru, komu są przekazywane, musi być też prowadzona ewidencja osób upoważnionych do przesyłania danych. Jest wreszcie obowiązek zachowania w tajemnicy danych osobowych oraz sposobów ich zabezpieczania. System informatyczny musi być zabezpieczony przed oprogramowaniem umożliwiającym uzyskanie nieuprawnionego dostępu oraz utratą zasilania. Należy też tworzyć kopie zapasowe zbiorów danych i programów służących do ich przetwarzania. Konieczne są też procedury postępowania z nośnikami danych.<br />
<br />
<strong>Nie jest najlepiej...</strong><br />
<br />
Na zakończenie Piotr Drobek przedstawił wyniki kontroli przeprowadzonej w 2008 r w 24 szkołach. Do najczęstszych uchybień należały: braki dotyczące dokumentacji przetwarzania danych osobowych (brak polityki bezpieczeństwa oraz instrukcji zarządzania systemem informatycznym, a także ewidencji osób upoważnionych do przetwarzania danych osobowych), braki dotyczące funkcjonalności systemów informatycznych (brak funkcjonalności odnotowywania, zabezpieczenia przed utratą danych, spowodowaną awarią zasilania lub zakłóceniami w sieci zasilania, kopii zapasowych, mechanizmu kontroli dostępu do systemu, niewystarczające hasła), braki w zabezpieczeniu dokumentacji papierowej i umożliwianie dostępu do danych osobom nieupoważnionym.<br />
<br />
Inne uchybienia dotyczyły akt osobowych pracowników szkół (art. 22.1 Kodeksu Pracy) oraz uwierzytelniania dostępu do systemu, funkcjonalności zapewniającej odnotowywanie (§ 7 ust. 1 pkt 1 i 2 oraz ust. 3 rozporządzenia MSWiA) oraz korzystania z systemów informatycznych, które nie spełniały wymogów §7 rozporządzenia. <br />
&#160;</p>]]></description>
            <pubDate>Mon, 21 Jun 2010 09:00:28 GMT</pubDate>
            <guid isPermaLink="false">http://www.oszkole.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=605:problemy-z-ochron-danych-osobowych&amp;catid=82:porady&amp;Itemid=459</guid>
        </item>
    </channel>
</rss>
